Nie chciałam tego robić. Może i Niall był pociągający, pełny czegoś przyciągającego i gdybym była normalna nachyliłabym się bez zastanowienia, ale prawda jest taka, że w głowie słyszałam tylko głosik: ''Pamiętaj, aby mieć nogi zawsze na ziemi''. Ostatnie słowa mojej mamy były wyryte w moim umyśle, nie pozwalały ponieść się emocjom i to było dobre. Kiedy działasz pod wpływem uczuć, twoje czyny są nieprzemyślane, gwałtowne i łatwo cię zranić. Ja twardo stoję na ziemi i nie pozwolę tym oczom oderwać mnie od niej. Lekko się odsunęłam od Nialla i w tym samym momencie w jego tęczówkach pojawiło się rozczarowanie. Tak okropne, pełne bólu i zawodu, ale też zrozumienia. A ja nie chciałam tego tam widzieć, kiedy patrzyłam w oczy Nialla, widziałam w nich wszystko co dla mnie najważniejsze i nie chciałam, żeby w jakikolwiek sposób cierpiał. I ten sam głos, który niedawno przypominał mi słowa mojej mamy, popchnął mnie do przodu, sprawiając, że moje usta znalazły się na tych Nialla.
I to nie było w porządku. Bo nie powinno mnie tu być, nie powinnam u niego mieszkać, nie powinnam dać się uratować, nie powinnam przyjeżdżać do Londynu, nie powinnam tak żyć. Nie powinnam wcale żyć. I byłam pewna, że dla Nialla to też nie było w porządku. Był dobry, miły i kochany dla każdego, kogo spotkał, bo taki był z natury i koniec. Nie potrafił się pogodzić z wizją dziewczyny, której nikt nie chce, anorektyczki bez nadziei na lepsze jutro, która próbuje się zabić i nie potrafi się pogodzić ze śmiercią matki. Jego natura mówiła mu, że musi mnie uratować, że musi sprawić, że będę się czułą kochana i potrzebna. Ale to nie było szczere i ja o tym wiedziałam. Lub tu chodziło o promocję zespołu. Wiecie, członek sławnego boysbandu, który nigdy się z nikim nie umawia zaczyna związek z córką ich nowego wydawcy albumu. A jakby wyszło, że moi rodzice są po rozwodzie, moja matka nie żyje i mam problemy psychiczne to dopiero byłby fenomen. Ale Niall nie wydawał się być taki. Jednak nikt nie wydaje się być taki, jakim jest. Z drugiej strony dzięki temu delikatnemu dotykowi jego ust przy moich, które idealnie do siebie pasowały, powoli poruszając się w równym tempie, czułam się bezpieczna. Dotyk dłoni Nialla na moich ustach był kojący i uspokajający. Czułam się kochana, potrzebna, już nie odczuwałam tego lęku, strachu przed kolejną chwilą mojego życia, nie myślałam o problemach, nie zastanawiałam się nad tym jak gruba i brzydka jestem, liczył się tylko on, ze swoim dotykiem i cudownymi tęczówkami, i chciałam tak zostać i trwać w tym stanie do końca życia, nie martwiąc się o jutro. Chciałam tak być.
Chłopak powoli rozłączył nasze usta i przyciągnął mnie z powrotem do naszej poprzedniej pozycji. Miałam głowę na jego piersi i słyszałam miarowe uderzenia jego serca, sprawiające, że nie wpadłam w panikę, tylko byłam spokojna. Usłyszałam tylko przy uchu szept: ''dziękuję'' i ukołysana biciem serca Nialla zasnęłam, nareszcie spokojnie i bez strachu.
Otworzyłam oczy. Wokół było ciemno i cicho. Leżałam po kołdrą, z nogami poza łóżkiem i byłam przerażona. Zimny pot spływał mi po plecach i czole, trzęsłam się, a z oczu wypływały mi łzy. Znowu mi się to śniło. Ten ciemny korytarz, zamazane postacie, jakiś krzyk. W kółko powtarzający się koszmar. Nawiedzał mnie, kiedy byłam mała, wtedy wślizgiwałam się pod kołdrę rodziców, wciskając się w plecy mamy i brzuch taty. Z czasem to ustało. Przez krótki okres po wyprowadzce taty też nawiedzał mnie ten sen, wtedy szłam do mamy i było mi lepiej. Po śmierci mamy męczył mnie przez długi czas, w tym czasie radziłam sobie sama, ale kiedy powtarzał się kilka razy tej samej nocy szłam do babci, co pomagało. Jednak tuż przed przeprowadzką do Londynu, kilka dni po śmierci mojej babki wszystko ustało. Nastał spokój. I tej nocy, tuż po tym jak pocałowałam blondyna, który teraz śpi pokój obok, każda mała rzecz wróciła. Chciałam się uspokoić, próbowałam zasnąć jeszcze raz, jednak gdy tylko zamykałam oczy przed powiekami ukazywał mi się ten sam obraz ciemnego korytarza. Potrzebowałam rodziców jak za czasów dzieciństwa, babci czy matki, aby się uspokoić, jednak mnie miałam nikogo. Był tylko Niall, leżący za ścianą, ale nie byłam pewna czy osoba, która wywołała mój strach, będzie w stanie go odgonić.
Po dłuższej chwili, odważyłam się podnieść z łóżka i powolnym krokiem wyjść z sypialni. Drzwi od pokoju Nialla były uchylone i wylewała się z niego stróżka delikatnego światła. Zajrzałam przez szparę i zauważyłam chłopaka, który półleżał na łóżku i pisał coś zawzięcie w jakimś zeszycie. Miałam zamiar już się wycofać, kiedy blondyn podniósł wzrok i zauważył mnie w drzwiach swojego pokoju. Uniósł się do pozycji siedzącej.
-Lena?
I niby co ja mam mu powiedzieć? Że spanikowałam po jakimś gorszym śnie i przybiegłam po pocieszenie? To takie dziecinne.
-Wszystko w porządku? - usłyszałam pytanie.
Nieśmiało zrobiłam krok w przód, Mocniej rozchylając drzwi i wchodząc na próg pokoju. Zdołałam tylko pokiwać głową na nie.
-Chodź. - mruknął Niall, rozchylając kołdrę po mojej lewej stronie i poklepał to miejsce dłonią.
Dość szybkim krokiem podeszłam do łóżka i wsunęłam się pod nakrycie, układając głowę na poduszce. Materac był jak nowy, poduszka też. Wszystko sztywne i pachniało sklepem, może lekko perfumami blondyna, jakby od czasu do czasu ktoś nimi psiknął niedaleko tego. Ta część łózka wydawała się nieruszona, jakby nikt nigdy na niej nie spał. I może tak było.
Niall również się położył, uprzednio odkładając zeszyt na stolik przy łóżku. Jednak nie zgasił lampki.
-Dlaczego nie śpisz? Wyglądasz na przerażoną. Coś cię przestraszyło? - zwrócił się do mnie chłopak.
Automatycznie w moich oczach zaiskrzyły łzy i z powrotem zaczęłam się trząść. Niall natychmiast zareagował, przyciągając mnie do swojego torsu, Ufnie wtuliłam się w jego ramiona, powoli odzyskując oddech i uspokajając się.
-Śni mi się to od dziecka. Z przerwami. - zaczęłam tłumaczyć. - Ten sam dziwny korytarz, ciemne, zimne ściany, zero światła, dezorientacja i te postacie.... - moim ciałem znów wstrząsnął szloch i dreszcze.
-Ćssssiii, już dobrze, jesteś bezpieczna. - mruczał mi do ucha blondyn, mocno przyciskając moje ciało do swojego torsu.
Zaczęłam się uspokajać i ukołysana lekkim nuceniem Nialla jakiejś piosenki zasnęłam i już nie śnił mi się żaden korytarz.
Czułam tylko czyjeś silne ramiona oplecione wokół mojej talii i równy oddech na włosach. Leżałam na czyjejś klatce piersiowej, bo opadała i wznosiła się równo z oddechem na moich włosach. Przez chwilę leżałam zdezorientowana, ale po chwili przypomniałam sobie jak się tu znalazłam. Nie powinnam tutaj być. Dlaczego dałam się ogarnąć przerażeniu? Jestem taka głupia. Lepiej byłoby gdybym została w swoim łóżku, bo teraz nic nie będzie w porządku i wszystko się posypie: i przez ten pocałunek i przez to, że przyszłam w nocy do Nialla. Miałam się od niego odizolować, uciec, zapomnieć o jego istnieniu, bo przez niego moje nogi odrywały się od ziemi, a to nie było w jakimkolwiek znaczeniu dobre. To było złe, gubiące i niechciane, moja mama by tego nie pochwalała. A zamiast tego, leżałam teraz z nim w jednym łóżku, przytulona do jego klatki piersiowej i tylko wymyślałam na siebie kolejne obelgi. Muszę się wreszcie wziąć w garść. Lekko uniosłam się do góry, ale gdy tylko się ruszyłam ramiona Nialla jeszcze mocniej mnie objęły, nie pozwalając na jakikolwiek ruch, acha, no to świetnie. Zaczęłam powoli i delikatnie wysuwać się spod jego uścisku, na swoje miejsce wciskając poduszkę, co okazało się dobrym pomysłem, bo po chwili męczenia się, siedziałam już na pościeli i wstawałam.
Wzięłam szybki prysznic i jak miałam w zwyczaju poszłam do sklepu. Nie lubiłam sobót. Pobliski market był wtedy przepełniony i ludzie pchali się jeden przez drugiego. Spotykałam się wówczas z wieloma krzywymi spojrzeniami dotyczącymi najwyraźniej mojej prze chudzonej sylwetki, a chwilę potem szoku, kiedy orientowali się jak wysokokaloryczne produkty mam w koszyku, gdzie zaglądali z ciekawości, myśląc że zobaczą sałatę i wodę mineralną. Jednak nie wiedzieli, że nie mam zamiaru ruszyć żadnego z owych produktów, bo były one dla Nialla Horana, członka chyba najsławniejszego boysbandu na świecie. I cieszyłam się, że nie wiedzą, bo gdyby byli świadomi miałabym grupę piszczących nastolatek tuż za mną i błagających o jego autograf czy coś. Jednak tłok w sklepie nie był jedyną rzeczą jaką nienawidzę w sobocie. Musiałam wtedy znaleźć sobie jakieś inne zajęcia poza szkołą. Zazwyczaj sprzątałam mieszkanie i gotowałam coś lepszego niż w tygodniu, tylko że dzisiaj była wolna sobota Nialla, a to oznaczało, że spędzę cały dzień na unikaniu go, a to nie jest takie łatwe, kiedy mieszka się z kimś w jednym mieszkaniu. Pocieszał mnie fakt, że dziś odbędą się pierwsze lekcje w szkole artystycznej, do której mnie przyjęto i będę mogła tam posiedzieć przez 3 godziny malując coś bez ładu i składu. Lubiłam te momenty, kiedy po prostu mogłam wziąć pędzel i malować cokolwiek przyjdzie mi do głowy. Powstawały wtedy moje najlepsze prace, żywe i pełne emocji, takie, jakie lubię najbardziej. Kochałam też grać na gitarze, cicho nucąc piosenki, których tekst wymyślałam sama. To wszystko pozwalało mi na chwilę odetchnienia, zapomnienia o troskach i smutkach, odcinałam się wtedy od depresji i bezsenności, było mi tylko lepiej. Ale u Nialla nie mogłam tego robić. Co prawda, czasami malowałam, lecz pod presją czasu, tak aby wszytko schować zanim blondyn się pojawi. Wiedział, że maluję, ale nie chciałam żeby widział obrazy, które są wylewem moich emocji, nie chciałam żeby widział mnie w stanie, kiedy stoję otwarta psychicznie przed płótnem, całkiem bezbronna i podatna na wszelkie bodźce. Od kiedy u niego mieszkam nie odważyłam się grać na gitarze ani śpiewać, nie chciałam, żeby wiedział, że mamy takie same pasje. Przerażało mnie to w dziwny sposób, na prawdę nie wiem dlaczego, ale po prostu nie przeżyłabym, gdyby się dowiedział. Dlatego bałam się trzymać u niego swój instrument, żeby nigdzie go nie zauważył, ani nie miałam śmiałości wziąć jednej z jego, bo kiedy przychodził wcześniej łatwo mi było wrzucić farby, pędzle i płótno do pustej szafy, ale gdybym zatraciła się w muzyce to nie usłyszałbym dźwięku otwieranych drzwi, poza tym mógł usłyszeć dźwięki zza drzwi. A ja nie mogłam na to pozwolić.
Do domu weszłam w tym samym momencie, w którym Niall wynurzył się ze swojej sypialni. Musiał być tuż po prysznicu, bo z jego włosów ciekły stróżki wody, nie miał na sobie koszulki i tylko szare dresy, zwisały mu nisko na biodrach. Wciąż był lekko zaspany, ale już pobudzony po kąpieli.
-Dzień dobry. - rzuciłam w jego stronę, jednocześnie ściągając buty.
Wziął torbę, którą postawiłam na półce.
-Cześć. - mruknął tuż przed tym jak skierował się w stronę kuchni.
Podążyłam za jego krokami i wraz z nim zaczęłam przygotowywać śniadanie.
-Wszystko w porządku? - wiedziałam, że pyta o wczorajsze wydarzenia.
- W jak najlepszym. - skłamałam.
Chłopak uśmiechnął się promiennie i lekko musnął ustami mój policzek, który na ten dotyk zarumienił się. Jezu, dlaczego?
Usiedliśmy przy stole, każdy ze swoją porcją jedzenia. Oczywiście do mojej zmusił mnie Niall, ale i tak dałam się przymusić tylko do połowy bułki z ogórkiem. Powoli skubałam swoje pieczywo, podczas gdy blondyn zjadał już szóstego naleśnika i chyba nie zamierzał przestać jeść przed dwudziestym. W pewnym momencie przełknął kęs i nie zjadł kolejnego, tylko spojrzał się na mnie, przez co również przestałam przeżuwać malusieńki gryz bułki.
-Masz dzisiaj jakieś plany? - spytał nagle, wracając do pożerania swojego naleśnika.
-Myślałam, żeby tu trochę posprzątać, albo nadrobić zaległości ze szkoły, coś ugotować, a po 16 wychodzę. - tym razem nie mijałam się z prawdą.
-A nie możesz tej szkoły, sprzątania i gotowania przełożyć na jutro? - spytał z nadzieją w głosie.
-Mogę. - odpowiedziałam bez zastanowienia.
Jezu Chryste, zapomniałam o ''nie'' przed ''mogę''.
---------------------------------------------------
Jedyne co mam do powiedzenia to to, że na pewno pojawi się jeszcze jeden rozdział w okolicach przerwy świątecznej, ale na ferie prawdopodobnie nic nie będzie, bo wyjeżdżam.
Trzymajcie się, kochani.
Kamila.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
niedziela, 16 listopada 2014
Rozdział 22
Zmarszczyłam brwi. No bo po co Niall miałby przyjeżdżam po mnie do szkoły. Obróciłam się do tyłu, ale nie widziałam nikogo oprócz kilku kujonów i wątpię, że to właśnie do nich się uśmiechał. Może wciąż czuje się odpowiedzialny za swoje przygarnięcie mnie i nie chce, żebym uciekła, bo będzie czuł się w jakiś dziwny sposób winny. Czy powinnam podejść? Tak, powinnam tak zrobić. Ruszyłam przed siebie, manewrując między innymi autami, kierując się w stronę chłopaka, kiedy jakaś brunetka, o jakby to ująć ''pełnych kształtach'', podeszła do niego. Oparła dłoń na jego ramieniu, nachylając się w jego stronę, wypinając do przodu piersi i przejechała palcem po jego prawej piersi zatrzymując się po środku klatki piersiowej, wbijając paznokieć w jego skórę. Błysnęła białymi zębami i szepnęła coś do jego ucha. Niall tylko się do niej grzecznie uśmiechnął, delikatnie odciągając jej dłoń od swojego ciała i powiedział coś do niej. Dziewczyna wyprostowała się i z lekko wydętymi policzkami wróciła do swoich znajomych. Kontynuując moją drogę do Nialla, cały czas patrzyłam na tą dziewczynę. Pamiętałam ją. Miała szafkę niedaleko mojej i zawsze stała z tym typem chłopaków, że kiedy widziałaś ich na ulicy wolałaś przejść na drugą stronę niż mijać się z nimi. Za każdym razem, kiedy ich widziałam spuszczałam głowę i przyspieszyłam kroku. Nigdy nie widziałam Bena z nimi. Nawet on trzymał się z mniej przerażającymi uczniami. Zastanawiałam się, dlaczego ktoś taki jak ona w ogóle spojrzała na Nialla, może był dzisiaj ubrany jak niektórzy jej znajomi, ale raczej nie trudno było w nim poznać członka zespołu, który śpiewa pop. Odpowiedź była tak oczywista, że właściwie nie musiałam się nad nią zastanawiać: Niall ma pieniądze. Jak często blondyn spotykał się z takim zachowaniem?
Przerwałam swoje przemyślenia, kiedy dotarłam do chłopaka, a on oplótł mnie ramionami. Ponad jego ramieniem spojrzałam ponownie na grupę, do której dołączyła tamta dziewczyna. Brunetka wlepiała we mnie wzrok, Uniosła brew i szturchnęła swoją koleżankę łokciem, brodą wskazując w naszą stronę.
-Jak ci minął dzień? - słowa Nialla przeleciały mi koło uszu.
Blondynka obok tamtej dziewczyny szturchnęła rudowłosą niedaleko niej i w ten sposób po chwili wszystkie dziewczyny z tamtej grupy przewiercały nasze sylwetki palącym wzrokiem.
Nie zauważyłam, kiedy Niall odsunął nasze ciała. Dopiero kiedy dotknął delikatnie mojego policzka opuszkami swoich palców zwróciłam na niego uwagę.
-Słucham? -spytałam, kiedy zorientowałam się, że Niall przed chwilą coś do mnie mówił.
-Pytałem jak minął ci dzień. Co tak zwróciło twoją uwagę? - spytał Niall oglądając się za siebie i skanując otoczenie.
Tamte dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok i powróciły do słuchania swoich kolegów.
-Nic, nic takiego. Zamyśliłam się. Mój dzień był w porządku. - kłamstwo - Dzięki, że pytasz. A ty robiłeś dzisiaj coś specjalnego? I dlaczego tu jesteś? - spytałam.
-Właściwie to tylko posprzątałem mieszkanie. Przyjechałam po ciebie, bo mijałem to miejsce, kiedy jechałem na próbę, a że mam jeszcze sporo wolnego czasu to pomyślałem, że mogę cię zawieźć do domu. -wytłumaczył.
-Och, dzięki, ale nie musisz. Bez sensy będziesz się cofał. Mogę się przejść. - zaprotestowałam.
Trochę się bałam, że Niall zacznie mnie traktować bardziej jak dziecko. Sama potrafię trafić do jego mieszkania.
-Ależ ja nalegam. To żaden problem.
Widziałam jak jego usta ściskają się na mój protest, więc już bez zbędnego marudzenia wsiadłam do auta, kiedy Niall otworzył mi drzwi, ale nie skorzystałam z jego dłoni, którą wyciągnął, aby mi pomóc. Drzwi zatrzasnęły się obok mnie, kiedy zapinałam pas. Chwilę potem Niall już siedział obok mnie i wyjeżdżaliśmy z parkingu.
-Zjadłaś? - spytał chłopak.
Aha, zaczyna się przesłuchanie.
-Tak.
-A ten chłopak, spotkałaś go jeszcze potem? - dopytywał.
Pokręciłam głową, ale po chwili pogratulowałam sobie głupoty, kiedy przypomniałam sobie, że chłopak prowadzi i raczej patrzy się na drogę, nie na mnie. Jakby ktoś nawet nie prowadząc chciał na mnie patrzeć.
-Nie. - nie zamierzałam kłamać, ale nie chciałam też jakoś specjalnie rozwijać tematu.
-Kim on jest?
Czy on nie może po prostu odpuścić?
-To Ben. - co niby miałam mu powiedzieć?
-To wszystko co o nim wiesz? - rzucił lekko sarkastycznie.
Właściwie to nie znałam jego nazwiska, ani nie wiedziałam gdzie mieszka.
-A co mam ci jeszcze powiedzieć? - burknęłam w odpowiedzi.
-Chłopak mruknął coś pod nosem, ale nie zdołałam rozszyfrować co.
-Długo cię męczy? Wymusił coś kiedyś od ciebie? - wiem, że chodziło mu o to, czy dotykał mnie ''w ten sposób''
Nie podobało mi się to w każdym tego wyrażenia znaczeniu.
-Zaczepił mnie już pierwszego dnia. - poddałam się. - Ale tylko czasem mnie zaczepia jak dzisiaj i próbuje do siebie przekonać, nic poza tym.
Przed oczyma widziałam tysiące razy jak przyciska mnie do szafek, jak przyciąga swoje ciało do mojego, jak jego usta dotykają mojej skóry przy uchu, co wywołuje dreszcz obrzydzenia. Pamiętałam jak wymusił na mnie randkę, jak blisko starał się wtedy być. Niemal czułam jego oddech na moim karku. Nie mogłam tego powiedzieć Niallowi. Nie byłam w stanie.
Chłopak odwiózł mnie do mieszkania i poczekał aż wejdę do środka, po czym odjechał na próbę. Po odrobieniu zadziwiająco małej ilości pracy domowej zajęłam się robieniem obiady dla blondyna, w między czasie rozmawiając z Maddie na Skypie. Ostatnio robiłyśmy to dość często, ale i tak byłam w stanie zauważyć, że z dania na dzień jej oczy są bardziej zmęczone, cera lekko poszarzała i stała się o wiele chudsza. Nie podobało mi się to. Ale nic nie mogłam z tym zrobić. Bezradność boli.
Niall wrócił do domu z zadziwiającą punktualnością, więc musiał zaczekać chwilę na obiad. Skorzystał z tego czasu wybierając się do pobliskiego sklepu po kilka filmów i jakieś przekąski. Po tym jak wrócił i zjadł swoja porcję (ja poskubałam trochę sałatki) usiedliśmy wygodnie na kanapie i włączyliśmy jakiś film sensacyjny. Fabuła zaczęła mnie powoli wciągać, kiedy poczułam jak ramię osoby obok mnie oplata się wokół mojej talii. Odsunęłam się nieznacznie, czując się niepewnie w tej sytuacji, ale wyglądało to jakbym po prostu zmieniała pozycję, niespecjalnie odsuwając się od chłopaka. Niall jednak był na tyle zdesperowany, że również się przesunął i już całkowicie jawnie złapał mnie w talii, przysuwając mnie gładko do jego ciała. W wyniku tych działań siedziałam teraz wlepiona w jego bok, a głowę miałam opartą na jego ramieniu. Przełknęłam ślinę, starając się walczyć ze sobą, aby nie uciec z krzykiem. Chociaż w pewnym sensie pragnęłam tego dotyku, uspokajał mnie i sprawiał, że czułam się bezpieczna. Był inny od niedelikatnego zachowania Bena, ten kontakt był pełny troski i nawet lekko pożądany z mojej strony.
-Nie uciekaj. - usłyszałam szept przy swoim uchu, kiedy pomimo wszystko próbowałam się lekko odsunąć od chłopaka.
Zostałam w tej samej pozycji, dla wygody przenosząc lewą dłoń na plecy Nialla, co przybliżyło nas jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak do końca filmu i przez sporą część kolejnego, kiedy poczułam jak delikatne opuszki palców sięgają mojego policzka i obracają moją twarz w kierunku mojego towarzysza. Niall oplatał swoją dłonią mój policzek, a ja byłam jak sparaliżowana, nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować, moje ciało przepełniło strach i obawa, nie wiedziałam co może się zaraz stać.
Wciąż czułam jego palce na swoim policzku, kiedy przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze nosy po chwili się stykały. Patrzyłam z przerażeniem w jego błękitne, cudowne tęczówki, które obserwowały czujnie moje, jakby starając się dodać mi otuchy i uspokoić.
-Pozwól mi się pocałować. - głos Nialla odbił się echem w mojej głowie.
----------------------------------------
Dzisiaj chyba nie mam nic do powiedzenia.
Jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania (dotyczące mojej osoby, czy opowiadania) możecie mnie śmiało pytać, zawsze odpowiem.
Dziękuję za rady, które daliście mi pod ostatnim postem w sprawie mojego braku natchnienia.
Również obiecuję, że od jutra biorę się za czytanie waszych blogów.
Kamila.
Przerwałam swoje przemyślenia, kiedy dotarłam do chłopaka, a on oplótł mnie ramionami. Ponad jego ramieniem spojrzałam ponownie na grupę, do której dołączyła tamta dziewczyna. Brunetka wlepiała we mnie wzrok, Uniosła brew i szturchnęła swoją koleżankę łokciem, brodą wskazując w naszą stronę.
-Jak ci minął dzień? - słowa Nialla przeleciały mi koło uszu.
Blondynka obok tamtej dziewczyny szturchnęła rudowłosą niedaleko niej i w ten sposób po chwili wszystkie dziewczyny z tamtej grupy przewiercały nasze sylwetki palącym wzrokiem.
Nie zauważyłam, kiedy Niall odsunął nasze ciała. Dopiero kiedy dotknął delikatnie mojego policzka opuszkami swoich palców zwróciłam na niego uwagę.
-Słucham? -spytałam, kiedy zorientowałam się, że Niall przed chwilą coś do mnie mówił.
-Pytałem jak minął ci dzień. Co tak zwróciło twoją uwagę? - spytał Niall oglądając się za siebie i skanując otoczenie.
Tamte dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok i powróciły do słuchania swoich kolegów.
-Nic, nic takiego. Zamyśliłam się. Mój dzień był w porządku. - kłamstwo - Dzięki, że pytasz. A ty robiłeś dzisiaj coś specjalnego? I dlaczego tu jesteś? - spytałam.
-Właściwie to tylko posprzątałem mieszkanie. Przyjechałam po ciebie, bo mijałem to miejsce, kiedy jechałem na próbę, a że mam jeszcze sporo wolnego czasu to pomyślałem, że mogę cię zawieźć do domu. -wytłumaczył.
-Och, dzięki, ale nie musisz. Bez sensy będziesz się cofał. Mogę się przejść. - zaprotestowałam.
Trochę się bałam, że Niall zacznie mnie traktować bardziej jak dziecko. Sama potrafię trafić do jego mieszkania.
-Ależ ja nalegam. To żaden problem.
Widziałam jak jego usta ściskają się na mój protest, więc już bez zbędnego marudzenia wsiadłam do auta, kiedy Niall otworzył mi drzwi, ale nie skorzystałam z jego dłoni, którą wyciągnął, aby mi pomóc. Drzwi zatrzasnęły się obok mnie, kiedy zapinałam pas. Chwilę potem Niall już siedział obok mnie i wyjeżdżaliśmy z parkingu.
-Zjadłaś? - spytał chłopak.
Aha, zaczyna się przesłuchanie.
-Tak.
-A ten chłopak, spotkałaś go jeszcze potem? - dopytywał.
Pokręciłam głową, ale po chwili pogratulowałam sobie głupoty, kiedy przypomniałam sobie, że chłopak prowadzi i raczej patrzy się na drogę, nie na mnie. Jakby ktoś nawet nie prowadząc chciał na mnie patrzeć.
-Nie. - nie zamierzałam kłamać, ale nie chciałam też jakoś specjalnie rozwijać tematu.
-Kim on jest?
Czy on nie może po prostu odpuścić?
-To Ben. - co niby miałam mu powiedzieć?
-To wszystko co o nim wiesz? - rzucił lekko sarkastycznie.
Właściwie to nie znałam jego nazwiska, ani nie wiedziałam gdzie mieszka.
-A co mam ci jeszcze powiedzieć? - burknęłam w odpowiedzi.
-Chłopak mruknął coś pod nosem, ale nie zdołałam rozszyfrować co.
-Długo cię męczy? Wymusił coś kiedyś od ciebie? - wiem, że chodziło mu o to, czy dotykał mnie ''w ten sposób''
Nie podobało mi się to w każdym tego wyrażenia znaczeniu.
-Zaczepił mnie już pierwszego dnia. - poddałam się. - Ale tylko czasem mnie zaczepia jak dzisiaj i próbuje do siebie przekonać, nic poza tym.
Przed oczyma widziałam tysiące razy jak przyciska mnie do szafek, jak przyciąga swoje ciało do mojego, jak jego usta dotykają mojej skóry przy uchu, co wywołuje dreszcz obrzydzenia. Pamiętałam jak wymusił na mnie randkę, jak blisko starał się wtedy być. Niemal czułam jego oddech na moim karku. Nie mogłam tego powiedzieć Niallowi. Nie byłam w stanie.
Chłopak odwiózł mnie do mieszkania i poczekał aż wejdę do środka, po czym odjechał na próbę. Po odrobieniu zadziwiająco małej ilości pracy domowej zajęłam się robieniem obiady dla blondyna, w między czasie rozmawiając z Maddie na Skypie. Ostatnio robiłyśmy to dość często, ale i tak byłam w stanie zauważyć, że z dania na dzień jej oczy są bardziej zmęczone, cera lekko poszarzała i stała się o wiele chudsza. Nie podobało mi się to. Ale nic nie mogłam z tym zrobić. Bezradność boli.
Niall wrócił do domu z zadziwiającą punktualnością, więc musiał zaczekać chwilę na obiad. Skorzystał z tego czasu wybierając się do pobliskiego sklepu po kilka filmów i jakieś przekąski. Po tym jak wrócił i zjadł swoja porcję (ja poskubałam trochę sałatki) usiedliśmy wygodnie na kanapie i włączyliśmy jakiś film sensacyjny. Fabuła zaczęła mnie powoli wciągać, kiedy poczułam jak ramię osoby obok mnie oplata się wokół mojej talii. Odsunęłam się nieznacznie, czując się niepewnie w tej sytuacji, ale wyglądało to jakbym po prostu zmieniała pozycję, niespecjalnie odsuwając się od chłopaka. Niall jednak był na tyle zdesperowany, że również się przesunął i już całkowicie jawnie złapał mnie w talii, przysuwając mnie gładko do jego ciała. W wyniku tych działań siedziałam teraz wlepiona w jego bok, a głowę miałam opartą na jego ramieniu. Przełknęłam ślinę, starając się walczyć ze sobą, aby nie uciec z krzykiem. Chociaż w pewnym sensie pragnęłam tego dotyku, uspokajał mnie i sprawiał, że czułam się bezpieczna. Był inny od niedelikatnego zachowania Bena, ten kontakt był pełny troski i nawet lekko pożądany z mojej strony.
-Nie uciekaj. - usłyszałam szept przy swoim uchu, kiedy pomimo wszystko próbowałam się lekko odsunąć od chłopaka.
Zostałam w tej samej pozycji, dla wygody przenosząc lewą dłoń na plecy Nialla, co przybliżyło nas jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak do końca filmu i przez sporą część kolejnego, kiedy poczułam jak delikatne opuszki palców sięgają mojego policzka i obracają moją twarz w kierunku mojego towarzysza. Niall oplatał swoją dłonią mój policzek, a ja byłam jak sparaliżowana, nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować, moje ciało przepełniło strach i obawa, nie wiedziałam co może się zaraz stać.
Wciąż czułam jego palce na swoim policzku, kiedy przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze nosy po chwili się stykały. Patrzyłam z przerażeniem w jego błękitne, cudowne tęczówki, które obserwowały czujnie moje, jakby starając się dodać mi otuchy i uspokoić.
-Pozwól mi się pocałować. - głos Nialla odbił się echem w mojej głowie.
----------------------------------------
Dzisiaj chyba nie mam nic do powiedzenia.
Jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania (dotyczące mojej osoby, czy opowiadania) możecie mnie śmiało pytać, zawsze odpowiem.
Dziękuję za rady, które daliście mi pod ostatnim postem w sprawie mojego braku natchnienia.
Również obiecuję, że od jutra biorę się za czytanie waszych blogów.
Kamila.
niedziela, 2 listopada 2014
Rozdział 21
Nie spałam. Po prostu leżałam w łóżku patrząc się w sufit. Bałam się. Bałam się poranka, popołudnia, wieczoru i nocy. Bała się spojrzeć w jego niebieskie oczy, widziałam w nich matkę, a mama nigdy nie kojarzyła mi się ze strachem. Nie chcę by tak było. Potrafię zauważyć skruchę w jego oczach, coś co woła o przebaczenie, o zrozumienie i drugą szansę, ale coś w środku blokuje mnie, nie pozwala spojrzeć na chłopaka przychylniej, zniechęca mnie do niego, napawa strachem i niepewnością. Wciąż mam przed oczami jego twarz wykrzywioną w złości, jego krzyk odbija mi się echem w umyśle. I to jest coś, co nie pozwala mi ponownie mu zaufać. Chociaż gdzieś we mnie wciąż tkwi coś, co mówi mi, że on jest dla mnie i zawsze tak będzie, chociaż tego nie chcę. Nie chcę się zakochać, nie chcę się przywiązać, nie chcę mieć nic wspólnego z zażyłością i zaufaniem. Pragnę od tego odejść, uciec jak najdalej i zostawić to za sobą.
Głupia. I tak nie mam na co liczyć. Przecież on by i tak mnie nie chciał. Może mieć każdą, więc po co mu ja? Nie jestem ładna, inteligentna ani atrakcyjna. Nie ma we mnie nic co zachęcałoby chłopaków. On jest miły, bo musi być. Bo kiedy jakaś iskra litości sprawiła, że zabrał mnie ze sobą z ulicy poczuł się odpowiedzialny za ten czyn. Pomyślał, że teraz musi mnie tu trzymać tak długo jak będę tego potrzebowała, bo tak trzeba. Bo mama go nauczyła, że ludziom trzeba pomagać. To wszystko. Nic więcej. Zero uczuć wobec mnie, chyba że mówimy o litości. Nie mam na co liczyć.
Przez okno sypialni mogłam zauważyć powoli wdzierające się światło dzienne i spojrzałam na zegarek. Była 6:00 rano, więc podniosłam się z łóżka i po wzięciu prysznica ubrałam pierwsze ciuchy, które były w szafce. Spojrzałam na walizkę w rogu pokoju i postanowiłam rozpakować ją po szkole. Kiedy nie spałam doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli będę udawała, że wszystko jest jak dawniej, więc ubrałam buty i wyszłam po cichu do sklepu obok. Kiedy wróciłam torbą pełną bułek i dodatków zastałam Nialla nerwowo tupającego nogą, siedzącego na kanapie. Zerwał się, kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi i po chwili był w przedpokoju. Natychmiast uwiesił mi się na szyi, wciskając nos w moją szyję, dotykając czołem wilgotnych włosów.
-Gdzie byłaś? - spytał mamrocząc w moją skórę.
Poczułam jak na miejscy, które owiał powietrzem pojawiła się gęsia skórka.
A nie powinna.
-W sklepie, kupiłam nam śniadanie.
Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli, że kiedy mówiłam ''nam'' miałam na myśli Nialla z jedzeniem i mnie z zieloną herbatą.
-Och, to świetnie, jestem okropnie głodny. - chłopak wciąż mnie nie puszczał.
-To może ty idź weź prysznic, ubierz się, a ja coś przygotuję, hmmm? - czy on mółby się wreszcie odsunąć?
Blondyn pokiwał głową i powłóczył nogami do łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie przygotowałam to, co zawsze. Spojrzałam na zegrek i zauważyłam, że już 7:20. Poszłam do sypialni, wzięłam torbę książkami, zostawiłam w kuchni talerzyk z jedzeniem i karteczką, informującą, że wychodzę i wyszłam z domu.
Miałam wrażenie, że korytarz szkolny jest jeszcze bardziej zatłoczony niż w inne dni. Dziewczyny w skąpych spódniczkach wyjątkowo rzucały się w oczy, a chłopacy z fryzurami jak modele byli dosłownie wszędzie. Jednak najwięcej było tych zwykłych, szaruch osób, tych cierpiących na nieśmiałość i brak przebojowości. Jak to się dzieje, że pomimo o wiele licznej przewagi ludzi przeciętnych to ci piękni, z mnóstwem drogich ciuchów i inteligentni (jednak ta trzecia opcja rzadko występuje w całym zestawie) są wyżej, teoretycznie więcej warci i to oni grają tutaj pierwsze skrzypce? Dlaczego ci w zwykłych dżinsach, bluzach i nieatrakcyjnej fryzurze nie połączą swoich sił i nie zdominują tych pięknych i bogatych? Sama nie wiem.
Ostatnio obrałam specjalną taktykę unikania Bena. Tuż przy zakręcie korytarz, na którym stoi moja szafka jest damska toaleta. Za każdym razem wchodzę tam i zza uchylonych drzwi sprawdzam czy go nie ma w pobliżu. Jeśli jest siedzę w pomieszczeniu aż sobie pójdzie, a jeśli nie najszybciej jak potrafię biegnę do swojej szafki, wyciągam rzeczy i uciekam do klasy. Tym razem musiałam poczekać aż chłopak odejdzie, a kiedy to zrobił szybko wyszłam z pomieszczenia. Nie zdążyłam nawet dojść do szafki, kiedy poczułam jak ktoś zakłada swoje przedramię przez mój brzuch i przyciąga do własnej klatki piersiowej. Poczułam ostry, nieprzyjemny zapach męskich perfum i kujący zarost przy swoim policzku.
-Kochanie, coś mam ostatnio wrażenie, że mnie unikasz. - usłyszałam szept Bena przy swoim uchu.
-Puść mnie. - zaczęłam się szarpać, jednak chłopak był o wiele silniejszy.
-Dobrze. - chłopak rozluźnił ucisk, więc automatycznie odsunęłam się o krok i chciałam pobiec dalej, ale zacisnął palce wokół mojego nadgarstka.
Próbowałam wyszarpnąć swoją dłoń, ale jedyne co mi to dało, to brutalne wciśnięcie jego paznokci w moją skórę. Chciałam upaść na ziemię, zacząć walić piętami o podłogę i płakać jak małe dziecko. Chciałam zniknąć, wyparować i przenieść się w jakieś odludne miejsce, gdzie będę szczęśliwa. Chciałam, aby mnie puścił dał mi spokój. Ale to nie jest mi dane. Najwyraźniej jakiś ktosiek siedzi sobie ''u góry'' i śmieje się ze swoimi kumplami z mojej bezradności. I nic nie mogę z tym zrobić.
Jakaś kolejna dłoń objęła mój pas i lekko pociągnęła ku sobie. Moje plecy oparły się o jakąś męską klatkę piersiową i ogarnął mnie przyjemny, świeży, znany mi zapach. Poczułam się odrobinę bezpieczniej. Strach dał się powoli opanować.
-Coś nie tak, kolego? - usłyszałam znad siebie głos Nialla.
-Wszystko było świetnie, dopóki tu nie przylazłeś. - odburknął Ben.
-Ja tak nie myślę. Mógłbyś puścić jej dłoń? - Niall wciąż przyciskał mnie do swojego ciała.
-To już nie można potrzymać własnej dziewczyny za rękę? - Ben czuł się pewniej wobec Nialla, który wygląda na słabszego.
-To raczej jest nadgarstek i użyłbym bardziej określenie ''miażdżyć'' niż trzymać. Ach, no i Lena - zwrócił się do mnie - nie wiedziałem, że jesteście razem. Dlaczego nie pochwaliłaś się tak wspaniałą nowiną, hmmm? - spytał z sarkazmem.
Mogłam poczuć jak jego serce bije szybciej i napinają się jego mięśnie pod cienką koszulką, którą miał na sobie. Oczami wyobraźni widziałam jak jego wyraz twarzy zmienia się i zarys szczęki robi się o wiele wyraźniejszy, oczy z błękitu zmieniają się na granatowy i zaciska wargi. Znowu oblało mnie przerażenie.
-Nie. My nie jesteśmy parą. - to samo wypłynęło z moich ust, potem nadal stałam sparaliżowana.
Jednak strach znowu odpłyną, kiedy blondyn stanął przede mną, tworząc tarczę między mną a brunetem własnym ciałem i jednym ruchem odciągnął dłoń Bena. Natychmiast przyłożyłam nadgarstek do ciała i zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce.
Niall powiedział coś do Bena, czego nie byłam w stanie usłyszeć, a brunet okręcił się w miejscu i ruszył w głąb korytarza. Blondyn obrócił się w moją stronę. Mogłam zauważyć, że ma na sobie zwykłe, luźne dresowe spodnie, granatowy t-shirt i rozpinaną, zieloną bluzę. Jego włosy były lekko wilgotne i roztrzepane. Chwycił moją dłoń i spojrzał na nadgarstek, na którym powoli zaczerwienienia stawały się fioletowe. Zmarszczył brwi potarł delikatnie kciukiem moje knykcie.
-Wszystko dobrze? - spytał.
-Tak, jest okej. - skłamałam.
Chłopak objął mój tył plecy i obrócił, przyciągając mnie do swojego boku. Ruszył korytarzem i ruszył korytarzem w stronę mojej szafki. Skąd wie, gdzie ona jest?
-Co tu robisz? - spytałam ciekawa.
-Zostawiłaś w domu telefon i dam sobie uciąć głowę, że nie zjadłaś śniadania. Więc wziąłem twój telefon, wsiadłem do auta, zajechałem do sklepu, gdzie kupiłem dla ciebie drożdżówkę i przyjechałem tutaj. Wtedy zorientowałem się, że nie mam pojęcia gdzie mam cię szukać. Ale na szczęście w głównym holu spotkałem Colina, który mi powiedział, gdzie masz szafkę i pierwszą lekcję. Nie było cię pod klasą, więc przyszedłem tutaj i resztę historii znasz. Co to za chłopak? - wiedziałam, że to pytanie mnie nie ominie.
-To Ben. Uczepił się mnie już pierwszego dnia. - nie chciałam o tym gadać.
Niall już tego nie skomentował, a poczułam, że jego palce zaciskają się mocniej na mojej talii.
Ktoś może mi powiedzieć dlaczego cały czas mnie obejmuje?
Podeszliśmy do mojej szafki, z której wyciągnęłam potrzebne mi podręczniki.
-Obiecaj mi, że to zjesz w przerwie na lunch. - powiedział chłopak wkładając do mojej szafki papierową torbę ze słodką bułką.
Bałam się ego zdenerwowania, więc pokiwałam głową. Niall uśmiechnął się i spojrzał na książkę od teatrologii, którą właśnie wkładałam do torby.
-Wybrałaś profil artystyczny? - zapytał.
Wyglądał na mile zaskoczonego.
-Tak, tak zrobiłam. - potwierdziłam.
Blondyn zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Objął mnie z powrotem w pasie i postanowił odprowadzić pod klasę. Nie muszę chyba nikomu mówić jak wielki fenomen wywołam członek najbradziej popularnego boysbandu w towarzystwie tej dziwnej, aspołecznej, brzydkiej anorektyczki z Polski, której nazwisko nie jest możliwe do wymówienia. Niall odprowadził mnie pod klasę i dał telefon. Przytulił mnie na pożegnanie i odszedł. Patrzyłam na jego plecy i wtedy krzyknęłam;
-Niall, czekaj!
Pobiegłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek szepcząc; ''dziękuję''. Potem weszłam do klasy i zaczęłam swój zwyczajny dzień. I był taki do czasu lunchu. Bo jedną z moich zalet, która dość często bywa dla mnie wadą jest spełnianie obietnic. Nie potrafię po prostu nie zrobić czegoś, co obiecałam. Więc moje sumienie zobowiązało mnie również do zjedzenia tej pieprzonej drożdżówki. Ale pomimo wszystko nie byłam w stanie zrobić tego na widoku. Musiałam się gdzieś ukryć, więc zamknęłam się w jednej z kabin w toalecie i wyjęłam z papierowej tory bułkę, którą uprzednio wyjęłam z szafki. I wtedy uświadomiłam sobie ile czasu minęło od mojego jakiegokolwiek posiłku. Jeśli miałam przeżyć jeszcze te kilka lat i tak musiałam coś zjeść. Na szczęście Niall pomyślał o mojej niechęci do kalorii i wybrał bułkę z minimalną ilością nadzienia. Więc zacisnęłam oczy i zjadłam to, hamując odruchy wymiotne. Mamo, możesz być dumna.
A potem reszta lekcji była taka sama jak zwykle.
Odłożyłam książki do szafki i wyszłam ze szkoły, nie spotykając nikogo, kogo bym nie chciała spotkać i wyszłam przed szkołę. Głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem i rozejrzałam się w około. Bogate dzieciaki szły w stronę parkingu, gdzie stały ich auta kupione przez tatusiów. Ale jeden wydał mi się dziwnie znajomy. Przyjrzałam mu się i nagle wyszedł z niego blondyn w okularach przeciwsłonecznych, ciemnych jeansach, białej koszulce i jeansowej kamizelce. Jego włosy były ułożone w zniewalający sposób i ten chłopak, właśnie ten, zdjął okulary, spojrzał się prosto na mnie i uśmiechnął.
Niall.
-----------------------------------------------------------------------------
Głupia. I tak nie mam na co liczyć. Przecież on by i tak mnie nie chciał. Może mieć każdą, więc po co mu ja? Nie jestem ładna, inteligentna ani atrakcyjna. Nie ma we mnie nic co zachęcałoby chłopaków. On jest miły, bo musi być. Bo kiedy jakaś iskra litości sprawiła, że zabrał mnie ze sobą z ulicy poczuł się odpowiedzialny za ten czyn. Pomyślał, że teraz musi mnie tu trzymać tak długo jak będę tego potrzebowała, bo tak trzeba. Bo mama go nauczyła, że ludziom trzeba pomagać. To wszystko. Nic więcej. Zero uczuć wobec mnie, chyba że mówimy o litości. Nie mam na co liczyć.
Przez okno sypialni mogłam zauważyć powoli wdzierające się światło dzienne i spojrzałam na zegarek. Była 6:00 rano, więc podniosłam się z łóżka i po wzięciu prysznica ubrałam pierwsze ciuchy, które były w szafce. Spojrzałam na walizkę w rogu pokoju i postanowiłam rozpakować ją po szkole. Kiedy nie spałam doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli będę udawała, że wszystko jest jak dawniej, więc ubrałam buty i wyszłam po cichu do sklepu obok. Kiedy wróciłam torbą pełną bułek i dodatków zastałam Nialla nerwowo tupającego nogą, siedzącego na kanapie. Zerwał się, kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi i po chwili był w przedpokoju. Natychmiast uwiesił mi się na szyi, wciskając nos w moją szyję, dotykając czołem wilgotnych włosów.
-Gdzie byłaś? - spytał mamrocząc w moją skórę.
Poczułam jak na miejscy, które owiał powietrzem pojawiła się gęsia skórka.
A nie powinna.
-W sklepie, kupiłam nam śniadanie.
Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli, że kiedy mówiłam ''nam'' miałam na myśli Nialla z jedzeniem i mnie z zieloną herbatą.
-Och, to świetnie, jestem okropnie głodny. - chłopak wciąż mnie nie puszczał.
-To może ty idź weź prysznic, ubierz się, a ja coś przygotuję, hmmm? - czy on mółby się wreszcie odsunąć?
Blondyn pokiwał głową i powłóczył nogami do łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie przygotowałam to, co zawsze. Spojrzałam na zegrek i zauważyłam, że już 7:20. Poszłam do sypialni, wzięłam torbę książkami, zostawiłam w kuchni talerzyk z jedzeniem i karteczką, informującą, że wychodzę i wyszłam z domu.
Miałam wrażenie, że korytarz szkolny jest jeszcze bardziej zatłoczony niż w inne dni. Dziewczyny w skąpych spódniczkach wyjątkowo rzucały się w oczy, a chłopacy z fryzurami jak modele byli dosłownie wszędzie. Jednak najwięcej było tych zwykłych, szaruch osób, tych cierpiących na nieśmiałość i brak przebojowości. Jak to się dzieje, że pomimo o wiele licznej przewagi ludzi przeciętnych to ci piękni, z mnóstwem drogich ciuchów i inteligentni (jednak ta trzecia opcja rzadko występuje w całym zestawie) są wyżej, teoretycznie więcej warci i to oni grają tutaj pierwsze skrzypce? Dlaczego ci w zwykłych dżinsach, bluzach i nieatrakcyjnej fryzurze nie połączą swoich sił i nie zdominują tych pięknych i bogatych? Sama nie wiem.
Ostatnio obrałam specjalną taktykę unikania Bena. Tuż przy zakręcie korytarz, na którym stoi moja szafka jest damska toaleta. Za każdym razem wchodzę tam i zza uchylonych drzwi sprawdzam czy go nie ma w pobliżu. Jeśli jest siedzę w pomieszczeniu aż sobie pójdzie, a jeśli nie najszybciej jak potrafię biegnę do swojej szafki, wyciągam rzeczy i uciekam do klasy. Tym razem musiałam poczekać aż chłopak odejdzie, a kiedy to zrobił szybko wyszłam z pomieszczenia. Nie zdążyłam nawet dojść do szafki, kiedy poczułam jak ktoś zakłada swoje przedramię przez mój brzuch i przyciąga do własnej klatki piersiowej. Poczułam ostry, nieprzyjemny zapach męskich perfum i kujący zarost przy swoim policzku.
-Kochanie, coś mam ostatnio wrażenie, że mnie unikasz. - usłyszałam szept Bena przy swoim uchu.
-Puść mnie. - zaczęłam się szarpać, jednak chłopak był o wiele silniejszy.
-Dobrze. - chłopak rozluźnił ucisk, więc automatycznie odsunęłam się o krok i chciałam pobiec dalej, ale zacisnął palce wokół mojego nadgarstka.
Próbowałam wyszarpnąć swoją dłoń, ale jedyne co mi to dało, to brutalne wciśnięcie jego paznokci w moją skórę. Chciałam upaść na ziemię, zacząć walić piętami o podłogę i płakać jak małe dziecko. Chciałam zniknąć, wyparować i przenieść się w jakieś odludne miejsce, gdzie będę szczęśliwa. Chciałam, aby mnie puścił dał mi spokój. Ale to nie jest mi dane. Najwyraźniej jakiś ktosiek siedzi sobie ''u góry'' i śmieje się ze swoimi kumplami z mojej bezradności. I nic nie mogę z tym zrobić.
Jakaś kolejna dłoń objęła mój pas i lekko pociągnęła ku sobie. Moje plecy oparły się o jakąś męską klatkę piersiową i ogarnął mnie przyjemny, świeży, znany mi zapach. Poczułam się odrobinę bezpieczniej. Strach dał się powoli opanować.
-Coś nie tak, kolego? - usłyszałam znad siebie głos Nialla.
-Wszystko było świetnie, dopóki tu nie przylazłeś. - odburknął Ben.
-Ja tak nie myślę. Mógłbyś puścić jej dłoń? - Niall wciąż przyciskał mnie do swojego ciała.
-To już nie można potrzymać własnej dziewczyny za rękę? - Ben czuł się pewniej wobec Nialla, który wygląda na słabszego.
-To raczej jest nadgarstek i użyłbym bardziej określenie ''miażdżyć'' niż trzymać. Ach, no i Lena - zwrócił się do mnie - nie wiedziałem, że jesteście razem. Dlaczego nie pochwaliłaś się tak wspaniałą nowiną, hmmm? - spytał z sarkazmem.
Mogłam poczuć jak jego serce bije szybciej i napinają się jego mięśnie pod cienką koszulką, którą miał na sobie. Oczami wyobraźni widziałam jak jego wyraz twarzy zmienia się i zarys szczęki robi się o wiele wyraźniejszy, oczy z błękitu zmieniają się na granatowy i zaciska wargi. Znowu oblało mnie przerażenie.
-Nie. My nie jesteśmy parą. - to samo wypłynęło z moich ust, potem nadal stałam sparaliżowana.
Jednak strach znowu odpłyną, kiedy blondyn stanął przede mną, tworząc tarczę między mną a brunetem własnym ciałem i jednym ruchem odciągnął dłoń Bena. Natychmiast przyłożyłam nadgarstek do ciała i zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce.
Niall powiedział coś do Bena, czego nie byłam w stanie usłyszeć, a brunet okręcił się w miejscu i ruszył w głąb korytarza. Blondyn obrócił się w moją stronę. Mogłam zauważyć, że ma na sobie zwykłe, luźne dresowe spodnie, granatowy t-shirt i rozpinaną, zieloną bluzę. Jego włosy były lekko wilgotne i roztrzepane. Chwycił moją dłoń i spojrzał na nadgarstek, na którym powoli zaczerwienienia stawały się fioletowe. Zmarszczył brwi potarł delikatnie kciukiem moje knykcie.
-Wszystko dobrze? - spytał.
-Tak, jest okej. - skłamałam.
Chłopak objął mój tył plecy i obrócił, przyciągając mnie do swojego boku. Ruszył korytarzem i ruszył korytarzem w stronę mojej szafki. Skąd wie, gdzie ona jest?
-Co tu robisz? - spytałam ciekawa.
-Zostawiłaś w domu telefon i dam sobie uciąć głowę, że nie zjadłaś śniadania. Więc wziąłem twój telefon, wsiadłem do auta, zajechałem do sklepu, gdzie kupiłem dla ciebie drożdżówkę i przyjechałem tutaj. Wtedy zorientowałem się, że nie mam pojęcia gdzie mam cię szukać. Ale na szczęście w głównym holu spotkałem Colina, który mi powiedział, gdzie masz szafkę i pierwszą lekcję. Nie było cię pod klasą, więc przyszedłem tutaj i resztę historii znasz. Co to za chłopak? - wiedziałam, że to pytanie mnie nie ominie.
-To Ben. Uczepił się mnie już pierwszego dnia. - nie chciałam o tym gadać.
Niall już tego nie skomentował, a poczułam, że jego palce zaciskają się mocniej na mojej talii.
Ktoś może mi powiedzieć dlaczego cały czas mnie obejmuje?
Podeszliśmy do mojej szafki, z której wyciągnęłam potrzebne mi podręczniki.
-Obiecaj mi, że to zjesz w przerwie na lunch. - powiedział chłopak wkładając do mojej szafki papierową torbę ze słodką bułką.
Bałam się ego zdenerwowania, więc pokiwałam głową. Niall uśmiechnął się i spojrzał na książkę od teatrologii, którą właśnie wkładałam do torby.
-Wybrałaś profil artystyczny? - zapytał.
Wyglądał na mile zaskoczonego.
-Tak, tak zrobiłam. - potwierdziłam.
Blondyn zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Objął mnie z powrotem w pasie i postanowił odprowadzić pod klasę. Nie muszę chyba nikomu mówić jak wielki fenomen wywołam członek najbradziej popularnego boysbandu w towarzystwie tej dziwnej, aspołecznej, brzydkiej anorektyczki z Polski, której nazwisko nie jest możliwe do wymówienia. Niall odprowadził mnie pod klasę i dał telefon. Przytulił mnie na pożegnanie i odszedł. Patrzyłam na jego plecy i wtedy krzyknęłam;
-Niall, czekaj!
Pobiegłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek szepcząc; ''dziękuję''. Potem weszłam do klasy i zaczęłam swój zwyczajny dzień. I był taki do czasu lunchu. Bo jedną z moich zalet, która dość często bywa dla mnie wadą jest spełnianie obietnic. Nie potrafię po prostu nie zrobić czegoś, co obiecałam. Więc moje sumienie zobowiązało mnie również do zjedzenia tej pieprzonej drożdżówki. Ale pomimo wszystko nie byłam w stanie zrobić tego na widoku. Musiałam się gdzieś ukryć, więc zamknęłam się w jednej z kabin w toalecie i wyjęłam z papierowej tory bułkę, którą uprzednio wyjęłam z szafki. I wtedy uświadomiłam sobie ile czasu minęło od mojego jakiegokolwiek posiłku. Jeśli miałam przeżyć jeszcze te kilka lat i tak musiałam coś zjeść. Na szczęście Niall pomyślał o mojej niechęci do kalorii i wybrał bułkę z minimalną ilością nadzienia. Więc zacisnęłam oczy i zjadłam to, hamując odruchy wymiotne. Mamo, możesz być dumna.
A potem reszta lekcji była taka sama jak zwykle.
Odłożyłam książki do szafki i wyszłam ze szkoły, nie spotykając nikogo, kogo bym nie chciała spotkać i wyszłam przed szkołę. Głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem i rozejrzałam się w około. Bogate dzieciaki szły w stronę parkingu, gdzie stały ich auta kupione przez tatusiów. Ale jeden wydał mi się dziwnie znajomy. Przyjrzałam mu się i nagle wyszedł z niego blondyn w okularach przeciwsłonecznych, ciemnych jeansach, białej koszulce i jeansowej kamizelce. Jego włosy były ułożone w zniewalający sposób i ten chłopak, właśnie ten, zdjął okulary, spojrzał się prosto na mnie i uśmiechnął.
Niall.
-----------------------------------------------------------------------------
OGŁOSZENIA PARAFIAAAAALNEEE!!!
Okej, więc jestem.
Kto ma pomysł na dalszy ciąg, bo ja wcale?
Serio, niech ktoś mi pomoże. BŁAGAM!
Więc, pewna dziewczyna o nicku ''Take a smile'' (swoją drogą to: tak, pewnie, że cię kojarzę) napisała mi, że ona również pisze i czym bym mogła czasem wpaść (pewnie, że wpadnę jak znajdę czas, nie zapomniałam o tobie, spokojnie) na jej bloga. I fajnie by było gdybyście też mi dały linki do swoich blogów czy co tam innego i chętnie poczytam również wasze prace.
See you soon! (ja taka mądra, uczę się angielskiego, to musiałam zaszpanować, nie?)
Kamila.
niedziela, 28 września 2014
Rozdział 20
Jak na razie zapowiadało się na to, że chłopak nie ma zamiaru puścić mnie w najbliższym czasie. Zastanawiałam się, ile czasu przyjdzie mi sterczeć na środku chodnika z Niallem uwieszonym mi na szyi, ale... czy właściwie mi to jakkolwiek przeszkadza? Może to do mnie niepodobne, ale lubię jego dotyk, lubię ciepło jego ciała przy moim, lubię czuć jego oddech na karku, jego palce w moich włosach. Ale to nic więcej jak estetyka dotyku, prawda? Chyba sama powinnam znaleźć odpowiedź na to pytanie.
Poczułam jak moje stopy odrywają się od chodnika.
-Ni, co ty robisz? - pytam.
-Mam zamiar zanieść cię do auta, a potem wymusić od ciebie adres hotelu, następnie zabierzemy twoje rzeczy i wrócimy do mnie.
-Mogę iść samodzielnie, przecież mam nogi. - zaprotestowałam.
-No właśnie, a co, jeśli użyjesz tych nóg do ponownej ucieczki?
-Nie dałabym rady, jesteś szybszy.
-A ty sprytniejsza.
Ruszył ulicą w dół. Czułam się z tym niekomfortowo. Pewnie jestem okropnie ciężka i gruba, a on tylko udaje, żeby nie sprawić mi przykrości.
Doszliśmy do auta i zostałam posadzona na przednim siedzeniu. Niall obszedł auto i usiadł przed kierownicą. Bez większych ceregieli podałam mu nazwę hotelu, a on wstukał go w gps. Po chwili ruszyliśmy.
-Możesz mi w końcu powiedzieć co robiłaś o tej godzinie na ulicy? - spytał ponownie.
-Wracałam od Colina. - odpowiedziałam.
Chłopak skrzywił się na tą wiadomość.
-A on cię tak po prostu puścił, nie odprowadził cię? - dociekał.
-Wcale nie chciał mnie puścić, ale powiedziałam, że mieszkam niedaleko i chcę przejść się sama i tak dalej. Więc odpuścił. - dobra, czy tylko ja tutaj czuję się jakbym była u spowiedzi?
Chłopak zmarszczył brwi i już otworzył usta, żeby to skomentować, ale rozmyślił się i tylko mocniej zacieśnił ucisk na kierownicy, aż pobielały mu knykcie.
-Coś nie tak? - zapytałam.
-Czy, ty... - Niall zawahał się - Czy nie uważasz, że wasza relacja jest, mmhmm, niezdrowa?
-Nie rozumiem. - na prawdę nie wiedziałam o co mu chodzi.
Więc albo ja jestem zbyt tępa, żeby go zrozumieć, albo on mówi w jakimś nieznanym mi języku.
-No, niby nie jesteście spokrewnieni, ani nic, ale jednak to twój przyrodni brat i...
-Na prawdę myślisz, że między mną, a Colinem jest coś więcej niż przyjaźń? - przerwałam mu.
Nigdy nie pomyślałabym, że ktokolwiek mógł pomyśleć o mnie i o Colinie jak o parze.
Blondyn wyraźnie się speszył, ale mogłam zauważyć błysk zadowolenia i ulgi na jego twarzy, jego dłonie z powrotem zaróżowiły się, a rysy twarzy rozluźniły.
- Czasami sprawiacie takie wrażenie, przepraszam, jeśli cię uraziłem, ale na prawdę tak się zachowujecie. - próbował się wytłumaczyć.
-Nie szkodzi, jest okej.
Reszta podróży minęła nam w ciszy. Kiedy stanęliśmy przed hotelem chwyciłam za klamkę i chciałam otworzyć drzwi, kiedy okazało się, że są zablokowane.
-Daj mi swoją kartę do pokoju. - mówi chłopak.
-A dlaczego nie mogę iść z tobą? - pytam.
Chyba mam prawo do samodzielnego zabrania moich rzeczy?
-A co jeśli wcale nie będziesz miała ochoty wrócić do tego auta?
-Niall, nie mam zamiaru nigdzie uciekać, chcę zabrać swoje rzeczy. To wszystko.
-Zrobię to za ciebie. Po prostu daj mi tą kartę. - chłopak nie ustępował.
Bojąc się, że znowu się zdenerwuje i zacznie krzyczeć dałam mu kartę. Chłopak wyszedł z auta i zamknął go. Skierował się do hotelu. Po jakiś 15 minutach wrócił z moją walizką. Niall włożył rzeczy do bagażnika, a potem usiadł na miejscu kierowcy.
-Czy teraz mogę już wyjść z auta? - spytałam.
-Co? Dlaczego? Proszę, nie ucie...
-Nie chcę uciekać, chcę zapłacić za pokój.
-Zrobiłem to za ciebie.
-Jak? Przecież pokój był na moje nazwisko. - dlaczego on płaci za cudzy hotel?
-Recepcjonistka to moja znajoma. - chciałam się odezwać, ale chłopak mi przerwał. - Nie, nie chcę żadnych pieniędzy, nie dziękuj i wiem, że nie musiałem. Ale chciałem.
Więc postanowiłam się nie odzywać. Wjechaliśmy do garażu i nawet nie próbowałam otwierać drzwi, bo wiedziałam, że są zablokowane. Blondyn obszedł auto i otworzył mi je, podając dłoń. Już chciałam ją chwycić, kiedy przed oczami zobaczyłam jego twarz wykrzywioną w złości i bałam się go dotknąć. Moja dłoń automatycznie cofnęła się i mocno przywarła do żeber. Mogłam zauważyć ból malujący się w oczach chłopaka, ale nie potrafiłam się przełamać. Moja dłoń wciąż była przyciśnięta do ciała.
-Lena, ja... - zaczął.
Pokręciłam głową.
-Proszę. - szepnął.
Jego dłoń zaczęła zbliżać się do mnie, a ja gwałtownie cofnęłam się w głąb fotela, nadal kręcąc głową.
Chłopak odpuścił i zrobił dwa kroki w tył. Wyszłam z auta. Szybkim tempem ruszyłam do wejścia do mieszkania. Tym razem drzwi nie stawiały mi oporu, więc szybko przemknęłam korytarzem do pokoju, w którym poprzednio spałam. Usiadłam na łóżku i postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji. Kiedy po 10 minutach nie słyszałam żadnych dźwięków, postanowiłam pójść pod prysznic. Z szafki wyciągnęłam piżamę, której wcześniej nie spakowałam i poszłam do łazienki.
-------------------------------------
Przepraszam, to były ciężkie wakacje, z masą problemów; tych technicznych jak i moich własnych.
Nie byłam w stanie pisać, ale teraz już powoli się układa i ogarnęłam szkołę, więc powracam.
Niestety, muszę wam przekazać smutną wiadomość: Dominika zrezygnowała z pisania tego opowiadania i zostałam sama. Muszę przyznać, że przykro mi z tego powodu, ale życzę jej najlepszego i mam nadzieję, że jednak będzie nadal pisała: jeśli nie to opowiadanie, to inne.
Jak zwykle staram się pisać jak najczęściej, ale właśnie zaczęłam 2 klasę gimnazjum i tak się składa, że to najtrudniejszy okres gimnazjum, z największą ilością materiału itp, a wzięłam kilka dodatkowych zajęć i nie wiem, czy możecie liczyć na coś więcej niż rozdział raz w miesiącu, nie żeby wcześniej był częściej. Prawdopodobnie w ciągu kilku dni zmienię wygląd bloga na coś innego, więc możecie się spodziewać zmian.
Poczułam jak moje stopy odrywają się od chodnika.
-Ni, co ty robisz? - pytam.
-Mam zamiar zanieść cię do auta, a potem wymusić od ciebie adres hotelu, następnie zabierzemy twoje rzeczy i wrócimy do mnie.
-Mogę iść samodzielnie, przecież mam nogi. - zaprotestowałam.
-No właśnie, a co, jeśli użyjesz tych nóg do ponownej ucieczki?
-Nie dałabym rady, jesteś szybszy.
-A ty sprytniejsza.
Ruszył ulicą w dół. Czułam się z tym niekomfortowo. Pewnie jestem okropnie ciężka i gruba, a on tylko udaje, żeby nie sprawić mi przykrości.
Doszliśmy do auta i zostałam posadzona na przednim siedzeniu. Niall obszedł auto i usiadł przed kierownicą. Bez większych ceregieli podałam mu nazwę hotelu, a on wstukał go w gps. Po chwili ruszyliśmy.
-Możesz mi w końcu powiedzieć co robiłaś o tej godzinie na ulicy? - spytał ponownie.
-Wracałam od Colina. - odpowiedziałam.
Chłopak skrzywił się na tą wiadomość.
-A on cię tak po prostu puścił, nie odprowadził cię? - dociekał.
-Wcale nie chciał mnie puścić, ale powiedziałam, że mieszkam niedaleko i chcę przejść się sama i tak dalej. Więc odpuścił. - dobra, czy tylko ja tutaj czuję się jakbym była u spowiedzi?
Chłopak zmarszczył brwi i już otworzył usta, żeby to skomentować, ale rozmyślił się i tylko mocniej zacieśnił ucisk na kierownicy, aż pobielały mu knykcie.
-Coś nie tak? - zapytałam.
-Czy, ty... - Niall zawahał się - Czy nie uważasz, że wasza relacja jest, mmhmm, niezdrowa?
-Nie rozumiem. - na prawdę nie wiedziałam o co mu chodzi.
Więc albo ja jestem zbyt tępa, żeby go zrozumieć, albo on mówi w jakimś nieznanym mi języku.
-No, niby nie jesteście spokrewnieni, ani nic, ale jednak to twój przyrodni brat i...
-Na prawdę myślisz, że między mną, a Colinem jest coś więcej niż przyjaźń? - przerwałam mu.
Nigdy nie pomyślałabym, że ktokolwiek mógł pomyśleć o mnie i o Colinie jak o parze.
Blondyn wyraźnie się speszył, ale mogłam zauważyć błysk zadowolenia i ulgi na jego twarzy, jego dłonie z powrotem zaróżowiły się, a rysy twarzy rozluźniły.
- Czasami sprawiacie takie wrażenie, przepraszam, jeśli cię uraziłem, ale na prawdę tak się zachowujecie. - próbował się wytłumaczyć.
-Nie szkodzi, jest okej.
Reszta podróży minęła nam w ciszy. Kiedy stanęliśmy przed hotelem chwyciłam za klamkę i chciałam otworzyć drzwi, kiedy okazało się, że są zablokowane.
-Daj mi swoją kartę do pokoju. - mówi chłopak.
-A dlaczego nie mogę iść z tobą? - pytam.
Chyba mam prawo do samodzielnego zabrania moich rzeczy?
-A co jeśli wcale nie będziesz miała ochoty wrócić do tego auta?
-Niall, nie mam zamiaru nigdzie uciekać, chcę zabrać swoje rzeczy. To wszystko.
-Zrobię to za ciebie. Po prostu daj mi tą kartę. - chłopak nie ustępował.
Bojąc się, że znowu się zdenerwuje i zacznie krzyczeć dałam mu kartę. Chłopak wyszedł z auta i zamknął go. Skierował się do hotelu. Po jakiś 15 minutach wrócił z moją walizką. Niall włożył rzeczy do bagażnika, a potem usiadł na miejscu kierowcy.
-Czy teraz mogę już wyjść z auta? - spytałam.
-Co? Dlaczego? Proszę, nie ucie...
-Nie chcę uciekać, chcę zapłacić za pokój.
-Zrobiłem to za ciebie.
-Jak? Przecież pokój był na moje nazwisko. - dlaczego on płaci za cudzy hotel?
-Recepcjonistka to moja znajoma. - chciałam się odezwać, ale chłopak mi przerwał. - Nie, nie chcę żadnych pieniędzy, nie dziękuj i wiem, że nie musiałem. Ale chciałem.
Więc postanowiłam się nie odzywać. Wjechaliśmy do garażu i nawet nie próbowałam otwierać drzwi, bo wiedziałam, że są zablokowane. Blondyn obszedł auto i otworzył mi je, podając dłoń. Już chciałam ją chwycić, kiedy przed oczami zobaczyłam jego twarz wykrzywioną w złości i bałam się go dotknąć. Moja dłoń automatycznie cofnęła się i mocno przywarła do żeber. Mogłam zauważyć ból malujący się w oczach chłopaka, ale nie potrafiłam się przełamać. Moja dłoń wciąż była przyciśnięta do ciała.
-Lena, ja... - zaczął.
Pokręciłam głową.
-Proszę. - szepnął.
Jego dłoń zaczęła zbliżać się do mnie, a ja gwałtownie cofnęłam się w głąb fotela, nadal kręcąc głową.
Chłopak odpuścił i zrobił dwa kroki w tył. Wyszłam z auta. Szybkim tempem ruszyłam do wejścia do mieszkania. Tym razem drzwi nie stawiały mi oporu, więc szybko przemknęłam korytarzem do pokoju, w którym poprzednio spałam. Usiadłam na łóżku i postanowiłam poczekać na rozwój sytuacji. Kiedy po 10 minutach nie słyszałam żadnych dźwięków, postanowiłam pójść pod prysznic. Z szafki wyciągnęłam piżamę, której wcześniej nie spakowałam i poszłam do łazienki.
-------------------------------------
Przepraszam, to były ciężkie wakacje, z masą problemów; tych technicznych jak i moich własnych.
Nie byłam w stanie pisać, ale teraz już powoli się układa i ogarnęłam szkołę, więc powracam.
Niestety, muszę wam przekazać smutną wiadomość: Dominika zrezygnowała z pisania tego opowiadania i zostałam sama. Muszę przyznać, że przykro mi z tego powodu, ale życzę jej najlepszego i mam nadzieję, że jednak będzie nadal pisała: jeśli nie to opowiadanie, to inne.
Jak zwykle staram się pisać jak najczęściej, ale właśnie zaczęłam 2 klasę gimnazjum i tak się składa, że to najtrudniejszy okres gimnazjum, z największą ilością materiału itp, a wzięłam kilka dodatkowych zajęć i nie wiem, czy możecie liczyć na coś więcej niż rozdział raz w miesiącu, nie żeby wcześniej był częściej. Prawdopodobnie w ciągu kilku dni zmienię wygląd bloga na coś innego, więc możecie się spodziewać zmian.
piątek, 11 lipca 2014
Rozdział 19
Drażniący dźwięk dzwoniącego telefonu wybudził mnie z lekkiego snu. Na ślepo chwyciłam urządzenie i odebrałam.
-Słucham? - mruknęłam po polsku.
Mój głos był zachrypnięty od płaczu.
-Lena? Lena, gdzie ty jesteś? - usłyszałam po drugiej stronie głos Nialla.
-W łóżku. A gdzie indziej miałabym być o... Która godzina? - spytałam zdezorientowana, zmieniając język.
-Trzecia w nocy. Lena, pytam na poważnie, gdzie ty pojechałaś? - spytał ponownie chłopak.
I wtedy mnie olśniło. Wieczorem zapakowałam się do taksówki, uciekając przed Niallem i teraz jestem w hotelu.
-Hotel. Jestem w hotelu. Dlaczego do mnie dzwonisz o 3 w nocy? - zdziwiłam się.
-Dzwonię do ciebie od 22, dopiero teraz odebrałaś.W jakim hotelu? W Londynie jest ich pełno. - nie ustępował.
-Niall, nie wiem. Nie patrzyłam, gdzie jadę. Chcę wrócić do spania. - zaczęłam marudzić.
Ale właściwie dlaczego ja jestem w pokoju hotelowym? To pytanie tak mnie rozbudziło, że gwałtownie usiadłam na łóżku, przypominając sobie całe wczorajsze popołudnie.
Ale wpadłam.
-Lena, masz mi w tym momencie powiedzieć, gdzie jesteś. - zażądał blondyn.
-Wybacz, muszę kończyć. - mruknęłam w słuchawkę i zakończyłam rozmowę.
Ignorując nieustające dzwonienie, z powrotem upadłam na poduszki.
Co ja najlepszego narobiłam? Uciekłam jak jakiś tchórz, zamiast tam zostać i z nim porozmawiać. A teraz jestem w jakimś hotelu, nie wiem gdzie, jest 3 w nocy i oficjalnie zawaliłam.
Ciekawe co powiem tacie, kiedy spyta mnie o rachunek za hotel.
Może najlepiej będzie, jeśli odbiorę ten telefon, porozmawiam z Niallem, a jutro jakoś do niego wrócę (o ile on na to pozwoli).
Jednak rozmowa z nim, to sytuacja, której wolałabym uniknąć, bo boję się, że znowu zacznie krzyczeć i mówić o mojej nieodpowiedzialności. Nie chcę tego słuchać.
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak trzymanie się wcześniej ułożonego planu.
Kiedy o 6 rano podniosłam się z łóżka, postanowiłam odebrać telefon od Nialla.
-Tak? - powiedziałam do słuchawki.
-Lena! Już myślałem, że nie odbierzesz. Znowu. Proszę cię, powiedz mi, gdzie jesteś. Przyjadę po ciebie, wrócimy do mnie i wszyscy będą szczęśliwi. - zaczął Niall.
-Ale ja nie chcę wracać. - przerwałam mu.
-Co? Ale... Czemu? - zdziwił się.
-To głupie. - przyznałam.
-Lena, po prostu to powiedz. Chcę wiedzieć. - jego głos był łagodny.
Uspokoił się.
-Boję się. - szepnęłam.
-Czego? Przecie... - przerwał, jakby dostał nagłego olśnienia.
Rzeczywiście, dostał.
-Lena, ja przepraszam. Na prawdę nie chciałem ciebie przestraszyć. Nie powinienem krzyczeć, ani się denerwować, nie powinienem wychodzić. Lena, Lenka, ja się po prostu o ciebie martwię i dlatego tak wyszło, przepraszam, nie powinienem tego robić. To się nie powtórzy, obiecuję. Proszę, nie bój się mnie. - ostatnie zdanie wyszeptał.
Oczami wyobraźni widziałam jego smutną minę, rozczarowanie samym sobą, strach, że stracił zaufanie. Chciałam mu powiedzieć, że już jest dobrze, że może po mnie przyjechać i że już się go nie boję, nadal mu ufam.
Tylko, że to byłoby kłamstwo.
Nie lubię krzyków, od małego zawsze bałam hałasu, huków. Jeśli ktoś na mnie podniósł głos: bałam się tej osoby. Zamykałam się przed nią, chowałam za nogami mamy, nie dałam się dotknąć. Mama nigdy nie krzyczała. Zawsze była spokojna i uśmiechnięta, kiedy coś przeskrobałam spokojnie ze mną rozmawiała, była wszystkim tym, czego potrzebowałam, aby ufać. Potem to zanikło, ale od śmierci mamy powracało napadami, czasem obezwładniając mnie całą, kiedy lądowałam pod kołdrą, skulona, zatykając uszy, nie pozwalając, aby jakikolwiek dźwięk do mnie dotarł. Teraz, kiedy zostałam całkiem sama, nawet bez babci, ten strach na stałe powrócił do mnie i pomimo, że to dziecięce, nie umiem sobie z tym poradzić.
-Nie umiem. - wyjąkałam.
-Lena, nie zostawiaj mnie. Ja... Zostawiłaś tu rzeczy, Nie puszczę cię, kiedy po nie przyjdziesz, ja... nie mogę cię stracić. - zaczął nieskładnie rzucać słowa.
Rozłączyłam się.
Czyli to teraz on popada w panikę.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak bardzo mu na mnie zależy. Dlaczego chce, żebym wróciła. Przecież jestem tylko nudną, nieudaną dziewczyną, która wlazła mu buciorami w życie. Brzydka, zamknięta w sobie, nigdy nikt mnie nie chciał. Nawet mój ojciec mnie olał i dopiero kiedy sytuacja go do tego zmusiła zainteresował się mną. Zawsze sprawiałam tylko problemy. On mnie nie potrzebuje. Powinien znaleźć kogoś uśmiechniętego, z kochającą rodziną, bez blizn, bez anoreksji, kogoś, kto nie będzie uciekał, bo on się zdenerwował. Zasługuje na coś więcej. Niezależnie od tego, jak bardzo JA chciałabym być wystarczająca, nigdy nie będę i muszę się z tym pogodzić.
Ale jak na razie potrzebowałam dostać się do swoich rzeczy, a zapowiadało się na to, że chłopak nie wyjdzie z mieszkania tak długo, aż ja tam nie przybędę.
Właściwie jest ktoś, kto mógłby mi pomóc.
Zaczekałam do godziny ósmej, w tym czasie rozpakowując swoją walizkę. Kilka minut po wspomnianej godzinie wybrałam numer, który nie wiadomo jak znalazł się w moich kontaktach.
-Słucham? - rozbrzmiał głos po trzech sygnałach.
-Cześć, Harry. Tutaj Lena, potrzebuję pomocy. - zaczęłam.
-Cóż, jeśli nie masz na myśli zabójstwa, mogę ci pomóc. - zareagował.
Po wyjaśnieniu sytuacji lokowaty zgodził się na wyciągnięcie Nialla z domu, nawet jeśli miałby to zrobić siłą. Jednak jak się okazało: za drobną opłatą. I wcale nie chodzi tu o pieniądze. Walutą miała być randka. Konkretniej: randka ze mną. Pomimo, że prawie każda nastolatka zgodziłaby się na to, na dodatek piszcząc i skacząc z radości, ja nie byłam co do tego przekonana. Jednak bardzo potrzebowałam dostać się do domu Nialla. Właściwie mogłabym namalować kolejny obraz, zdjęcia mam w laptopie, który ze sobą zabrałam, ale muszę mieć też gitarę. Nie miałam większego wyboru, więc zgodziłam się.
Miała być to jedna randka, nic więcej, potem wcale nie ma być z tego wielkiej miłości.
Jak ktoś może byś na tyle śmiały, żeby tego zażądać?
Z tego na pewno nie będzie żadnej miłości, nawet zauroczenia.
Rzeczą oczywistą jest to, że nie poszłam do szkoły. Na szczęście bez problemu weszłam do mieszkania, które było puste (jak się okazało, Harry musiał użyć siły; konkretnie wraz z Louisem, Zaynem, oraz Liamem wynieść Nialla na zewnątrz, a potem zapakować do auta i wywieźć, podobno nie było to łatwe, pomimo licznej przewagi). Szybko zabrałam instrument i obraz. Co prawda zostało tam jeszcze sporo moich rzeczy, które jakoś się nazbierały przez ostatni miesiąc, ale teraz nie dbałam o to, wzięłam tylko to, co było mi dzisiaj potrzebne.
Mogłam ruszać na egzamin.
Ale najpierw wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic, ogarnęłam się, zabrałam zdjęcia, które wywołałam rano u fotografa, gitarę w pokrowcu zarzuciłam na plecy, a zapakowany obraz chwyciłam pod pachę. Wyglądając jak jakiś szalony artysta ruszyłam do budynku, gdzie miał się odbyć egzamin. Metrem, tak dokładniej.
Prezentacja moich umiejętności była raczej zwyczajna. Zabrano mi obraz i zdjęcia, kazano zagrać na gitarze, a potem powiedzieli, że jutro dostanę informację i pozostawili samej sobie. Właściwie miałam dwie godziny do spotkania z Colinem, więc wróciłam do hotelu, gdzie postanowiłam podsumować swój dotychczasowy pobyt w Anglii.
Na dobry początek poznałam swoją okropną macochę, a potem jej zepsute dzieci, które okazały się całkiem okej. Próbowałam się zabić, w czym przeszkodził mi chłopak, który ma oczy jak moja mama. Następnie okazało się, że ten chłopak należy do niesamowicie popularnego boysbandu, który miałam zaszczyt poznać na kolacji w idealnym domu, gdyż mój ojciec podpisał z nimi kontrakt na płytę. Udało mi się wprowadzić moją siostrę w anoreksję, co zaowocowało jej wylądowaniem w szpitalu, a to miało wpływ na to, że trafiłam na ulicę, skąd uratował mnie nie kto inny, jak chłopak, który wcześniej uratował mi życie. Potem od niego uciekłam i wylądowałam w tym hotelu zastanawiając się jak mocno upadłam na głowę, żeby umówić się z Harry'm Stylesem, który nawiasem mówiąc należy do tego samego zespołu i jest przyjacielem chłopaka, w którym się zakochałam i od którego uciekłam, choć uratował mi życie.
Trzeba było zamknąć się w pokoju i nigdzie nie wychodzić.
Zamówiłam taksówkę. Najpierw poprosiłam o podwiezienie do domu Elizabeth, gdzie zostawiłam gitarę (jakimś dziwnym trafem ponownie nikogo nie było). Wsiadając z powrotem do auta podałam kierowcy adres, który wysłał mi Colin. Miejsce do którego zostałam zaproszona okazało się zwykłym domkiem szeregowym z małym zadbanym ogródkiem przed nim. Na moje nieszczęście było to jakieś dwie przecznice od mieszkania Nialla. Mam nadzieję, że tym razem pech postanowi mnie opuścić i nigdzie go nie spotkam.
Trochę niepewna zapukałam w drewniane, jasne drzwi i czekałam, aż ktoś mi je otworzy. Po chwili moim oczom ukazał się wysoki, szczupły chłopak, pewnie kilka lat starszy ode mnie. Miał na sobie czarne rurki i luźną, niebieską koszulkę w serek. Jego ciemnobrązowe, prawie czarne włosy były w całkowitym nieładzie, roztrzepane we wszystkie strony świata. Uśmiechnął się do mnie, ukazując rząd białych, równych zębów.
-Ty pewnie jesteś Lena. - powiedział jasnym, miłym głosem.
-Tak, a ty jesteś...?
-Mark, jestem Mark. - przedstawił się mi, wyciągając dłoń w moją stronę.
Chwyciłam ją na powitanie, a on wykorzystał to, ciągnąc mnie w swoją stronę, co spowodowało, że wylądowałam w dość szerokim holu. Chłopak pomógł mi zdjąć kurtkę i poczekał, aż zsunę trampki, następnie zaprowadził mnie do przestronnego salonu i kazał poczekać na kanapie.
Okej, czy ktoś może mi powiedzieć co tutaj się dzieje?
Staję się coraz bardziej nierozważna. Przecież on może być równie dobrze jakimś szalonym mordercą i gwałcicielem, który podszywa się pod bliskie osoby ludzi, wciągając ich do swojego domu, a każdy poznaje jego inne imię.
A jeśli Colin leży właśnie w piwnicy tego gościa, umierając na jakąś gangrenę? Może mój brat myślał, że ten koleś jest chłopakiem jego koleżanki i ma na imię Lewis.
Pewnie chce nas wszystkich pozabijać.
Albo ja naoglądałam się za dużo W-11.
Jak się okazało Colin jest cały i zdrowy, bo właśnie wszedł do pokoju z dwoma kubkami herbaty, a za nim szedł ten facet z jednym kubkiem.
Ymmm, czy on ma kota w drugiej ręce?
Colin przyciągnął mnie do uścisku, po czym wręczył kubek, informując mnie, że to sypana zielona, taka jaką lubię.
Grzecznie podziękowałam i powróciłam do zastanawiania się, co ja tu do cholery robię.
Na szczęście (lub może nieszczęście?) mój przyszywany brat (bo jak inaczej to nazwać?), (jejku, powinnam mniej myśleć o takich pierdołach), postanowił mi wyjawić powód dla którego mnie tu ściągnął.
-Skoro już poznałaś Marka... - przerwał i zwrócił się bezpośrednio do wspomnianego chłopaka - Błagam, powiedz, że się jej przedstawiłeś. - spojrzał na niego wątpiącym wzrokiem.
-Oczywiście, że to zrobiłem, nie jestem aż tak beznadziejny. - obronił się szatyn.
Colin pokiwał głową i odwrócił się z powrotem w moją stronę.
-...jest jedna rzecz w nim, o której musisz wiedzieć. - kontynuował.
Wiem, wiem!
Powie, że jest seryjnym mordercą i potrzebują mojej pomocy, żeby ukryć ciało jakiegoś niewinnego pięciolatka. Lub zginiemy.
Dobra, koniec z kryminałami.
-Jest moim chłopakiem. - śmiało stwierdził.
Więc jednak żaden nie jest kryminalistą, są tylko kiepskimi komikami.
Albo może są dobrzy, tylko to ja nie mam poczucia humoru. Cóż, Colin powinien widzieć, że nie znam się na żartach, więc... och, to nie jest żart.
Mogę śmiało powiedzieć, że jestem w szoku. I to nie małym. Znaczy, to nie tak, że nie wiem kim są homoseksualiści. I to też nie tak, że ich nie toleruję. Nie, na prawdę nic nie mam do osób, które lubią tę samą płeć. Po prostu nigdy nie spotkałam się z tym tak bezpośrednio. Czuję się z tym jakbym była nie na swoim miejscu. Ale ja prawie zawsze tak się czuję, więc to nie ma znaczenia.
-Czy to dla ciebie okej? - spytał po chwili Mark.
To trudne pytanie.
-Nie mam nic przeciwko, po prostu jestem trochę zdziwiona. Nie spodziewałam się czegoś takiego, to wszystko.Trochę czasu mi zajmie oswojenie się z tą myślą. - powoli wypuściłam przez wargi.
Potem rozmowa potoczyła się naturalnie. Kiedy na zegarku pojawiła się godzina 22 postanowiłam wrócić do hotelu. Stanowczo odmówiłam chłopcom odwiezienia mnie lub odprowadzenia, kłamiąc, że mieszkam dwie przecznice dalej. Właściwie nie do końca kłamałam, przecież niedawno rzeczywiście tak było.
Do drzwi odprowadził mnie tylko Colin.
-Lena, między nami jest tak jak wcześniej? - spytał niepewnie chłopak.
-Pewnie, że tak. Dlaczego myślisz inaczej? - spytałam zdziwiona.
Przecież nie jestem jakąś chorą osobą, która nie wie co to tolerancja, mam nadzieję, że to widać.
Blondyn tylko wzruszył ramionami i przyciągnął mnie do uścisku.
Za dużo kontaktu fizycznego jak na dzisiejszy dzień.
Pożegnaliśmy się i wyszłam z domu. Mogłabym zamówić taksówkę, ale ochota na spacer zwyciężyła. Nawet jeśli ktoś ma mnie po drodze zgwałcić i zabić, nie dbam o to. I tak nikt nie będzie po mnie płakał. Jedynym minusem tej całej wycieczki jest to, że muszę przejść obok mieszkania Nialla. Módlmy się, aby go nie spotkać.
Ale jak to być mną wiem tylko ja i tylko ja mogę być na tyle naiwna, żeby wierzyć w swoje szczęście.
Nie doszłam nawet do końca ulicy, kiedy usłyszałam za sobą głos niebieskookiego, który wołał moje imię. Zatrzymałam się w pół kroku i zajrzałam przez ramię. Chłopak był oddalony nie więcej niż trzysta metrów, ale może gdybym zaczęła biec... Nie, i tak nie ucieknę.
-Lena, nie uciekaj tym razem, proszę. - mówił Niall jakbym miała jakiekolwiek szanse.
I tak w końcu musiałabym z nim porozmawiać. W geście porażki obróciłam się w stronę blondyna, który miał mile zaskoczoną minę. Widziałam ulgę w jego oczach, kiedy wreszcie do mnie doszedł i przyciągnął do uścisku.
Czy dzisiaj jest jakiś dzień przytulania grubych, brzydkich, zakompleksionych nastolatek? Gdyby ktoś raczył mnie o tym powiadomić wcześniej pewnie nie wyszłabym z pokoju hotelowego.
-Zanim cię zamorduje za to, że uciekłaś, masz mi powiedzieć co robisz na pustej ulicy o 22, dwie przecznice od mojego mieszkania. - mruknął mi w szyję Niall.
A jednak jest jakiś morderca.
---------------------------------------------------------------------------
-Słucham? - mruknęłam po polsku.
Mój głos był zachrypnięty od płaczu.
-Lena? Lena, gdzie ty jesteś? - usłyszałam po drugiej stronie głos Nialla.
-W łóżku. A gdzie indziej miałabym być o... Która godzina? - spytałam zdezorientowana, zmieniając język.
-Trzecia w nocy. Lena, pytam na poważnie, gdzie ty pojechałaś? - spytał ponownie chłopak.
I wtedy mnie olśniło. Wieczorem zapakowałam się do taksówki, uciekając przed Niallem i teraz jestem w hotelu.
-Hotel. Jestem w hotelu. Dlaczego do mnie dzwonisz o 3 w nocy? - zdziwiłam się.
-Dzwonię do ciebie od 22, dopiero teraz odebrałaś.W jakim hotelu? W Londynie jest ich pełno. - nie ustępował.
-Niall, nie wiem. Nie patrzyłam, gdzie jadę. Chcę wrócić do spania. - zaczęłam marudzić.
Ale właściwie dlaczego ja jestem w pokoju hotelowym? To pytanie tak mnie rozbudziło, że gwałtownie usiadłam na łóżku, przypominając sobie całe wczorajsze popołudnie.
Ale wpadłam.
-Lena, masz mi w tym momencie powiedzieć, gdzie jesteś. - zażądał blondyn.
-Wybacz, muszę kończyć. - mruknęłam w słuchawkę i zakończyłam rozmowę.
Ignorując nieustające dzwonienie, z powrotem upadłam na poduszki.
Co ja najlepszego narobiłam? Uciekłam jak jakiś tchórz, zamiast tam zostać i z nim porozmawiać. A teraz jestem w jakimś hotelu, nie wiem gdzie, jest 3 w nocy i oficjalnie zawaliłam.
Ciekawe co powiem tacie, kiedy spyta mnie o rachunek za hotel.
Może najlepiej będzie, jeśli odbiorę ten telefon, porozmawiam z Niallem, a jutro jakoś do niego wrócę (o ile on na to pozwoli).
Jednak rozmowa z nim, to sytuacja, której wolałabym uniknąć, bo boję się, że znowu zacznie krzyczeć i mówić o mojej nieodpowiedzialności. Nie chcę tego słuchać.
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak trzymanie się wcześniej ułożonego planu.
Kiedy o 6 rano podniosłam się z łóżka, postanowiłam odebrać telefon od Nialla.
-Tak? - powiedziałam do słuchawki.
-Lena! Już myślałem, że nie odbierzesz. Znowu. Proszę cię, powiedz mi, gdzie jesteś. Przyjadę po ciebie, wrócimy do mnie i wszyscy będą szczęśliwi. - zaczął Niall.
-Ale ja nie chcę wracać. - przerwałam mu.
-Co? Ale... Czemu? - zdziwił się.
-To głupie. - przyznałam.
-Lena, po prostu to powiedz. Chcę wiedzieć. - jego głos był łagodny.
Uspokoił się.
-Boję się. - szepnęłam.
-Czego? Przecie... - przerwał, jakby dostał nagłego olśnienia.
Rzeczywiście, dostał.
-Lena, ja przepraszam. Na prawdę nie chciałem ciebie przestraszyć. Nie powinienem krzyczeć, ani się denerwować, nie powinienem wychodzić. Lena, Lenka, ja się po prostu o ciebie martwię i dlatego tak wyszło, przepraszam, nie powinienem tego robić. To się nie powtórzy, obiecuję. Proszę, nie bój się mnie. - ostatnie zdanie wyszeptał.
Oczami wyobraźni widziałam jego smutną minę, rozczarowanie samym sobą, strach, że stracił zaufanie. Chciałam mu powiedzieć, że już jest dobrze, że może po mnie przyjechać i że już się go nie boję, nadal mu ufam.
Tylko, że to byłoby kłamstwo.
Nie lubię krzyków, od małego zawsze bałam hałasu, huków. Jeśli ktoś na mnie podniósł głos: bałam się tej osoby. Zamykałam się przed nią, chowałam za nogami mamy, nie dałam się dotknąć. Mama nigdy nie krzyczała. Zawsze była spokojna i uśmiechnięta, kiedy coś przeskrobałam spokojnie ze mną rozmawiała, była wszystkim tym, czego potrzebowałam, aby ufać. Potem to zanikło, ale od śmierci mamy powracało napadami, czasem obezwładniając mnie całą, kiedy lądowałam pod kołdrą, skulona, zatykając uszy, nie pozwalając, aby jakikolwiek dźwięk do mnie dotarł. Teraz, kiedy zostałam całkiem sama, nawet bez babci, ten strach na stałe powrócił do mnie i pomimo, że to dziecięce, nie umiem sobie z tym poradzić.
-Nie umiem. - wyjąkałam.
-Lena, nie zostawiaj mnie. Ja... Zostawiłaś tu rzeczy, Nie puszczę cię, kiedy po nie przyjdziesz, ja... nie mogę cię stracić. - zaczął nieskładnie rzucać słowa.
Rozłączyłam się.
Czyli to teraz on popada w panikę.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak bardzo mu na mnie zależy. Dlaczego chce, żebym wróciła. Przecież jestem tylko nudną, nieudaną dziewczyną, która wlazła mu buciorami w życie. Brzydka, zamknięta w sobie, nigdy nikt mnie nie chciał. Nawet mój ojciec mnie olał i dopiero kiedy sytuacja go do tego zmusiła zainteresował się mną. Zawsze sprawiałam tylko problemy. On mnie nie potrzebuje. Powinien znaleźć kogoś uśmiechniętego, z kochającą rodziną, bez blizn, bez anoreksji, kogoś, kto nie będzie uciekał, bo on się zdenerwował. Zasługuje na coś więcej. Niezależnie od tego, jak bardzo JA chciałabym być wystarczająca, nigdy nie będę i muszę się z tym pogodzić.
Ale jak na razie potrzebowałam dostać się do swoich rzeczy, a zapowiadało się na to, że chłopak nie wyjdzie z mieszkania tak długo, aż ja tam nie przybędę.
Właściwie jest ktoś, kto mógłby mi pomóc.
Zaczekałam do godziny ósmej, w tym czasie rozpakowując swoją walizkę. Kilka minut po wspomnianej godzinie wybrałam numer, który nie wiadomo jak znalazł się w moich kontaktach.
-Słucham? - rozbrzmiał głos po trzech sygnałach.
-Cześć, Harry. Tutaj Lena, potrzebuję pomocy. - zaczęłam.
-Cóż, jeśli nie masz na myśli zabójstwa, mogę ci pomóc. - zareagował.
Po wyjaśnieniu sytuacji lokowaty zgodził się na wyciągnięcie Nialla z domu, nawet jeśli miałby to zrobić siłą. Jednak jak się okazało: za drobną opłatą. I wcale nie chodzi tu o pieniądze. Walutą miała być randka. Konkretniej: randka ze mną. Pomimo, że prawie każda nastolatka zgodziłaby się na to, na dodatek piszcząc i skacząc z radości, ja nie byłam co do tego przekonana. Jednak bardzo potrzebowałam dostać się do domu Nialla. Właściwie mogłabym namalować kolejny obraz, zdjęcia mam w laptopie, który ze sobą zabrałam, ale muszę mieć też gitarę. Nie miałam większego wyboru, więc zgodziłam się.
Miała być to jedna randka, nic więcej, potem wcale nie ma być z tego wielkiej miłości.
Jak ktoś może byś na tyle śmiały, żeby tego zażądać?
Z tego na pewno nie będzie żadnej miłości, nawet zauroczenia.
Rzeczą oczywistą jest to, że nie poszłam do szkoły. Na szczęście bez problemu weszłam do mieszkania, które było puste (jak się okazało, Harry musiał użyć siły; konkretnie wraz z Louisem, Zaynem, oraz Liamem wynieść Nialla na zewnątrz, a potem zapakować do auta i wywieźć, podobno nie było to łatwe, pomimo licznej przewagi). Szybko zabrałam instrument i obraz. Co prawda zostało tam jeszcze sporo moich rzeczy, które jakoś się nazbierały przez ostatni miesiąc, ale teraz nie dbałam o to, wzięłam tylko to, co było mi dzisiaj potrzebne.
Mogłam ruszać na egzamin.
Ale najpierw wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic, ogarnęłam się, zabrałam zdjęcia, które wywołałam rano u fotografa, gitarę w pokrowcu zarzuciłam na plecy, a zapakowany obraz chwyciłam pod pachę. Wyglądając jak jakiś szalony artysta ruszyłam do budynku, gdzie miał się odbyć egzamin. Metrem, tak dokładniej.
Prezentacja moich umiejętności była raczej zwyczajna. Zabrano mi obraz i zdjęcia, kazano zagrać na gitarze, a potem powiedzieli, że jutro dostanę informację i pozostawili samej sobie. Właściwie miałam dwie godziny do spotkania z Colinem, więc wróciłam do hotelu, gdzie postanowiłam podsumować swój dotychczasowy pobyt w Anglii.
Na dobry początek poznałam swoją okropną macochę, a potem jej zepsute dzieci, które okazały się całkiem okej. Próbowałam się zabić, w czym przeszkodził mi chłopak, który ma oczy jak moja mama. Następnie okazało się, że ten chłopak należy do niesamowicie popularnego boysbandu, który miałam zaszczyt poznać na kolacji w idealnym domu, gdyż mój ojciec podpisał z nimi kontrakt na płytę. Udało mi się wprowadzić moją siostrę w anoreksję, co zaowocowało jej wylądowaniem w szpitalu, a to miało wpływ na to, że trafiłam na ulicę, skąd uratował mnie nie kto inny, jak chłopak, który wcześniej uratował mi życie. Potem od niego uciekłam i wylądowałam w tym hotelu zastanawiając się jak mocno upadłam na głowę, żeby umówić się z Harry'm Stylesem, który nawiasem mówiąc należy do tego samego zespołu i jest przyjacielem chłopaka, w którym się zakochałam i od którego uciekłam, choć uratował mi życie.
Trzeba było zamknąć się w pokoju i nigdzie nie wychodzić.
Zamówiłam taksówkę. Najpierw poprosiłam o podwiezienie do domu Elizabeth, gdzie zostawiłam gitarę (jakimś dziwnym trafem ponownie nikogo nie było). Wsiadając z powrotem do auta podałam kierowcy adres, który wysłał mi Colin. Miejsce do którego zostałam zaproszona okazało się zwykłym domkiem szeregowym z małym zadbanym ogródkiem przed nim. Na moje nieszczęście było to jakieś dwie przecznice od mieszkania Nialla. Mam nadzieję, że tym razem pech postanowi mnie opuścić i nigdzie go nie spotkam.
Trochę niepewna zapukałam w drewniane, jasne drzwi i czekałam, aż ktoś mi je otworzy. Po chwili moim oczom ukazał się wysoki, szczupły chłopak, pewnie kilka lat starszy ode mnie. Miał na sobie czarne rurki i luźną, niebieską koszulkę w serek. Jego ciemnobrązowe, prawie czarne włosy były w całkowitym nieładzie, roztrzepane we wszystkie strony świata. Uśmiechnął się do mnie, ukazując rząd białych, równych zębów.
-Ty pewnie jesteś Lena. - powiedział jasnym, miłym głosem.
-Tak, a ty jesteś...?
-Mark, jestem Mark. - przedstawił się mi, wyciągając dłoń w moją stronę.
Chwyciłam ją na powitanie, a on wykorzystał to, ciągnąc mnie w swoją stronę, co spowodowało, że wylądowałam w dość szerokim holu. Chłopak pomógł mi zdjąć kurtkę i poczekał, aż zsunę trampki, następnie zaprowadził mnie do przestronnego salonu i kazał poczekać na kanapie.
Okej, czy ktoś może mi powiedzieć co tutaj się dzieje?
Staję się coraz bardziej nierozważna. Przecież on może być równie dobrze jakimś szalonym mordercą i gwałcicielem, który podszywa się pod bliskie osoby ludzi, wciągając ich do swojego domu, a każdy poznaje jego inne imię.
A jeśli Colin leży właśnie w piwnicy tego gościa, umierając na jakąś gangrenę? Może mój brat myślał, że ten koleś jest chłopakiem jego koleżanki i ma na imię Lewis.
Pewnie chce nas wszystkich pozabijać.
Albo ja naoglądałam się za dużo W-11.
Jak się okazało Colin jest cały i zdrowy, bo właśnie wszedł do pokoju z dwoma kubkami herbaty, a za nim szedł ten facet z jednym kubkiem.
Ymmm, czy on ma kota w drugiej ręce?
Colin przyciągnął mnie do uścisku, po czym wręczył kubek, informując mnie, że to sypana zielona, taka jaką lubię.
Grzecznie podziękowałam i powróciłam do zastanawiania się, co ja tu do cholery robię.
Na szczęście (lub może nieszczęście?) mój przyszywany brat (bo jak inaczej to nazwać?), (jejku, powinnam mniej myśleć o takich pierdołach), postanowił mi wyjawić powód dla którego mnie tu ściągnął.
-Skoro już poznałaś Marka... - przerwał i zwrócił się bezpośrednio do wspomnianego chłopaka - Błagam, powiedz, że się jej przedstawiłeś. - spojrzał na niego wątpiącym wzrokiem.
-Oczywiście, że to zrobiłem, nie jestem aż tak beznadziejny. - obronił się szatyn.
Colin pokiwał głową i odwrócił się z powrotem w moją stronę.
-...jest jedna rzecz w nim, o której musisz wiedzieć. - kontynuował.
Wiem, wiem!
Powie, że jest seryjnym mordercą i potrzebują mojej pomocy, żeby ukryć ciało jakiegoś niewinnego pięciolatka. Lub zginiemy.
Dobra, koniec z kryminałami.
-Jest moim chłopakiem. - śmiało stwierdził.
Więc jednak żaden nie jest kryminalistą, są tylko kiepskimi komikami.
Albo może są dobrzy, tylko to ja nie mam poczucia humoru. Cóż, Colin powinien widzieć, że nie znam się na żartach, więc... och, to nie jest żart.
Mogę śmiało powiedzieć, że jestem w szoku. I to nie małym. Znaczy, to nie tak, że nie wiem kim są homoseksualiści. I to też nie tak, że ich nie toleruję. Nie, na prawdę nic nie mam do osób, które lubią tę samą płeć. Po prostu nigdy nie spotkałam się z tym tak bezpośrednio. Czuję się z tym jakbym była nie na swoim miejscu. Ale ja prawie zawsze tak się czuję, więc to nie ma znaczenia.
-Czy to dla ciebie okej? - spytał po chwili Mark.
To trudne pytanie.
-Nie mam nic przeciwko, po prostu jestem trochę zdziwiona. Nie spodziewałam się czegoś takiego, to wszystko.Trochę czasu mi zajmie oswojenie się z tą myślą. - powoli wypuściłam przez wargi.
Potem rozmowa potoczyła się naturalnie. Kiedy na zegarku pojawiła się godzina 22 postanowiłam wrócić do hotelu. Stanowczo odmówiłam chłopcom odwiezienia mnie lub odprowadzenia, kłamiąc, że mieszkam dwie przecznice dalej. Właściwie nie do końca kłamałam, przecież niedawno rzeczywiście tak było.
Do drzwi odprowadził mnie tylko Colin.
-Lena, między nami jest tak jak wcześniej? - spytał niepewnie chłopak.
-Pewnie, że tak. Dlaczego myślisz inaczej? - spytałam zdziwiona.
Przecież nie jestem jakąś chorą osobą, która nie wie co to tolerancja, mam nadzieję, że to widać.
Blondyn tylko wzruszył ramionami i przyciągnął mnie do uścisku.
Za dużo kontaktu fizycznego jak na dzisiejszy dzień.
Pożegnaliśmy się i wyszłam z domu. Mogłabym zamówić taksówkę, ale ochota na spacer zwyciężyła. Nawet jeśli ktoś ma mnie po drodze zgwałcić i zabić, nie dbam o to. I tak nikt nie będzie po mnie płakał. Jedynym minusem tej całej wycieczki jest to, że muszę przejść obok mieszkania Nialla. Módlmy się, aby go nie spotkać.
Ale jak to być mną wiem tylko ja i tylko ja mogę być na tyle naiwna, żeby wierzyć w swoje szczęście.
Nie doszłam nawet do końca ulicy, kiedy usłyszałam za sobą głos niebieskookiego, który wołał moje imię. Zatrzymałam się w pół kroku i zajrzałam przez ramię. Chłopak był oddalony nie więcej niż trzysta metrów, ale może gdybym zaczęła biec... Nie, i tak nie ucieknę.
-Lena, nie uciekaj tym razem, proszę. - mówił Niall jakbym miała jakiekolwiek szanse.
I tak w końcu musiałabym z nim porozmawiać. W geście porażki obróciłam się w stronę blondyna, który miał mile zaskoczoną minę. Widziałam ulgę w jego oczach, kiedy wreszcie do mnie doszedł i przyciągnął do uścisku.
Czy dzisiaj jest jakiś dzień przytulania grubych, brzydkich, zakompleksionych nastolatek? Gdyby ktoś raczył mnie o tym powiadomić wcześniej pewnie nie wyszłabym z pokoju hotelowego.
-Zanim cię zamorduje za to, że uciekłaś, masz mi powiedzieć co robisz na pustej ulicy o 22, dwie przecznice od mojego mieszkania. - mruknął mi w szyję Niall.
A jednak jest jakiś morderca.
---------------------------------------------------------------------------
Tym razem nowy rozdział jest szybciej.
Mam nadzieję, że jest okej i po południu wezmę się za kolejną część.
Chyba wracamy do formy.
A kto jest zaskoczony tym, że Colin ma chłopaka?
Kamila.
wtorek, 8 lipca 2014
Rozdział 18
Siedząc na lekcji angielskiego poczułam wibrację w mojej lewej kieszeni. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam z niej telefon. Odblokowałam go i kliknęłam na ikonkę nowej wiadomości.
Nadawca: Art school
Odbiorca: Lena (ja)
Wysłano: 4 marzec 2013, 12:50
Przypominamy o jutrzejszym egzaminie, który odbędzie się o godzinie 18:00. Art school.
Jak oczywiste jest to, że o tym zapomniałam? Przez to całe zamieszanie z Maddie, Niallem i całą resztą zapomniałam o rzeczy, która ma mnie uratować od siedzenia w tym idealnym domu, do którego pewnie za niedługo wrócę, przecież nie będę mieszkała u Nialla do końca życia. Tak więc mam cały dzisiejszy dzień na ogarnięcie piosenki, zdjęć i rysunku. Świetnie, po prostu świetnie.
Po szkole skierowałam swoje kroki do domu Elizabeth i taty, aby zabrać stamtąd kilka najważniejszych rzeczy. Weszłam na paluszkach, żeby nikt nie zauważył mojego przybycia, ale okazało się, że w domu nikogo nie było. Zadowolona poszłam do mojego pokoju i zabrałam stamtąd kilka rzeczy. Kiedy już wszystko spakowałam i wzięłam do rąk usłyszałam mój dzwoniący telefon z kieszeni. Rzuciłam wszystko na łóżko i nie patrząc na to, kto dzwoni odebrałam.
-Hej Lenka, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - usłyszałam głos Colina.
Och, stęskniłam się za nim. Dopiero kiedy go usłyszałam uświadomiłam sobie, jak bardzo mi go brakuje.
-Nie, wszystko okej. Jak się masz na wygnaniu? - zażartowałam.
Dobra, to nie było śmieszne.
-Całkiem dobrze, mam nadzieję, że ty też. Wybacz, że cię tak trochę zostawiłem, przecież nie masz tu znajomych i teraz tak myślę, że mogłem ci pom...
-Colin, wszystko dobrze, poradziłam sobie. - uspokoiłam go.
Właściwie to Niall mi poradził, ale pomińmy ten fakt.
-Masz może jutro czas? - spytał głosem pełnym nadziei.
-Dopiero około 20.
-To świetnie. Chciałbym, żebyś kogoś poznała. To co powiesz na 20:30? - zaproponował.
-Dla mnie ok. A gdzie?
-Prześlę ci adres, a teraz wybacz, muszę kończyć. - powiedział Colin.
-Pa. - pożegnałam się i zakończyłam rozmowę.
Chwyciłam rzeczy z powrotem w dłonie i powędrowałam do domu Nialla, po drodze przewracając lampkę w przedpokoju, którą dość niezdarnie podniosłam.
Pod drzwiami mieszkania trochę walczyłam z zamkiem, ale w końcu udało mi się wejść <czyt. wpaść> do przedpokoju. Rzeczy położyłam na moim tymczasowym łóżku, a gitarę wcisnęłam pod nie, żeby Niall nie zauważył, że umiem grać. Zdjęłam z siebie lekki płaszczyk i położyłam się na łóżku, włączając laptopa. Podłączyłam kartę pamięci od aparatu i wybrałam zdjęcie. Akurat to, któe zrobiłam idąc z Niallem do kawiarni. Kiedy byłam zajęta korektą nie zauważyłam, że Niall wrócił do domu i wszedł do mojego pokoju. Zwróciłam na niego uwagę dopiero kiedy położył się obok mnie, a jego usta wylądowały na moim policzku. Przestraszyłam się nagłego dotyku i lekko odskoczyłam w bok, szybko odwracając głowę w stronę blondyna.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - brzmiał na zdenerwowanego.
-Ja... Nic się nie stało. - zbagatelizowałam.
-Drzwi był otwarte. Dlaczego ich nie zamknęłaś? - spytał.
-Zapomniałam o nich, zamyśliłam się i tak jakoś... - nie dokończyłam.
-Każdy mógł sobie tutaj wejść, bo ty nie myślałaś o zamknięciu drzwi i nawet byś tego nie zauważyła, bo jesteś zbyt zajęta patrzeniem w komputer. - jego szczęka napięła się, a ton głosy stał się ostrzejszy i głośniejszy.
Rozumiem, że ma tu kilka wartościowych rzeczy i nie chce, żeby zniknęły, ale przecież każdemu się zdarzają takie rzeczy, a on wrzeszczy jakby stąd wszystko wyniesiono.
-Czy ty w ogóle myślisz? Najpierw dzwonią do mnie od ciebie ze szkoły, kłamię, że rozmawiają z twoim ojcem i dowiaduję się, że ważysz tyle, co nic, a teraz zostawiasz otwarte drzwi i nie zwracasz uwagi na to, co się dzieje w okół ciebie. - teraz już krzyczał, jego twarz przybrała zimny i zły wyraz twarzy, głos drżał od zdenerwowania, a jego oczy były chłodne i ciemnoniebieskie, prawie granatowe., szalało w nich wzburzone morze i powoli zaczął mnie przerażać.
Powoli wstałam z łóżka i cofnęłam się wgłąb pokoju, aż nie natrafiłam plecami na zimną ścianę. Niall był niestabilny emocjonalnie, zdenerwowany i zły, a z doświadczenia wiem, że tacy ludzie są zdolni do robienia różnych, często niewłaściwych i bolących rzeczy. Mój oddech stawał się płytszy i szybszy, kiedy co raz bardziej bałam się tego niedawno uroczego i spokojnego blondyna o cudownych, błękitnych tęczówkach, takich jakie miała moja mama. Ale ona nigdy nie krzyczała.
-Niall, j-ja przepraszam, ja, ja n-nie wiem, czemu im podałam twój numer, ja się bałam, że tata się dowie i Elizabeth będzie wściekła, ja zapomniałam o tych drzwiach, b-bo... nie wiem czemu, po prostu zapomniałam, j-ja tylko... - mój głos zaczął się łamać, kiedy próbowałam się uspokoić i wyjaśnić wszystko Niallowi, żeby tylko już nie był zły, żeby tylko nie krzyczał.
-Nie ważne. - warknął i wstał z łóżka, szybko podchodząc do drzwi - wychodzę - mruknął jeszcze i wyszedł z pokoju.
Słyszałam jak szybko przechodzi przez korytarz, potem nastaje krótka cisza, a następnie słyszę huk zamykanych drzwi wejściowych i szczęk zamka.
Nie ma go, wyszedł.
Na miękkich nogach wróciłam na łóżko, biorąc z powrotem laptopa i wracając do poprzedniej czynności.
Jakim prawem z chłopaka, który całuje mnie na powitanie w policzek, przepraszając, że mnie tym przestraszył stał się obojętnym dupkiem? Może lepiej byłoby, gdybym zeszła mu po tym wszystkim z oczu? Mam pieniądze mojego ojca, mogę pójść do jakiegoś hotelu. Teraz mogę wziąć tylko najważniejsze rzeczy, a kiedy będę wracała do domu Elizabeth, wrócę tutaj, kiedy on będzie na próbie, czy coś i zabiorę resztę. Tak, to właściwie dobry plan. Teraz dokończę obrabianie zdjęć, szybko coś namaluję i zostawię to tutaj. Wezmę ze sobą ciuchy, a między 10, a 15, podczas próby One Direction wezmę stąd obraz i gitarę. Tak zrobię. Chyba, że w międzyczasie wróci Niall, wtedy poczekam aż zaśnie i ucieknę.
Kiedy już wszystko przygotowałam zadzwoniłam po taksówkę i zaniosłam wszystko pod drzwi. Usłyszałam trąbienie, więc wyszłam przed mieszkanie i zamknęłam drzwi. Kierowca wyszedł z pojazdu i czekał aż podam mu bagaż. Ruszyłam w jego stronę i na końcu ulicy zobaczyłam JEGO.
Świetnie.
-Lena?! - krzyknął blondyn, a ja popadłam w panikę.
-Niech pan już wsiada i włącza silnik, błagam. - rzuciłam do niego, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem i współczuciem, ale wykonał moje zadanie.
-Lena, nie waż się wsiadać do tego auta! - krzyczał Niall i zaczął biec w moją stronę.
Ja też rzuciłam się pędem do samochodu, wrzucając walizkę na tylne siedzenie.
Już miałam wsiadać do auta, kiedy zorientowałam się, że zostawiłam klucze w zamku.
Jestem zbyt głupia, żeby żyć na tym świecie.
Niall był w połowie drogi, dobrze, że ta ulica jest na prawdę długa.
-Lena, masz natychmiast wyjąć tą walizkę i wrócić do mieszkania! - krzyczał niebieskooki.
Podjęłam decyzję.
Najszybciej jak potrafię pobiegłam do drzwi i wyszarpnęłam klucze z zamka. Rzuciłam się w stronę taksówki i wsiadłam do niej, kiedy Niall był już przy niej.
Blondyn szarpnął klamką i już myślałam, że poniosłam sromotną klęskę, kiedy okazało się, że kierowca wspaniałomyślnie zablokował wszystkie drzwi.
-Lena, błagam cię. - jęknął rozpaczliwie Niall, pukając dłonią w szybę.
-Jedź pan, szybko. - poprosiłam, a przemiły mężczyzna ruszył do przodu, zostawiając za sobą krzyczącego chłopaka.
Jestem najgorszą organizatorką ucieczek ever.
-Gdzie mam panią zawieść? - spytał nagle siwiejący mężczyzna, a ja uświadomiłam sobie, że przecież siedzę w taksówce.
-Pod jakiś hotel. Nie mam na myśli najdroższego, ani nic, pod zwykły hotel, poproszę. - wyjaśniłam.
Podjechaliśmy pod spory, zadbany budynek. Podałam taksówkarzowi należne pieniądze z dość dużym napiwkiem, za to co musiał przeżyć wioząc mnie tutaj. Krótko podziękowałam i wyszłam z samochodu, zabierając walizkę. Na recepcji siedziała szczupła, wysoka blondynka, która szybko i sprawnie mnie obsłużyła, wręczając mi kartę do pokoju na trzecim piętrze.
Jakimś cudem wtargałam po schodach walizkę i weszłam do pokoju, natychmiast rzucając się na łóżko. Zwinęłam się w kulkę i zasnęłam ukołysana własnym szlochem.
------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem, nie było nas 2 miesiące.
Tak, wiem, ten rozdział jest okrutnie krótki.
I nawet nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego tak jest. Po prostu nie ma żadnego tłumaczenia.
Jednak nie martwcie się, wstawiam to i od razu biorę się za następny rozdział. Nie będę dzisiaj spać, tylko pisać.
Po szkole skierowałam swoje kroki do domu Elizabeth i taty, aby zabrać stamtąd kilka najważniejszych rzeczy. Weszłam na paluszkach, żeby nikt nie zauważył mojego przybycia, ale okazało się, że w domu nikogo nie było. Zadowolona poszłam do mojego pokoju i zabrałam stamtąd kilka rzeczy. Kiedy już wszystko spakowałam i wzięłam do rąk usłyszałam mój dzwoniący telefon z kieszeni. Rzuciłam wszystko na łóżko i nie patrząc na to, kto dzwoni odebrałam.
-Hej Lenka, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - usłyszałam głos Colina.
Och, stęskniłam się za nim. Dopiero kiedy go usłyszałam uświadomiłam sobie, jak bardzo mi go brakuje.
-Nie, wszystko okej. Jak się masz na wygnaniu? - zażartowałam.
Dobra, to nie było śmieszne.
-Całkiem dobrze, mam nadzieję, że ty też. Wybacz, że cię tak trochę zostawiłem, przecież nie masz tu znajomych i teraz tak myślę, że mogłem ci pom...
-Colin, wszystko dobrze, poradziłam sobie. - uspokoiłam go.
Właściwie to Niall mi poradził, ale pomińmy ten fakt.
-Masz może jutro czas? - spytał głosem pełnym nadziei.
-Dopiero około 20.
-To świetnie. Chciałbym, żebyś kogoś poznała. To co powiesz na 20:30? - zaproponował.
-Dla mnie ok. A gdzie?
-Prześlę ci adres, a teraz wybacz, muszę kończyć. - powiedział Colin.
-Pa. - pożegnałam się i zakończyłam rozmowę.
Chwyciłam rzeczy z powrotem w dłonie i powędrowałam do domu Nialla, po drodze przewracając lampkę w przedpokoju, którą dość niezdarnie podniosłam.
Pod drzwiami mieszkania trochę walczyłam z zamkiem, ale w końcu udało mi się wejść <czyt. wpaść> do przedpokoju. Rzeczy położyłam na moim tymczasowym łóżku, a gitarę wcisnęłam pod nie, żeby Niall nie zauważył, że umiem grać. Zdjęłam z siebie lekki płaszczyk i położyłam się na łóżku, włączając laptopa. Podłączyłam kartę pamięci od aparatu i wybrałam zdjęcie. Akurat to, któe zrobiłam idąc z Niallem do kawiarni. Kiedy byłam zajęta korektą nie zauważyłam, że Niall wrócił do domu i wszedł do mojego pokoju. Zwróciłam na niego uwagę dopiero kiedy położył się obok mnie, a jego usta wylądowały na moim policzku. Przestraszyłam się nagłego dotyku i lekko odskoczyłam w bok, szybko odwracając głowę w stronę blondyna.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - brzmiał na zdenerwowanego.
-Ja... Nic się nie stało. - zbagatelizowałam.
-Drzwi był otwarte. Dlaczego ich nie zamknęłaś? - spytał.
-Zapomniałam o nich, zamyśliłam się i tak jakoś... - nie dokończyłam.
-Każdy mógł sobie tutaj wejść, bo ty nie myślałaś o zamknięciu drzwi i nawet byś tego nie zauważyła, bo jesteś zbyt zajęta patrzeniem w komputer. - jego szczęka napięła się, a ton głosy stał się ostrzejszy i głośniejszy.
Rozumiem, że ma tu kilka wartościowych rzeczy i nie chce, żeby zniknęły, ale przecież każdemu się zdarzają takie rzeczy, a on wrzeszczy jakby stąd wszystko wyniesiono.
-Czy ty w ogóle myślisz? Najpierw dzwonią do mnie od ciebie ze szkoły, kłamię, że rozmawiają z twoim ojcem i dowiaduję się, że ważysz tyle, co nic, a teraz zostawiasz otwarte drzwi i nie zwracasz uwagi na to, co się dzieje w okół ciebie. - teraz już krzyczał, jego twarz przybrała zimny i zły wyraz twarzy, głos drżał od zdenerwowania, a jego oczy były chłodne i ciemnoniebieskie, prawie granatowe., szalało w nich wzburzone morze i powoli zaczął mnie przerażać.
Powoli wstałam z łóżka i cofnęłam się wgłąb pokoju, aż nie natrafiłam plecami na zimną ścianę. Niall był niestabilny emocjonalnie, zdenerwowany i zły, a z doświadczenia wiem, że tacy ludzie są zdolni do robienia różnych, często niewłaściwych i bolących rzeczy. Mój oddech stawał się płytszy i szybszy, kiedy co raz bardziej bałam się tego niedawno uroczego i spokojnego blondyna o cudownych, błękitnych tęczówkach, takich jakie miała moja mama. Ale ona nigdy nie krzyczała.
-Niall, j-ja przepraszam, ja, ja n-nie wiem, czemu im podałam twój numer, ja się bałam, że tata się dowie i Elizabeth będzie wściekła, ja zapomniałam o tych drzwiach, b-bo... nie wiem czemu, po prostu zapomniałam, j-ja tylko... - mój głos zaczął się łamać, kiedy próbowałam się uspokoić i wyjaśnić wszystko Niallowi, żeby tylko już nie był zły, żeby tylko nie krzyczał.
-Nie ważne. - warknął i wstał z łóżka, szybko podchodząc do drzwi - wychodzę - mruknął jeszcze i wyszedł z pokoju.
Słyszałam jak szybko przechodzi przez korytarz, potem nastaje krótka cisza, a następnie słyszę huk zamykanych drzwi wejściowych i szczęk zamka.
Nie ma go, wyszedł.
Na miękkich nogach wróciłam na łóżko, biorąc z powrotem laptopa i wracając do poprzedniej czynności.
Jakim prawem z chłopaka, który całuje mnie na powitanie w policzek, przepraszając, że mnie tym przestraszył stał się obojętnym dupkiem? Może lepiej byłoby, gdybym zeszła mu po tym wszystkim z oczu? Mam pieniądze mojego ojca, mogę pójść do jakiegoś hotelu. Teraz mogę wziąć tylko najważniejsze rzeczy, a kiedy będę wracała do domu Elizabeth, wrócę tutaj, kiedy on będzie na próbie, czy coś i zabiorę resztę. Tak, to właściwie dobry plan. Teraz dokończę obrabianie zdjęć, szybko coś namaluję i zostawię to tutaj. Wezmę ze sobą ciuchy, a między 10, a 15, podczas próby One Direction wezmę stąd obraz i gitarę. Tak zrobię. Chyba, że w międzyczasie wróci Niall, wtedy poczekam aż zaśnie i ucieknę.
Kiedy już wszystko przygotowałam zadzwoniłam po taksówkę i zaniosłam wszystko pod drzwi. Usłyszałam trąbienie, więc wyszłam przed mieszkanie i zamknęłam drzwi. Kierowca wyszedł z pojazdu i czekał aż podam mu bagaż. Ruszyłam w jego stronę i na końcu ulicy zobaczyłam JEGO.
Świetnie.
-Lena?! - krzyknął blondyn, a ja popadłam w panikę.
-Niech pan już wsiada i włącza silnik, błagam. - rzuciłam do niego, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem i współczuciem, ale wykonał moje zadanie.
-Lena, nie waż się wsiadać do tego auta! - krzyczał Niall i zaczął biec w moją stronę.
Ja też rzuciłam się pędem do samochodu, wrzucając walizkę na tylne siedzenie.
Już miałam wsiadać do auta, kiedy zorientowałam się, że zostawiłam klucze w zamku.
Jestem zbyt głupia, żeby żyć na tym świecie.
Niall był w połowie drogi, dobrze, że ta ulica jest na prawdę długa.
-Lena, masz natychmiast wyjąć tą walizkę i wrócić do mieszkania! - krzyczał niebieskooki.
Podjęłam decyzję.
Najszybciej jak potrafię pobiegłam do drzwi i wyszarpnęłam klucze z zamka. Rzuciłam się w stronę taksówki i wsiadłam do niej, kiedy Niall był już przy niej.
Blondyn szarpnął klamką i już myślałam, że poniosłam sromotną klęskę, kiedy okazało się, że kierowca wspaniałomyślnie zablokował wszystkie drzwi.
-Lena, błagam cię. - jęknął rozpaczliwie Niall, pukając dłonią w szybę.
-Jedź pan, szybko. - poprosiłam, a przemiły mężczyzna ruszył do przodu, zostawiając za sobą krzyczącego chłopaka.
Jestem najgorszą organizatorką ucieczek ever.
-Gdzie mam panią zawieść? - spytał nagle siwiejący mężczyzna, a ja uświadomiłam sobie, że przecież siedzę w taksówce.
-Pod jakiś hotel. Nie mam na myśli najdroższego, ani nic, pod zwykły hotel, poproszę. - wyjaśniłam.
Podjechaliśmy pod spory, zadbany budynek. Podałam taksówkarzowi należne pieniądze z dość dużym napiwkiem, za to co musiał przeżyć wioząc mnie tutaj. Krótko podziękowałam i wyszłam z samochodu, zabierając walizkę. Na recepcji siedziała szczupła, wysoka blondynka, która szybko i sprawnie mnie obsłużyła, wręczając mi kartę do pokoju na trzecim piętrze.
Jakimś cudem wtargałam po schodach walizkę i weszłam do pokoju, natychmiast rzucając się na łóżko. Zwinęłam się w kulkę i zasnęłam ukołysana własnym szlochem.
------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem, nie było nas 2 miesiące.
Tak, wiem, ten rozdział jest okrutnie krótki.
I nawet nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego tak jest. Po prostu nie ma żadnego tłumaczenia.
Jednak nie martwcie się, wstawiam to i od razu biorę się za następny rozdział. Nie będę dzisiaj spać, tylko pisać.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Rozdział 17
To był trzeci film z rzędu i mój tyłek powoli zaczynał mnie boleć od siedzenia.
Niall kończył siódmą miskę popcorn, podczas gdy ja zjadłam dwa ziarenka. Jakim cudem on jest tak chudy?!
Siedzieliśmy blisko siebie, chociaż nie przytulaliśmy się, jak pewnie myślicie. Niall próbował objąć mnie ramieniem, ale po prostu nie czułam się wtedy komfortowo i wymsknęłam się spod jego ręki. Po kilku próbach chłopak się poddał. Zaczęłam się robić senna i nawet nie zauważyłam, kiedy moja głowa wylądowała na ramieniu blondyna i spokojnie odpływałam w sen.
Obudziłam się, przecierając oczy i zorientowałam się, że leżę w wyjątkowo nieprzyjemnej pozycji, na kanapie w salonie, a obok mnie leży Niall, który chyba też zasnął. Leżałam z głową na jego kolanach, a on zasnął na siedząco, więc najwyraźniej kiedy zasnęłam ułożył mnie tak, a potem sam zasnął. Na telewizorze wciąż wyświetlało się menu filmu. Spojrzałam na zegarek. Okazało się, że jest 3 w nocy. Podniosłam się na nogi, ułożyłam blondyna tak, aby leżał w miarę prosto i nie był narażony na ból pleców z samego rana, przykryłam go kocem, wyłączyłam telewizor i wlekąc nogami doszłam do chwilowo mojej sypialni, rzucając się na łóżko i natychmiastowo zasnęłam.
Drażniący dźwięk budzika rozniósł się po pokoju i szybko wyłączyłam go, żeby nie obudzić Nialla. Ubrałam na siebie dżinsy i pierwszy lepszy sweter, przed tym korzystając z łazienki i dobroci ciepłego prysznica. Przeszłam od razu do kuchni i postanowiłam nie iść na zakupy, widząc ogrom siatek leżących w kuchni.Wszystko było zostawione na blatach, stole, krzesłach i nawet na podłodze, ponieważ Niall postanowił wczoraj ograniczyć rozpakowywanie zakupów do siatek z przekąskami i napojami. Ogarnięcie całej kuchni zajęło mi pół godziny. Westchnęłam i przeszłam do salonu. Poczułam jeszcze większe zrezygnowanie, kiedy moje oczy napotkały na papierki, chusteczki, okruszki, ziarenka popcornu i porozlewane napoje dosłownie wszędzie. Pozbierałam papierki, starłam stolik i zamiotłam, a Niall nadal spał jak zabity. Przygotowałam śniadanie i zostawiłam je na stole w kuchni.
Muszę obudzić Nialla.
Kucnęłam przy kanapie, przesuwając palcami przez blond włosy chłopaka. Niall mruknął coś niewyraźnie i tylko przesunął się na kanapie, mocniej zagłębiając twarz w skórzanym materiale.
-Ni, musisz wstawać. - powiedziałam cichym tonem, delikatnie szturchając go w ramię.
-Nie chcę. - zaprotestował blondyn, odwracając się do mnie plecami.
Usiadłam na brzegu sofy i zaczęłam trącać jego ucho palcami.
-Musisz.
Farbowany odwrócił twarz do mnie i lekko uchylił powieki, ukazując mi kawałek znanych mi, błękitnych tęczówek.
-Która godzina? - jego głos był zachrypnięty i senny i po prostu nie mogłam nie rozczulić się na ten dźwięk.
Mój dobry Boże, co się za mną dzieje.
Nie jestem jakąś dziką fanką, która zemdlałaby gdyby była na moi miejscu i nie zamierzałam nią być przez resztę mego marnego żywota. Nie powinnam odczuwać czegokolwiek słysząc jego poranny głos i widząc te zamglone tęczówki. Może jedynie obojętność.
Na ziemie sprowadziła mnie świadomość zadanego pytania.
-Jest siódma dwadzieścia, Niall. Za dziesięć minut wychodzę do szkoły i lepiej dla ciebie byłoby, gdybyś do tego czasu był już na nogach.
-Tak w ogóle, to dzień dobry-westchnął.
Z chęcią pozwoliłabym przespać mu cały dzisiejszy poranek, ale wiem, że ma dzisiaj ważną próbę z zespołem i miałby spore kłopoty gdyby z jakichś powodów ją sobie odpuścił.
Przeczesał dłonią jasne włosy i podniósł się z kanapy. Jego oczy obiegły całe pomieszczenie w kilka sekund.
-Nie musiałaś sprzątać. Większość tego burdelu było moją zasługą. -mówi składając koc, którym go wcześniej przykryłam. -Cholera, ale boli mnie szyja -jęczy rozmasowując jednocześnie kark.
Chciałabym mu jakoś pomóc, może mogłabym to jakoś rozmasować.
Walczę z emocjami, próbuję przekonać głos w mojej głowie do współpracy na te pięć minut by móc go dotknąć bez obaw. Niestety, przykro mi. Kto normalny chciałby dotyku od takiego paskudztwa jak ja?
Jedyne co mogę teraz zrobić, to polecieć do szafki w łazience po żel na bóle mięśni i mu ją podać.
Rzucam tubkę specyfiku w stronę Nialla, który z łatwością go łapie.
-Dzięki -mówi, a ja wychodzę jak najszybciej by nie mógł zobaczyć łez na mojej twarzy.
Tak, jestem hipokrytką, która właśnie rozpłakała się z tak idiotycznego powodu. Gratulacje, Leno.
Na odchodnym słyszę, że Niall pyta o to czy jadłam coś na śniadanie, więc trzaskam drzwiami udając, że nic a nic nie słyszałam. To chyba oczywiste, że nie ruszyłam palcem śniadania.
Jeden krok na przód, lecz dwa kroki do tyłu.
Wyciągnęłam z szafki książki potrzebne na lekcję matematyki, która, o zgrozo, czekała mnie za trzy minuty. Rozważałam nawet pójście na wagary, ale zdecydowałam, że byłoby to kompletnie bezsensowne. Przecież i tak będę siedziała z pustym wzrokiem wbitym w tablicę, więc czy ma to jakieś znaczenie? Wszyscy kochamy algebrę.
Hm, być może uda mi się przemycić słuchawki do odtwarzacza i schować je pod swetrem? Robię się coraz bardziej przebiegła.
-Jak się miewa twój chłopak? -ciarki przeleciały po moich plecach, ale starałam się zachować spokój.
Zignorowałam sylwetkę Bena Prześladowcy opierającego się od sąsiednią szafkę. Zamiast tego wrzuciłam pośpiesznie podręczniki do torby i trzasnęłam metalowymi drzwiczkami przed nosem chłopaka.
W tej samej sekundzie poczułam jego obrzydliwą dłoń na moim ramieniu.
Wzdrygnęłam się pod jego dotykiem, ale wciąż udawałam, że jest powietrzem.
-Słuch straciłaś? -warknął Ben.
Przeginasz frajerze.
Odwróciłam się gwałtownie na pięcie pod wpływem adrenaliny buzującej w moich żyłach.
-Jako, że raczej nie przeklinam muszę zadowolić cię słowem "spadaj", ale uwierz mi, że znam wiele innych synonimów, które właśnie chciałabym wypowiedzieć -wyszczebiotałam szybko w jego stronę.
Boże, Matko przenajświętsza, on nie załapał co powiedziałam.
Wywróciłam oczami i zostawiłam go samego tam, na korytarzu z własnymi myślami.
Oczywiście spóźniłam się na matematykę, a mój chytry plan dotyczący słuchania 5SOS na lekcji nie wypalił - nauczyciel zarekwirował mój odtwarzacz. Po przetrwanej pierwszej lekcji zostało mi jeszcze sześć innych. Zapowiadał się wspaniały dzień.
Zasłoniłam twarz dłońmi, gdy piłka przeleciała tuż nad moją głową. Nie byłam zbytnio zaskoczona, po jakichś pięćdziesięciu razach człowiek się po prostu przyzwyczaja.
Stałam na środku boiska ustawiona przez nauczyciela idiotę pod siatką. Owszem, grałam w siatkówkę. Moim zadaniem było wystawianie piłki graczom, którzy stali dalej, po bokach siatki. Dziewczyny po prostu mnie ignorowały. Podawały sobie piłkę tak, by mnie ominąć, a ja im na to pozwalałam. Czasem któraś z nich źle odbiła i obrywałam tak, jak teraz.
-Roztocki? -usłyszałam głos za plecami. Niska starsza pani w białym uniformie kiwała na mnie palcem.
-Tak? -odpowiedziałam uprzytamniając sobie, że chodzi jej o moją osobę.
-Zapraszam do gabinetu. -powiedziała znikając z sali.
Cholera, co ja zrobiłam? Przecież nie jestem jedną z tych dziewczyn, które palą w szkolnej toalecie. Na prawdę nie mam pojęcia o co chodzi. Powiedziałam nauczycielowi, że jestem wzywana do gabinetu i wyszłam za jego zgodą na korytarz.
Gabinet, o którym mówiła tamta kobieta... gdzie on tak w ogóle jest?
Na całe szczęście nie musiałam się długo nad tym zastanawiać, bo po skręceniu w główny korytarz spotkałam ów panią czekającą na mnie z kluczem w białych drzwiach.
Weszła do środka machając na mnie ręką bym się pospieszyła.
Nie, nie jestem w gabinecie dyrektora. To miejsce znienawidzone przeze mnie w polskiej szkole. Chodzi o gabinet pielęgniarki. Lądowałam tam wbrew własnej woli kilka razy w tygodniu po lekcji wychowania fizycznego.
Biały pokój wypełniał zapach płynu sterylizatora, który to dostrzegłam na bocznej szafce zaraz obok bandaży i opatrunków umieszczonych w szklanej gablotce. Po środku standardowo stało biurko, dalej długa kozetka, na której zostałam posadzona.
-Leno, muszę zadać ci parę pytań, w porządku? -zapytała retorycznie, ale i tak kiwnęłam głową. Kobieta nie zauważyła tego gestu, bo właśnie przeglądała jakieś papiery. Mruknęła coś pod nosem i poprawiła okulary zsuwające się z jej haczykowatego nosa.
-No tak, no tak. -mruczała sama do siebie wciąż mnie ignorując.
Odchrząknęła, wyprostowała się na krześle i dopiero spojrzała w moją stronę.
-A więc Leno, jak się czujesz w nowej szkole? -kiwnęła głową, gdy wzruszyłam ramionami.- Wiesz, chciałabym uzupełnić brakujące dane, pomogłabyś mi? -znowu wzruszenie ramion tym razem w geście przyzwolenia.
-Co chce pani widzieć? -zapytałam najgrzeczniejszym tonem jakim w tej sytuacji dysponowałam.
-Wzrost?-zapytała.
-Metr sześćdziesiąt osiem centymetrów -powiedziałam płynnie.
Zadaj to pytanie, a rozdepczę cię jak robaka starucho.
-Waga? -jej brew uniosła się nieznacznie, gdy zlustrowała mnie wzrokiem.
-Czterdzieści dziewięć kilogramów -powiedziałam bez zająknięcia.
Pielęgniarka wstała z krzesła i podeszła do szafy, z której wyciągnęła biały masywny przedmiot.
Waga.
Ostatni raz stanęłam na niej pół roku temu i wskazywała mniej niż powiedziałam minutę temu, ale jestem pewna, że znacznie przytyłam przez pomieszkiwanie u Nialla. Obiady z nim mi nie służą.
-Chodź i zważ się, nie mamy całego dnia -powiedziała kobieta kładąc wagę obok kozetki.
Stanęłam naprzeciw urządzenia.
Jedna stopa, druga stopa i wzrok utkwiony w białej ścianie.
Teraz albo nigdy, grubasie. Spojrzyj w dół. Spojrzałam.
42,3 kg -powiedziała waga.
Zaczęło mnie mdlić i okropny smak kwasu przeżarł moje gardło. Dużo, dużo, dużo, za dużo.
Jednak teraz muszę zachować trzeźwy umysł.
Kobieta spojrzała na mnie.
-Cóż, to dość... niepokojąca waga. Będę musiała powiadomić o tym twojego opiekuna prawnego. - zawiadomiła mnie pielęgniarka.
Właściwie to spodziewałam się pouczającej gadki, dyrektora, psychologów żywieniowych, nie jest źle. tak, tylko tata raczej nie powinien się dowiedzieć. Elizabeth dostałaby szału. Jakim cudem anorektyczka może mieszkać pod jej dachem?! To niedorzeczne.
-Możesz podać mi numer do twojego ojca? - zagadnęła.
Myślałam, że mają to wszystko pozapisywane, ale najwyraźniej nie mają.
Wyjęłam telefon i włączyłam listę kontaktów.
- 754 962 734 - podyktowałam, a kobieta zapisała to na samoprzylepnej karteczce, którą doczepiła do mojej karty.
-Dziękuję, Leno. Możesz już wracać na lekcję.
-Do widzenia. - mruknęłam i wyszłam za drzwi.
Podałam jej numer Nialla.
----------------------------------------------------------
Niall kończył siódmą miskę popcorn, podczas gdy ja zjadłam dwa ziarenka. Jakim cudem on jest tak chudy?!
Siedzieliśmy blisko siebie, chociaż nie przytulaliśmy się, jak pewnie myślicie. Niall próbował objąć mnie ramieniem, ale po prostu nie czułam się wtedy komfortowo i wymsknęłam się spod jego ręki. Po kilku próbach chłopak się poddał. Zaczęłam się robić senna i nawet nie zauważyłam, kiedy moja głowa wylądowała na ramieniu blondyna i spokojnie odpływałam w sen.
Obudziłam się, przecierając oczy i zorientowałam się, że leżę w wyjątkowo nieprzyjemnej pozycji, na kanapie w salonie, a obok mnie leży Niall, który chyba też zasnął. Leżałam z głową na jego kolanach, a on zasnął na siedząco, więc najwyraźniej kiedy zasnęłam ułożył mnie tak, a potem sam zasnął. Na telewizorze wciąż wyświetlało się menu filmu. Spojrzałam na zegarek. Okazało się, że jest 3 w nocy. Podniosłam się na nogi, ułożyłam blondyna tak, aby leżał w miarę prosto i nie był narażony na ból pleców z samego rana, przykryłam go kocem, wyłączyłam telewizor i wlekąc nogami doszłam do chwilowo mojej sypialni, rzucając się na łóżko i natychmiastowo zasnęłam.
Drażniący dźwięk budzika rozniósł się po pokoju i szybko wyłączyłam go, żeby nie obudzić Nialla. Ubrałam na siebie dżinsy i pierwszy lepszy sweter, przed tym korzystając z łazienki i dobroci ciepłego prysznica. Przeszłam od razu do kuchni i postanowiłam nie iść na zakupy, widząc ogrom siatek leżących w kuchni.Wszystko było zostawione na blatach, stole, krzesłach i nawet na podłodze, ponieważ Niall postanowił wczoraj ograniczyć rozpakowywanie zakupów do siatek z przekąskami i napojami. Ogarnięcie całej kuchni zajęło mi pół godziny. Westchnęłam i przeszłam do salonu. Poczułam jeszcze większe zrezygnowanie, kiedy moje oczy napotkały na papierki, chusteczki, okruszki, ziarenka popcornu i porozlewane napoje dosłownie wszędzie. Pozbierałam papierki, starłam stolik i zamiotłam, a Niall nadal spał jak zabity. Przygotowałam śniadanie i zostawiłam je na stole w kuchni.
Muszę obudzić Nialla.
Kucnęłam przy kanapie, przesuwając palcami przez blond włosy chłopaka. Niall mruknął coś niewyraźnie i tylko przesunął się na kanapie, mocniej zagłębiając twarz w skórzanym materiale.
-Ni, musisz wstawać. - powiedziałam cichym tonem, delikatnie szturchając go w ramię.
-Nie chcę. - zaprotestował blondyn, odwracając się do mnie plecami.
Usiadłam na brzegu sofy i zaczęłam trącać jego ucho palcami.
-Musisz.
Farbowany odwrócił twarz do mnie i lekko uchylił powieki, ukazując mi kawałek znanych mi, błękitnych tęczówek.
-Która godzina? - jego głos był zachrypnięty i senny i po prostu nie mogłam nie rozczulić się na ten dźwięk.
Mój dobry Boże, co się za mną dzieje.
Nie jestem jakąś dziką fanką, która zemdlałaby gdyby była na moi miejscu i nie zamierzałam nią być przez resztę mego marnego żywota. Nie powinnam odczuwać czegokolwiek słysząc jego poranny głos i widząc te zamglone tęczówki. Może jedynie obojętność.
Na ziemie sprowadziła mnie świadomość zadanego pytania.
-Jest siódma dwadzieścia, Niall. Za dziesięć minut wychodzę do szkoły i lepiej dla ciebie byłoby, gdybyś do tego czasu był już na nogach.
-Tak w ogóle, to dzień dobry-westchnął.
Z chęcią pozwoliłabym przespać mu cały dzisiejszy poranek, ale wiem, że ma dzisiaj ważną próbę z zespołem i miałby spore kłopoty gdyby z jakichś powodów ją sobie odpuścił.
Przeczesał dłonią jasne włosy i podniósł się z kanapy. Jego oczy obiegły całe pomieszczenie w kilka sekund.
-Nie musiałaś sprzątać. Większość tego burdelu było moją zasługą. -mówi składając koc, którym go wcześniej przykryłam. -Cholera, ale boli mnie szyja -jęczy rozmasowując jednocześnie kark.
Chciałabym mu jakoś pomóc, może mogłabym to jakoś rozmasować.
Walczę z emocjami, próbuję przekonać głos w mojej głowie do współpracy na te pięć minut by móc go dotknąć bez obaw. Niestety, przykro mi. Kto normalny chciałby dotyku od takiego paskudztwa jak ja?
Jedyne co mogę teraz zrobić, to polecieć do szafki w łazience po żel na bóle mięśni i mu ją podać.
Rzucam tubkę specyfiku w stronę Nialla, który z łatwością go łapie.
-Dzięki -mówi, a ja wychodzę jak najszybciej by nie mógł zobaczyć łez na mojej twarzy.
Tak, jestem hipokrytką, która właśnie rozpłakała się z tak idiotycznego powodu. Gratulacje, Leno.
Na odchodnym słyszę, że Niall pyta o to czy jadłam coś na śniadanie, więc trzaskam drzwiami udając, że nic a nic nie słyszałam. To chyba oczywiste, że nie ruszyłam palcem śniadania.
Jeden krok na przód, lecz dwa kroki do tyłu.
Wyciągnęłam z szafki książki potrzebne na lekcję matematyki, która, o zgrozo, czekała mnie za trzy minuty. Rozważałam nawet pójście na wagary, ale zdecydowałam, że byłoby to kompletnie bezsensowne. Przecież i tak będę siedziała z pustym wzrokiem wbitym w tablicę, więc czy ma to jakieś znaczenie? Wszyscy kochamy algebrę.
Hm, być może uda mi się przemycić słuchawki do odtwarzacza i schować je pod swetrem? Robię się coraz bardziej przebiegła.
-Jak się miewa twój chłopak? -ciarki przeleciały po moich plecach, ale starałam się zachować spokój.
Zignorowałam sylwetkę Bena Prześladowcy opierającego się od sąsiednią szafkę. Zamiast tego wrzuciłam pośpiesznie podręczniki do torby i trzasnęłam metalowymi drzwiczkami przed nosem chłopaka.
W tej samej sekundzie poczułam jego obrzydliwą dłoń na moim ramieniu.
Wzdrygnęłam się pod jego dotykiem, ale wciąż udawałam, że jest powietrzem.
-Słuch straciłaś? -warknął Ben.
Przeginasz frajerze.
Odwróciłam się gwałtownie na pięcie pod wpływem adrenaliny buzującej w moich żyłach.
-Jako, że raczej nie przeklinam muszę zadowolić cię słowem "spadaj", ale uwierz mi, że znam wiele innych synonimów, które właśnie chciałabym wypowiedzieć -wyszczebiotałam szybko w jego stronę.
Boże, Matko przenajświętsza, on nie załapał co powiedziałam.
Wywróciłam oczami i zostawiłam go samego tam, na korytarzu z własnymi myślami.
Oczywiście spóźniłam się na matematykę, a mój chytry plan dotyczący słuchania 5SOS na lekcji nie wypalił - nauczyciel zarekwirował mój odtwarzacz. Po przetrwanej pierwszej lekcji zostało mi jeszcze sześć innych. Zapowiadał się wspaniały dzień.
Zasłoniłam twarz dłońmi, gdy piłka przeleciała tuż nad moją głową. Nie byłam zbytnio zaskoczona, po jakichś pięćdziesięciu razach człowiek się po prostu przyzwyczaja.
Stałam na środku boiska ustawiona przez nauczyciela idiotę pod siatką. Owszem, grałam w siatkówkę. Moim zadaniem było wystawianie piłki graczom, którzy stali dalej, po bokach siatki. Dziewczyny po prostu mnie ignorowały. Podawały sobie piłkę tak, by mnie ominąć, a ja im na to pozwalałam. Czasem któraś z nich źle odbiła i obrywałam tak, jak teraz.
-Roztocki? -usłyszałam głos za plecami. Niska starsza pani w białym uniformie kiwała na mnie palcem.
-Tak? -odpowiedziałam uprzytamniając sobie, że chodzi jej o moją osobę.
-Zapraszam do gabinetu. -powiedziała znikając z sali.
Cholera, co ja zrobiłam? Przecież nie jestem jedną z tych dziewczyn, które palą w szkolnej toalecie. Na prawdę nie mam pojęcia o co chodzi. Powiedziałam nauczycielowi, że jestem wzywana do gabinetu i wyszłam za jego zgodą na korytarz.
Gabinet, o którym mówiła tamta kobieta... gdzie on tak w ogóle jest?
Na całe szczęście nie musiałam się długo nad tym zastanawiać, bo po skręceniu w główny korytarz spotkałam ów panią czekającą na mnie z kluczem w białych drzwiach.
Weszła do środka machając na mnie ręką bym się pospieszyła.
Nie, nie jestem w gabinecie dyrektora. To miejsce znienawidzone przeze mnie w polskiej szkole. Chodzi o gabinet pielęgniarki. Lądowałam tam wbrew własnej woli kilka razy w tygodniu po lekcji wychowania fizycznego.
Biały pokój wypełniał zapach płynu sterylizatora, który to dostrzegłam na bocznej szafce zaraz obok bandaży i opatrunków umieszczonych w szklanej gablotce. Po środku standardowo stało biurko, dalej długa kozetka, na której zostałam posadzona.
-Leno, muszę zadać ci parę pytań, w porządku? -zapytała retorycznie, ale i tak kiwnęłam głową. Kobieta nie zauważyła tego gestu, bo właśnie przeglądała jakieś papiery. Mruknęła coś pod nosem i poprawiła okulary zsuwające się z jej haczykowatego nosa.
-No tak, no tak. -mruczała sama do siebie wciąż mnie ignorując.
Odchrząknęła, wyprostowała się na krześle i dopiero spojrzała w moją stronę.
-A więc Leno, jak się czujesz w nowej szkole? -kiwnęła głową, gdy wzruszyłam ramionami.- Wiesz, chciałabym uzupełnić brakujące dane, pomogłabyś mi? -znowu wzruszenie ramion tym razem w geście przyzwolenia.
-Co chce pani widzieć? -zapytałam najgrzeczniejszym tonem jakim w tej sytuacji dysponowałam.
-Wzrost?-zapytała.
-Metr sześćdziesiąt osiem centymetrów -powiedziałam płynnie.
Zadaj to pytanie, a rozdepczę cię jak robaka starucho.
-Waga? -jej brew uniosła się nieznacznie, gdy zlustrowała mnie wzrokiem.
-Czterdzieści dziewięć kilogramów -powiedziałam bez zająknięcia.
Pielęgniarka wstała z krzesła i podeszła do szafy, z której wyciągnęła biały masywny przedmiot.
Waga.
Ostatni raz stanęłam na niej pół roku temu i wskazywała mniej niż powiedziałam minutę temu, ale jestem pewna, że znacznie przytyłam przez pomieszkiwanie u Nialla. Obiady z nim mi nie służą.
-Chodź i zważ się, nie mamy całego dnia -powiedziała kobieta kładąc wagę obok kozetki.
Stanęłam naprzeciw urządzenia.
Jedna stopa, druga stopa i wzrok utkwiony w białej ścianie.
Teraz albo nigdy, grubasie. Spojrzyj w dół. Spojrzałam.
42,3 kg -powiedziała waga.
Zaczęło mnie mdlić i okropny smak kwasu przeżarł moje gardło. Dużo, dużo, dużo, za dużo.
Jednak teraz muszę zachować trzeźwy umysł.
Kobieta spojrzała na mnie.
-Cóż, to dość... niepokojąca waga. Będę musiała powiadomić o tym twojego opiekuna prawnego. - zawiadomiła mnie pielęgniarka.
Właściwie to spodziewałam się pouczającej gadki, dyrektora, psychologów żywieniowych, nie jest źle. tak, tylko tata raczej nie powinien się dowiedzieć. Elizabeth dostałaby szału. Jakim cudem anorektyczka może mieszkać pod jej dachem?! To niedorzeczne.
-Możesz podać mi numer do twojego ojca? - zagadnęła.
Myślałam, że mają to wszystko pozapisywane, ale najwyraźniej nie mają.
Wyjęłam telefon i włączyłam listę kontaktów.
- 754 962 734 - podyktowałam, a kobieta zapisała to na samoprzylepnej karteczce, którą doczepiła do mojej karty.
-Dziękuję, Leno. Możesz już wracać na lekcję.
-Do widzenia. - mruknęłam i wyszłam za drzwi.
Podałam jej numer Nialla.
----------------------------------------------------------
Cześć! Jak wam życie mija?
Już się nie będę tłumaczyła dlaczego tak długo nie było rozdziału, to i tak nic nie da.
Mam jednak nadzieję, że ten wam się spodobał, chociaż to takie flaki z olejem.
Podoba wam się nowy wygląd?
UWAGA!!!
Uroczyście ogłaszam, że paring Nialla i Leny nazywa się Liall!!!
Widziałam tam też propozycje Neli, ale Liall zwyciężył. Mamy demokrację.
Czy ktoś już shipuje Lialla?
Kamila (Pointless).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata | WioskaSzablonów
crazykira-resources | LeMex
ShedYourSkin | ferretmalfoy
masterjinn | colourlovers
FallingIntoCreation