Pamiętaj, aby mieć nogi zawsze na ziemi.

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 26

Edytuj post 4 komentarze
     Tata nie miał nic przeciwko, abym pozostała poza domem do czwartku, ale poprosił, abym przyszła do domu w poniedziałek. Zgodziłam się, bo miał załamany głos i nie potrafiłam mu odmówić. Więc równo o 14 użyłam swoich kluczy, aby wejść do mieszkania Elizabeth i mojego ojca. Skierowałam się najpierw do mojego pokoju, zanosząc tam jeden z wielu kartonów z moimi rzeczami z domu Nialla, aby potem było tego mniej. Od razu potem poszłam do pokoju Maddie, dawno się z nią nie widziałam, od trzech dni nie dzwoniła do mnie na Skype ani na telefon, co było dość dziwne. Ale jej pokój był pusty, idealnie posprzątany, jakby nie ruszany. Zamknęłam drzwi i dziwiąc się zeszłam na dół, przywitałam się z resztą rodziny i od razy spytałam tatę, gdzie jest Maddie.
-Właśnie o tym chcieliśmy z wami porozmawiać. - zaczął chrząkając. - Usiądźcie. - poprosił.
Razem z moim bratem usiedliśmy na krzesłach przy stole, a Elizabeth stanęła obok mojego taty.
-Maddie zmarła w sobotę. - oznajmił nagle mój ojciec.
To był żart.
To nie mogła być prawda.
Przecież jeszcze kilka dni temu widziałam jej uśmiechniętą twarz na ekranie monitora, słyszałam jej głos w słuchawce telefonu. Mówiła, że czuje się lepiej.
Patrzyłam z szokiem na twarz mojego taty, gdy kontynuował:
- Wykryto u niej raka. Ale już było za późno. Przerzuty na wszystkie narządy, leczenie nie miałoby sensu, dlatego przez te miesiące po prostu zapewniliśmy jej spokojne, godne odejście z tego świata, bez stresu, odeszła z uśmiechem na twarzy, we własnym domu, w swoim łóżku, przez sen, nie cierpiała. - powiedział ze spokojem, podczas gdy Elizabeth zalewała się łzami.
To było dla mnie za dużo.
Sama nie wiem, kiedy zaczęłam płakać, potem krzyczeć i chciałam pobić mojego ojca za to, że nie pozwolił nam się pożegnać, że nic nie mówił, że nie dał nam z nią być. Nie wiem kiedy wstałam z krzesła i zamachnęłam się na niego, ani jak Colin wziął mnie na ręce i zaniósł na górę, ignorując moje rzucanie się. Wiem, że po chwili leżałam w łóżku, w jego ramionach i płakałam jak małe dziecko w jego starannie wyprasowaną koszulę. Nagle Colin uniósł się do pozycji siedzącej, a ja za nim. Poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce. Rozpoznałam Nialla, który zabierał mnie z ramion mojego brata w swoje własne. Wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową i po chwili uspokoiłam płacz, ciasno zaciskając jego koszulkę w swoich pięściach. Wyniósł mnie tak z domu, po drodze słyszałam jak dziękuję Colinowi, a potem żegna się z moim ojcem. Usadził mnie na przednim siedzeniu, zapiął pasy, a ja natychmiast skuliłam się w kłębek, opierając rozgrzane czoło na zimnej szybie. Nie chciałam widzieć, nie chciałam czuć, nie chciałam żyć. Chciałam zakopać się pod kołdrą i czekać aż skończy mi się powietrze, udusić się tam i już nie otwierać oczu nigdy więcej.
To nie było w porządku.
Nic nie było tak jakie być powinno.
Nie potrafiłam to uwierzyć.
Moja malutka Maddie. Moja malutka siostrzyczka, tak radosna i beztroska.
Z ta swoją głupotą i wrednym uśmiechem.
Tak bardzo ją kochałam.
I akurat wtedy, wtedy kiedy wszystko zaczynało się układać, gdy stałyśmy się przyjaciółkami, gdy ją pokochałam.
Odeszła. A mi pozostało wyblakłe wspomnienie jej śmiechu, jej święcących się oczu. To wciąż było świeże, przecież rozmawiałam z nią kilka dni temu. Wciąż słyszałam jej głos w moich uszach, wciąż widziałam jej twarz. Dlaczego mi nic nie powiedziała. Byłabym tam, przytuliłabym ją ten ostatni raz, zobaczyła bym ten uśmiech na żywo, nie poprzez monitor komputera. A teraz pozostaje mi pożegnanie jej na jutrzejszym pogrzebie.
Cały dzień byłam w ramionach blondyna, mamrocząc, że była zbyt młoda, zbyt radosna i pełna marzeń, że to ja powinnam odejść. Nie chciałam słuchać jego słów pocieszenia, chciałam tylko umrzeć, być z nią, sprawić, aby Bóg zmienił zdanie i zabrał mnie zamiast jej. Chciałabym ją uratować, wynaleźć jakiś lek, cokolwiek. Zrobiłabym wszystko, aby Maddie wróciła, nie chciałam już nigdy więcej otwierać oczu. Byłam obojętna na kołysanie Nialla, na to jak wsadził mnie pod prysznic, delikatnie myjąc moje ciało, podczas gdy ja tylko stałam, jak ubierał mnie w piżamę, a potem położył do łóżka, po chwili sam do mnie dołączając, przyciągając moje ciało do jego. Chciałam już na zawsze tak zostać w tym łóżku.
Ale następnego dnia wstałam z łóżka, zostawiając pocałunek na czole Nialla. Poszłam do sklepu, a on zastał mnie w kuchni, gdy robiłam śniadanie jak każdego ranka. I choć serce nadal bolało, to było mi lżej, gdy blondyn lekko, z troską pocałował moje usta. I wiem. Mimo, że serce Maddie stanęło, to mój czas jeszcze nie i muszę go wykorzystać. Ona tego chciała. Nie chciała byśmy przejmowali się nią przez kilka miesięcy, gdy umierała. Nie chciała marnować naszego czasu. I ja spełnię jej życzenie.
    Jej twarz była uśmiechnięta, gdy leżała w trumnie. I nigdy nie byłam nikomu tak bardzo wdzięczna jak wtedy, gdy Niall podtrzymał mnie, bym nie zemdlała. Bo nie ma na świecie gorszego dźwięku od tego, gdy trumna z kimś bliskim dotyka ziemi. Bez niego nie przeżyłabym tego po raz trzeci z tak poszarpanym sercem.
    We wtorek jeszcze było kiepsko, wciąż widziałam ją w swoim umyśle, chociaż udawałam, że wszystko jest okej, a Niall nie naciskał, nie starał się ze mną porozmawiać, nie oczekiwał, że wyrzucę wszystkie moje uczucia i zacznę być szczęśliwa, chociaż od kilku lat taka nie byłam. Ale w środę wstałam z uśmiechem i nowym nastawieniem. Bo Maddie napisała mi w liście, który przekazał mi ojciec, tylko jedno zdanie: ''Moim jedynym marzeniem jest, abyś wreszcie się podniosła, znalazła szczęście i sens w życiu, potrafiła czasami oderwać nogi od ziemi.'' Więc postanowiłam tak zrobić. Zresztą sama jestem już zmęczona byciem przygnębionym, smutnym, zakompleksionym. Dlatego obudziłam pocałunkiem jedyną osobę, która może mi pomóc wyjść z depresji i anoreksji. I po raz pierwszy od wielu lat pozwoliłam ponieść się szczęściu i uśmiechowi, gdy zobaczyłam niebieskie tęczówki naprzeciw swoich i mruknięcie: ''cześć skarbie'' z różowych ust Nialla.

poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 25

Edytuj post 5 komentarzy
    Okazało się, że nie jestem wystarczająco kompetentna, aby prowadzić wózek. Ciągnęłam się więc za Niallem, wrzucając produkty, o które mnie poprosił. Czułam się trochę jak niegrzeczne dziecko i miałam wrażenie, że chłopak zaraz mnie posadzi w siodełku dla dziecka, w które był wyposażony wózek. Była niedziela, zima chyliła się ku końcowi, spod śniegu wystawały malutkie przebiśniegi, słońce wyciągało promyki zza chmur, delikatnie ogrzewając jeszcze zimne powietrze. Mieszkam już u Nialla 2 miesiące i zaczynałam mieć co raz większe wyrzuty sumienia.  Nie słuchałam się matki. Minął tydzień od naszego wypadu nad morze, a ja nie zrobiłam kompletnie nic, aby oddalić się od Nialla. Właściwie robiłam wszystko, aby osiągnąć wręcz przeciwny efekt. Zasypiałam z nim w jednym łóżku, pozwalałam na pocałunki i przytulenia, nie odsuwałam się, kiedy obejmował mnie ramieniem, a co najgorsze, zaczynałam jeść. Nie mówię, że wróciłam do obżerania się ile wlezie. Czasami zjadłam całą bułkę, zamiast pół. Kiedy indziej wypiłam kakao zamiast gorzkiej kawy lub zielonej herbaty. Te małe rzeczy sprawiały, że czułam się źle sama ze sobą. Przytyłam 3 kg przez te 2 miesiące i chciałam wrócić do domu ojca, aby zakopać się pod kołdrą i zrzucić co najmniej 5 kg. To pewnie stąd ten przypływ szczęścia, gdy zadzwonił do mnie w sobotę rano i powiedział, że w poniedziałek powinnam już wrócić do domu. Nigdy nie spodziewałam się, że perspektywa bycia z ojcem, tą przebrzydłą Elizabeth w tym cholernym domu kiedykolwiek mnie ucieszy, ale jednak doczekałam się tego momentu. Szkoda, że nie w taki sposób, w jaki bym pragnęła.
   Oczywiście pozostawał mi obowiązek powiedzenia o tym Niallowi. Na początku myślałam, że nie dam rady tego wykrztusić. Ale szczęście wyjątkowo uśmiechnęło się do mnie tego dnia, bo Niall powiedział, że od czwartku startują z nową trasą koncertową, zaczął coś o tym, że oczywiście mogę u niego zostać, na co ja szybko mu przerwałam mówiąc, że nie ma takiej potrzeby, bo wyprowadzam się w poniedziałek. Nie patrzyłam na jego reakcję, tylko wstałam natychmiast od stołu, zgarniając nasze talerze po obiedzie. Cieszyłam się na perspektywę następnych miesięcy. Wrócę do domu, gdzie chyba wszyscy dadzą mi święty spokój, odetnę się od Nialla, wszystko wróci do normy. Dalej będę chudła, dalej będę się załamywała i powrócę do przykazania mojej mamy. Abym trzymała nogi na ziemi.
   Kolejka ciągnęła się w nieskończoność. Przysięgam, że staliśmy tam z pół godziny. Nareszcie udało nam się wyjść ze sklepu i wpakować zakupy do bagażnika. Ruszyliśmy do domu. Lubiłam jeździć z Niallem autem, kiedy on prowadzi. Czułam się wtedy spokojna i bezpieczna. Niall prowadził samochód bezpiecznie i pewnie, nie wyprzedzał na ostatni moment, nie jeździł zbyt szybko. Nie mówię, że wlókł się za wszystkimi jak ślimak, ale nie popisywał się i był ostrożny. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa na tyle duże, że po chwili zasypiałam, opierając głowę o szybę.
    Jak zwykle zostałam obudzona przez Nialla. Otworzyłam zaspane oczy i zauważyłam, że wcale nie jesteśmy na podjeździe jego mieszkania. Nie, byliśmy w tym samym miejscu co tydzień wcześniej. Znowu owiał mnie morski wiatr i głęboko zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Z pomocą Nialla wyszłam z samochodu. Tym razem nie zostaliśmy na klifie, tylko wybraliśmy się na długi spacer wzdłuż brzegu. Rzadki las okalał nas z każdej strony. Dążyliśmy cichą, wąską ścieżką, między nami nasze splecione dłonie i lekka rozmowa przeplatana chwilami milczenia.
   Wtedy to do mnie doszło.
To był koniec.
Tak po prosu.
Mój piękny sen o szczęśliwym życiu z blondynem właśnie dobiegał końca i szare plamy rzeczywistości zaczęły się przedzierać na kolorowe marzenia.
Wracam do domu ojca. Niall wyjeżdża w trasę. Może przez tydzień uda się nam utrzymać kontakt, potem on będzie zbyt zajęty, aby do mnie zadzwonić, a ja ni będę miała tyle odwagi. Co ja sobie w ogóle myślałam?
Miałam nadzieje, że co? Że Niall będzie niczym przystojny książę na biały rumaku, który przyjedzie zawsze, gdy jego księżniczka będzie w niebezpieczeństwie? Jaka ja byłam naiwna! Przecież tu nie będzie żadnego: ''żyli długo i szczęśliwie''. Tutaj zostanie tylko: ''a książę żył długo i szczęśliwie, podczas gdy księżniczka została tą samą grubą, samotną, naiwną dziewczyną bez perspektyw''. Jestem taka żałosna... To koniec. Niall nigdy nie chciał mnie tak na prawdę w ten sposób. Było mu mnie żal, zaślepił się dobrym sercem, które chce każdemu pomóc. Ale on teraz wraca do rzeczywistości. Z powrotem będzie sławnym Niallem Horanem, przestanie być moim Ni. Spotka ładniejsze dziewczyny, bardziej warte jego uwagi i o mnie zapomni. Nawet jeśli nie...
My nie pasujemy do siebie. No bo co ja mam robić przy nim?
Jestem brzydką, nudną, zakompleksioną dziewczyną, która ma więcej blizn niż znajomych. A on jest sławnym na całym świecie, przystojnym i zabawnym piosenkarzem, który może mieć dosłownie każdą. Nie pasuję do jego świata, byłabym tam dziwakiem, osobą, o której szepczą słowa jak; ''o znowu przyprowadził tą głupią zdzirę''. Nie chcę być tym kimś. Nie chce psuć jego reputacji. Nie mogę. On to też sobie uświadomi i zostawi mnie ze złamanym sercem. Nie pozbierałabym się po tym. Nie dałabym rady. Byłam taka głupia chcąc zastąpić oczy mojej mamy tymi Nialla. One nigdy nie były takie same. W oczach mamy zawsze była troska, radość, spokój, cierpliwość i miłość. I w Nialla oczach mogę znaleźć to samo, tylko że tam jest jeszcze kilka rzeczy. Mogę tam zauważyć sławę, porywczość, zazdrość i coś, co sprawia, że chcę oderwać nogi od ziemi. I choć to wszystko jest pod zasłoną oczu mojej mamy, ich koloru i wyrazu, to pod spodem są te rzeczy, które tak bardzo nas różnią. I choć mogłabym się pogodzić ze sławą i zazdrością, to ta porywczość mnie przeraża. Strach oblewa mnie na samą myśl, że Niall znowu podniesie na mnie głos. A mamie obiecałam, że nigdy nie oderwę nóg od ziemi. Nie pasujemy.
   Podziękuję Niallowi najlepiej jak umiem, a potem zostanę u siebie, on wróci do swojego życia. Nie mam zamiaru tworzyć większej ilości złamanych serc. Nie teraz.
Czas mija nam bardzo szybko i sama nie wiem, kiedy jesteśmy w domu, pakujemy moje rzeczy i w końcu kończymy na spakowaniu ostatniej torby z moimi rzeczami do bagażnika auta Nialla. Dyszymy ciężko i moje plecy na prawdę krzyczą, kiedy wreszcie opadam na fotel, rozluźniając mięśnie. Widzę jak Niall krzywi się, kiedy kładzie się na plecach na kanapie obok i wcale się mu nie dziwie. Przeniósł o wiele więcej niż ja i na dodatek to on wyciągał rzeczy z dolnych półek, więc przez 80% czasy był nachylony. Czuję się winna, więc wstaję z jękiem i każe mu położyć się na brzuchu. Marszczy brwi, ale posłusznie przewraca się na kanapie. Wygodnie siadam na jego tyłku i podciągam jego koszulkę do góry. Zaczynam masować dół jego pleców, w zamian dostając kilka pomruków przyjemności. Wydaje mi się, że rozmasowałam wszystkie z napiętych mięśni, więc spontanicznie całuję jego plecy między łopatkami, po czym zaskoczona własnym czynem szybko chcę wstać, ale powstrzymują mnie ręce Nialla na moich biodrach. Nie wiem jakim cudem tak szybko zdołał się obrócić na plecy, ale w ciągu sekundy leżę na jego klatce piersiowej. Nasze ciała ciasno przylegają do siebie, nie mogę wstać, bo ramiona Nialla silnie oplatają moją talię. Wiem, że jestem na przegranej pozycji, chłopak jest o wiele bardziej silny, a mimo wszystko czuję się bezpieczna. Wiem, że w razie co wystarczy słowo, aby mnie puścił. Układam się wygodniej, głowę układając przy jego szyi wdychając lekki zapach jego perfum zmieszany z proszkiem do prania i nim samym. Lubię ten zapach.
Zostało mi zaledwie kilka godzin z Niallem i chce je zapełnić jak najbardziej nim. Pogodziłam się z tym, że nasze drogi się rozejdą, więc chce jak najbardziej wykorzystać te ostatnie chwile. Warto je zapełnić miłymi wspomnieniami. Może za kilka lat będę miała uśmiech na twarzy wspominając swoją pierwszą, nieszczęśliwą miłość.
-Lena? - jestem już na granicy snu kiedy słyszę głos blondyna.
Zauważam, że zawsze gdy Niall jest w pobliżu mogę zasnąć w kilka sekund.
-Hmm... - mruczę do jego szyi, zmuszając swoje ciało do rozbudzenia się.
Wciskam nos głębiej w zagłębienie przy jego szyi. Jest mi ciepło i przyjemnie i jak najszybciej chcę powrócić do snu.
-Zostaniesz ze mną do czwartku? - jestem zaskoczona pytaniem Nialla.
Gwałtownie się rozbudzam, podnosząc głowę do góry, Niall momentalnie oblewa się rumieńcem i widać, że jest mieszany.
Patrzę się uważnie na niego, szybko rozważając  za i przeciw.
   Z jednej strony miałam się od niego odciąć, uciec już jutro i zakończyć tą historię omijając część ze złamanym sercem, a z drugiej strony... Mogę tu zostać jeszcze te cztery dni, a potem pożegnać go na lotnisku, całkiem oficjalnie, zamknąć ten rozdział grubą kreską, nie przejmując się tym, że zaczynamy się oddalać, czy jego prośbami o wytłumaczenie, dlaczego od niego nie odbieram.
Już mam otwierać usta, kiedy Niall zaczyna głupio się tłumaczyć:
-Bo... Cholera, nie mogę się pogodzić, że zaraz się rozstaniemy... i ja... ja nie chcę, żebym potem, cholera, Lena po prostu chcę cię mieć najbliżej jak mogę, póki... - wiem, co chce powiedzieć.
Wiem, bo sama czuję to samo. Też chcę wykorzystać ten moment jak najbardziej, póki mogę, bo potem nasz związek (o ile mogę to tak nazwać) będzie tylko wspomnieniem.
-Ni, jest okej. Zostanę tu, aż wyjedziesz, spokojnie. - mówię, a jego twarz natychmiast rozjaśnia uśmiech.
-Dziękuję, Lenka. Bo wiesz, po prostu łatwiej będzie się pożegnać na lotnisku ze świadomością, że za parę miesięcy ty tam będziesz stała czekając na mnie, niż żegnać się już teraz, a potem nie mieć odwagi, aby do siebie zadzwonić. - Niall szepcze, a ja blednę.
Och, więc jednak nie myśleliśmy o tym samym. Posyłam mu niemrawy uśmiech i podnoszę się, kierując w stronę kuchni. Blondyn mnie nie zatrzymuje.
-Lena, będziesz tam, aby mnie przywitać? Zostaniesz w moim życiu, prawda? - przystaję i ciężko przełykam ślinę.
Jak on niczego nie rozumie...
-Zrobię kolację. - mówię tylko i szybko wchodzę do kuchni. Nie czuję jego kroków za sobą, więc jestem spokojna.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 24

Edytuj post 2 komentarze
    Za każdym razem, gdy czytałam jakąś książkę zastanawiałam się nad tym, dlaczego te głupie dziewczyny tak łatwo poddają się chłopcom. Dlaczego nie powiedzą im ''nie'' i po protu se pójdą, żegnając ich środkowym palcem. Ale teraz je rozumiem. Bo to wszystko nie jest takie łatwe.
    Nie miałam pojęcia, gdzie jedziemy. Siedziałam tylko na fotelu pasażera, opierając głowę o szybę. Kolejne krajobrazy migały mi przed oczami, ale to nie miało większego znaczenia. Niall zatrzymał się przy jakimś supermarkecie i kazał mi zaczekać w aucie. Umówmy się, nie chciałam tu być. W ogóle nie chciałam kiedykolwiek być, wolałabym teraz leżeć w łóżku, lub żeby wcale mnie nie było. Ale siedziałam w tym przeklętym, drogim samochodzie i czekałam na tego sławnego blondyna, który powoli całkowicie wypłukuje ze mnie resztki racjonalnego i zdrowego myślenia. Ale czego ja spodziewałam się po relacji zaczynającej się na ratunku mnie przed samobójstwem. Niedoszli samobójcy rzadko kiedy darzą sympatią swoich wybawców (no chyba, że wyzdrowieją), ale ja nawet nie miałam pretensji do niego. Te małe chwile z nim, niezależnie jak bardzo ich nie chciałam, napawały mnie nadzieją i spokojem.
    Niall nie wracał. Minęło już 40 minut, ja przeleciałam wszystkie stacje radiowe i przejrzałam od nowa moją galerię w telefonie, ale Nialla wciąż nie było. Postanowiłam go poszukać. Pociągnęłam za klamkę drzwi i naparłam na nie ramieniem, ale w tym samym momencie usłyszałam jak wszystkie zamki zamykają się i zostałam uwięziona. Zamknął mnie od środka. Wszystko wszystkim, ale nigdy nie spodziewałam się, że mnie zwyczajnie uwięzi.Opadłam na fotel i z powrotem zajęłam się jakąś głupią gierką w moim telefonie. Po dziesięciu minutach usłyszałam szczęk zamka w bagażniku, a chwilę potem poczułam powiew wiatru na karku. Blondyn wsiadł do auta.
- Chciałaś wyjść. - skomentował natychmiast.
- Nie było cię 40 minut, trochę się martwiłam. - byłam raczej poirytowana, ale niech se myśli.
- Były długie kolejki. - krótko odpowiedział.
Nie chciałam się kłócić, jeśli już mam spędzić z nim czas, niech to będzie miłe. Po za tym wciąż nawiedzał mnie obraz zezłoszczonego Nialla, a nie chciałam ponownie tego przejść, więc postanowiłam ugryźć się w język i nic nie odpowiadać.
    Zasnęłam. Spokojna jazda, ciche dźwięki radia i poczucie bezpieczeństwa, które w jakiś dziwny sposób zapewniała mi obecność blondyna, ukołysały mnie jak matka malutkie dziecko. Dawno dobrze się nie wyspałam, więc byłam na prawdę zła, kiedy ktoś bezceremonialnie zaczął mnie wybudzać z moejej drzemki.
-Lena, dalej wstawaj. - głos Nialla przebijał do mojego umysłu.
Leniwie otworzyłam oczy. Słońce świeciło wysoko na niebie, delikatny wiatr orzeźwiał skórę, zapach morza przenikał przez płuca. Skorzystałam z dłoni, którą zaoferował mi blondyn i wyszłam na polanę na klifie, skąd rozciągał piękny widok na ocean.
   Dawno nie byłam w tak urokliwym miejscu. Właściwie bardzo rzadko bywam w jakichkolwiek miejscach oprócz szkoły i domu. Pamiętam jak byłam mała i mama z tatą zabierali mnie nad morze. Siedzieliśmy całymi dniami na plaży, słońce świeciło, piach rozprzestrzeniał się po kocach, a potem docierał nawet do bułek z serem, ale nikomu to nie przeszkadzało. To była pełna beztroska, radość, coś, co bezpowrotnie utraciłam po odejściu ojca. Pełna rodzina razem. Kiedy zabrakło ojca, nie miałyśmy tyle czasu, mama musiała wciąż pracować, aby była w stanie mnie utrzymać, ale po pewnym czasie, gdy wszystko już było uporządkowane wracałyśmy w to miejsce we dwie. Byłam już starsza, leżałyśmy na ręcznikach, słońce pieściło naszą skórę, naprzemiennie czytałyśmy książki i rozmawiałyśmy o głupotach. I nagle tego zabrakło. Prysło jak bańka mydlana w momencie, gdy zadzwonili do mnie ze szpitala. W głowie widzę białe korytarze, którymi pędziłam na ostatnią rozmowę z mamą i momentalnie zbierają mi się łzy w oczach.
-Lena? Co się dzieje? - słyszę głos Niala i natychmiast wracam na ziemię.
   Wyrwana z przemyśleń tracę orientację w tym, co się dzieje. Nie wiem gdzie jestem, kim jest osoba, która trzyma moją rękę, a nawet zna moje imię, jak się znalazłam w tym położeniu.
   Spokojnie, od początku, od początku.
   Mam na imię Lena, jestem z Polski, mama i babcia nie żyją, mieszkam u ojca w Londynie, który mnie zostawił, jestem tu z Niallem, który uratował mi życie. Wszystko jest w porządku, jestem bezpieczna.
   Od śmierci matki, gdy pogrążam się w myślach i ktoś mnie z nich wyciągnie tracę orientację. Muszę sobie przypomnieć najważniejsze fakty i wracam do normy.
-Wszystko w porządku. Zamyśliłam się, przepraszam. - zwracam się do Nialla i próbuję go uspokoić uśmiechem, ale wychodzi mi tylko jakiś krzywy uśmiech.
   To raczej nie zadowala chłopaka, ale daje mi spokój. Zamyka auto, przedtem zabierając wszystkie pakunki z bagażnika. Wraca do mnie i łapie mnie za dłoń, splątując nasze palce. Nie cofam dłoni. Wspólnie rozkładamy wielki koc, wyciągamy trochę jedzenia (nie ma tego zbyt wiele, Niall pamiętam, że raczej nie jem), Siadamy obok siebie, w ciszy patrząc na ocean obijający się o klify, na linie horyzontu i statki pływające w oddali. Koniec końców leżymy razem, opieram głowę na ego klatce piersiowej, a on delikatnie głaszcze moje włosy, toczymy niezobowiązującą gadkę o wszystkim i niczym, na polanie oprócz nas nie ma nikogo. Przez te chwile znów czuje się beztrosko i bezpiecznie jak za czasów dzieciństwa, czuję się wolna i jakby nikt nigdy nie mógł mi tego odebrać Zapada chwila ciszy, która nie jest dla nas w żaden sposób niezręczna. Przerywa ja Niall.
-Lena? - pyta cicho niepewnym głosem.
Mruczę tylko cicho w odpowiedzi na potwierdzeni, że g słucham.
-Ja... Dlaczego właściwie chciałaś się wtedy zabić?
   To pytanie uderza mnie w prawie że fizyczny sposób, czuje się jakby ktoś przywalił mi młotem pneumatycznym w tył głowy, ból roznosi się od czaszki przez całe ciało, przez co cierpią nawet moje paznokcie u stóp i końcówki włosów. Znowu czuję się tak jak kiedy biegłam przez korytarze szpitala, tak samo, kiedy stałam na pogrzebie mojej babci, gdy w ciemny wieczór rozbiłam butelkę i planowałam swoją śmierć, a Niall na to nie pozwolił. Moje ciało zaczyna się trząść.
   Niall reaguje niemal natychmiast.
   Chłopak gwałtownie wstaje, tym samym unosząc mnie, wciąga na swoje kolana i przytula do swojego ciała. Pomimo tego, co w kółko próbuję sobie wmówić te ramiona mnie uspokajają i sprawiają, że czuję potrzebna, kochana i bezpieczna. Wiem, że to tylko złudzenie, pomimo wszystko to bardzo miłe złudzenie, więc tulę się mocniej do blondyna, prawie całkiem eliminując jakąkolwiek przestrzeń między nami.
-Nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz, do niczego cię nie zmuszam. Przepraszam. - Niall coś tam jeszcze nerwowo szepcze mi do ucha, ale już go ie słucham.
W głowie mam tylko to, że jestem mu winna chociaż to. Chociaż głupie wyjaśnienia i słowo ''dziękuje''. To nie dużo, on na to zasługuje, dużo dla mnie poświęcił, a mimo to to dla mnie bardzo trudne. Jednak udaje mi się otworzyć usta.
-Byłam zrozpaczona. - głos Nialla momentalnie milknie, słucha mnie z uwagą. - Najpierw ojciec mnie porzucił, straciłam mamę i babcię i musiałam przeprowadzić się z domu do mojego ojca, który mnie nie che. Trafiłam w sam środek szczęśliwego, małego piekła pełnego różowego, uroczego potworka, idealnego syna, Idealna rodzina. Pracowity ojciec z rozwijającą się firmą, matka dbająca o dzieci, nikt mnie tu nie chciał. Akceptowali mnie, bu musieli.  Czułam się obca, tęskniłam za prawdziwym domem, zapachem perfum mojej mamy i ciastek mojej babci. Tutaj czułam tylko zapach tego tandetnego odświeżacza powietrza. W tym domu nie było ciepła, czułości, której potrzebowałam, aby się pozbierać. Był wieczór, starałam się uczyć, ale Maddie nic, tylko w kółko podkręcała głośność muzyki z wieży. Byłam wtedy na granicy załamania, czułam się niechciana, brzydka, gruba i nikomu nie potrzebna. Nie mogłam nawet w pokoju zająć się czymś tak przyziemnym jak nauka. Nie wstrzymałam i wyszłam z domu, aby od tego uciec, ochłonąć. trafiłam do parku, położyłam się na ławce i palcami natrafiłam na szklaną butelkę... - mój głos się załamuje, Niall przyciska mnie mocniej, wplata palce między kosmyki moich wypłowiałych włosów. Potrzebuję chwili na uspokojenie się. - Myślałam o tym wcześniej, ale nigdy w tak realistyczny sposób. To był moment, chwila, abym podjęła decyzję. Rozbiłam butelkę i po prostu zaczęłam rozrywać nią skórę, potem przyszedłeś ty i... resztę znasz. - rozklejam się na dobre.
   Nie wiem ile czasu cicho łkam w koszulkę Nialla, ale całe jego ramię jest mokre od moich łez. Przez chwilę rozważam powiedzenie mu o tym, że ma oczy mojej mamy, ale utwierdzam się w przekonaniu, że to nie jest dobry plan. Uspokajam się, a on jeszcze przez chwilę kołysze mnie w swoich objęciach. W końcu odsuwamy się od siebie, ale Niall nie pozwala mi zejść ze swoich kolan. Łapie mnie lekko za nadgarstek i patrzy mi w oczy, szukając choć cienia strachy. Pozwalam mu na podsunięcie materiału koszulki. Naszym oczom ukazują się szlaczki z blizn, prawdziwy labirynt, ale te najświeższe są mocniej widoczne. Grubsze, bardziej poszarpane, wciąż zaczerwienione. Patrzę i czuję jak składa pocałunki na każdej z nich, a potem nachyla się i opiera swoje czoło o moje, nasze nosy ocierają się o siebie, aż w końcu pozwalam mu się pocałować. To bardzo delikatny, czuły pocałunek, czuję jego prawą dłoń na mojej tali, lewa wciąż delikatnie okala mój nadgarstek, aż zsuwa się do dłoni i splatamy palce razem. Nasze usta prawie się nie poruszają, po prostu przyciskamy je do siebie, ale w tym momencie to nam w zupełności wystarcza. Mimo ciężkich chwil ludzie na prawdę otaczali mnie troską. Czułam ją od babci, cioci, mamy, kiedyś nawet taty. Ale nigdy nie dostałam jej tak wiele jak teraz. Nie ma tutaj niż z namiętności czy pożądania. W tym prostym dotyku jest miejsce tylko na troskę, czułość, wzajemne zaufanie, ciepło, bezpieczeństwo i bliskość. Nie mam pojęcia ile trwa nasz pocałunek. Może to było 30 sekund, może 30 minut. Jednak po nim w milczeniu rozplątywujemy się ze swoich ciał, zbieramy wszystko i wsiadamy do auta.
   Kiedy podjeżdżamy na podjazd sprawdzam godzinę i z paniką stwierdzam, że albo za 10 minut wyjdę na zajęcia, albo się spóźnię. Zaczynam gorączkowo układać jakieś wytłumaczenie dla Nialla, kiedy on mnie wyręcza, tłumacząc, że musi coś jeszcze załatwić i w domu będzie dopiero po 20. Cóż, nie będę płakać. Wysiadam z auta i nawet macham Niallowi na pożegnanie, a następnie wbiegam jak szalona na górę biorę farby, płótno i pędzle dostanę tam i pędzę na autobus. Na szczęście zdążam na czas i do godziny 19 siedzę w studiu i maluję jak szalona. Na pierwszych zajęciach mamy namalować coś od siebie, na ma wyznaczonego tematu. Wreszcie mogę się uwolnić, dać upust emocjom. Kończąc odsuwam się od płótna i spoglądam na nie z daleka. Ku mojemu zdziwieniu widzę parę wtulającą się do siebie na kocu, za nimi rozciąga się widok wzburzonego oceanu. Nie muszę się zastanawiać, żeby wiedzieć, że namalowałam dzisiejsze wydarzenie. na szczęście nie widać twarzy, więc odstawiam płótno w wyznaczonym miejscu, pakuje farby, myję pędzle i wracam do domu. Dosłownie udaje mi się zdjąć buty i wejść do kuchni, gdy słyszę jak ktoś wchodzi do mieszkania i słyszę głos Nialla nawołujący mnie z przedpokoju. Idę do niego, a on podaje mi karton jeszcze gorącej pizzy i prosi, abym przełożyła to na jakiś talerz, sam znika w łazience. Kawałki pizzy lądują na dużym talerzu i zastanawiam się od kiedy Niall przejmuje się takimi rzeczami, zazwyczaj je z pudełka. Nie pytam jednak. Podaję mu talerz, a on całuje mnie lekko w policzek, a potem zatapia się w kanapę, opierając plecy i podłokietnik, co oznacza, że mam usiąść w ten sam sposób z drugiej strony. Nasze nogi splątują się ze sobą, ale nie przeszkadza to nam. Gadamy o jakiś bzdurach. podczas, gdy Niall je i jak zwykle zatrzymuje się na ostatnim kawałku i podaje mi talerz z nim. Nie jestem zdziwiona. Zawsze zjada całość zostawiając mi ostatni kawałek. Zawsze udaję że jem, w rzeczywistości wypluwając to, co miałam w buzi z powrotem do pudełka, a przed nakryciem chroni mnie górna część pudełka, którą układam tak, że zakrywa mi usta. I wtedy dochodzi do mnie dlaczego poprosił tym razem o talerz. Przejrzał mnie. Dalej gada coś od rzeczy, zachowując się jak gdyby nigdy nic, ale dla mnie to wydarzenie było straszne. Właśnie zmusił mnie do zjedzenia całego kawałka tej tłustej, niezdrowej pizzy z błyszczącym, topionym serem, na grubym, kalorycznym cieście. Jeden kawałek pewnie pokrywa tygodniową dawkę mojego przedziału kalorycznego. Zalewa mnie zimny pot, wiem, że Niall nie odpuści, ale sama też nie jestem głupia. Ledwo zjadam cały kawałek, każdy kęs staje mi w gardle. Gadamy jeszcze przez chwilę i zauważam, że jest już 22, mówię, że idę wziąć prysznic i zaraz wracam. Niall postanawia zrobić to samo. każdy z na ma łazienkę w swoim pokoju, więc to nie problem. Cieszę się z tego obrotu spraw, lejąca się woda skutecznie zagłuszy moje wymioty. Czekam, aż usłyszę strumień wody z łazienki Nialla, sama włączam swój prysznic, ale nie wchodzę tam, tylko sprawnie wywołuję wymioty, spuszczam wodę w toalecie, biorę najszybszy prysznic jaki potrafię, porządnie szoruję zęby i wracam na dół. Niall właśnie ułożył koce i poduszki na podłodze i chyba szykuje się kolejny seans filmowy. Pomagam mu dokończyć i wsuwamy się pod jeden, ogromny, cieplutki koc. Niall obejmuje mnie ramieniem i przestało mi to nawet przeszkadzać. Nie jesteśmy nawet w połowie filmu, gdy oboje stwierdzamy, że jesteśmy zmęczeni wydarzeniami dzisiejszego dnia. Wstajemy, postanawiamy ogarnąć poduszki jutro i już mam stawiać stopę na pierwszym schodku, gdy tracę grunt pod nogami. Niall wziął mnie na ręce i ignorując moje protesty stawia mnie dopiero przy ścianie między drzwiami do naszych pokoi. Całuje mnie w czoło i szeptem pyta, czy pójdę z nim spać. Kiwam głową i chwilę potem leżymy w jego łóżku, ciasno przytulenia.
-Niall? - odpowiada mi mruknięcie. - Dziękuję, że mnie wtedy uratowałeś.
Poczułam, że jego serce lekko przyspieszyło.
-Dziękuję, że dałaś się uratować - słyszę szept Nialla.
Moje serce też zaczyna bić mocniej.
Jestem już na skraju snu, gdy słyszę głos Nialla:
-I tak wiem, że zwymiotowałaś tą pizzę.
Nie jestem pewna, czy to sen, czy jawa, bo tuż po tym zasypiam.
------------------------------------------------------------
Moje oczy wróciły do stanu użyteczności i mogę już pisać.
Dziękuję, że mimo nieobecności ruch na blogu był całkiem duży.
Do napisania. Kamila.

piątek, 6 lutego 2015

INFO

Edytuj post 2 komentarze
Wiem, że rozdział powinien być dawno, ale tuż po dodaniu ostatniego złamałam rękę, więc nie byłam w stanie pisać, a teraz mam spore problemy z oczami, przez co prawie w ogóle nie siedzę przy komputerze, także nie wiem kiedy wstawię kolejny rozdział. Bardzo was przepraszam, ale na prawdę nie dam rady.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 23

Edytuj post 12 komentarzy
   Nie chciałam tego robić. Może i Niall był pociągający, pełny czegoś przyciągającego i gdybym była normalna nachyliłabym się bez zastanowienia, ale prawda jest taka, że w głowie słyszałam tylko głosik: ''Pamiętaj, aby mieć nogi zawsze na ziemi''. Ostatnie słowa mojej mamy były wyryte w moim umyśle, nie pozwalały ponieść się emocjom i to było dobre. Kiedy działasz pod wpływem uczuć, twoje czyny są nieprzemyślane, gwałtowne i łatwo cię zranić. Ja twardo stoję na ziemi i nie pozwolę tym oczom oderwać mnie od niej. Lekko się odsunęłam od Nialla i w tym samym momencie w jego tęczówkach pojawiło się rozczarowanie. Tak okropne, pełne bólu i zawodu, ale też zrozumienia. A ja nie chciałam tego tam widzieć, kiedy patrzyłam w oczy Nialla, widziałam w nich wszystko co dla mnie najważniejsze i nie chciałam, żeby w jakikolwiek sposób cierpiał. I ten sam głos, który niedawno przypominał mi słowa mojej mamy, popchnął mnie do przodu, sprawiając, że moje usta znalazły się na tych Nialla.
   I to nie było w porządku. Bo nie powinno mnie tu być, nie powinnam u niego mieszkać, nie powinnam dać się uratować, nie powinnam przyjeżdżać do Londynu, nie powinnam tak żyć. Nie powinnam wcale żyć. I byłam pewna, że dla Nialla to też nie było w porządku. Był dobry, miły i kochany dla każdego, kogo spotkał, bo taki był z natury i koniec. Nie potrafił się pogodzić z wizją dziewczyny, której nikt nie chce, anorektyczki bez nadziei na lepsze jutro, która próbuje się zabić i nie potrafi się pogodzić ze śmiercią matki. Jego natura mówiła mu, że musi mnie uratować, że musi sprawić, że będę się czułą kochana i potrzebna. Ale to nie było szczere i ja o tym wiedziałam. Lub tu chodziło o promocję zespołu. Wiecie, członek sławnego boysbandu, który nigdy się z nikim nie umawia zaczyna związek z córką ich nowego wydawcy albumu. A jakby wyszło, że moi rodzice są po rozwodzie, moja matka nie żyje i mam problemy psychiczne to dopiero byłby fenomen. Ale Niall nie wydawał się być taki. Jednak nikt nie wydaje się być taki, jakim jest. Z drugiej strony dzięki temu delikatnemu dotykowi jego ust przy moich, które idealnie do siebie pasowały, powoli poruszając się w równym tempie, czułam się bezpieczna. Dotyk dłoni Nialla na moich ustach był kojący i uspokajający. Czułam się kochana, potrzebna, już nie odczuwałam tego lęku, strachu przed kolejną chwilą mojego życia, nie myślałam o problemach, nie zastanawiałam się nad tym jak gruba i brzydka jestem, liczył się tylko on, ze swoim dotykiem i cudownymi tęczówkami, i chciałam tak zostać i trwać w tym stanie do końca życia, nie martwiąc się o jutro. Chciałam tak być.
   Chłopak powoli rozłączył nasze usta i przyciągnął mnie z powrotem do naszej poprzedniej pozycji. Miałam głowę na jego piersi i słyszałam miarowe uderzenia jego serca,  sprawiające, że nie wpadłam w panikę, tylko byłam spokojna. Usłyszałam tylko przy uchu szept: ''dziękuję'' i ukołysana biciem serca Nialla zasnęłam, nareszcie spokojnie i bez strachu.
   Otworzyłam oczy. Wokół było ciemno i cicho. Leżałam po kołdrą, z nogami poza łóżkiem i byłam przerażona. Zimny pot spływał mi po plecach i czole, trzęsłam się, a z oczu wypływały mi łzy. Znowu mi się to śniło. Ten ciemny korytarz, zamazane postacie, jakiś krzyk. W kółko powtarzający się koszmar. Nawiedzał mnie, kiedy byłam mała, wtedy wślizgiwałam się pod kołdrę rodziców, wciskając się w plecy mamy i brzuch taty. Z czasem to ustało. Przez krótki okres po wyprowadzce taty też nawiedzał mnie ten sen, wtedy szłam do mamy i było mi lepiej. Po śmierci mamy męczył mnie przez długi czas, w tym czasie radziłam sobie sama, ale kiedy powtarzał się kilka razy tej samej nocy szłam do babci, co pomagało. Jednak tuż przed przeprowadzką do Londynu, kilka dni po śmierci mojej babki wszystko ustało. Nastał spokój. I tej nocy, tuż po tym jak pocałowałam blondyna, który teraz śpi pokój obok, każda mała rzecz wróciła. Chciałam się uspokoić, próbowałam zasnąć jeszcze raz, jednak gdy tylko zamykałam oczy przed powiekami ukazywał mi się ten sam obraz ciemnego korytarza. Potrzebowałam rodziców jak za czasów dzieciństwa, babci czy matki, aby się uspokoić, jednak mnie miałam nikogo. Był tylko Niall, leżący za ścianą, ale nie byłam pewna czy osoba, która wywołała mój strach, będzie w stanie go odgonić.
   Po dłuższej chwili, odważyłam się podnieść z łóżka i powolnym krokiem wyjść z sypialni. Drzwi od pokoju Nialla były uchylone i wylewała się z niego stróżka delikatnego światła. Zajrzałam przez szparę i zauważyłam chłopaka, który półleżał na łóżku i pisał coś zawzięcie w jakimś zeszycie. Miałam zamiar już się wycofać, kiedy blondyn podniósł wzrok i zauważył mnie w drzwiach swojego pokoju. Uniósł się do pozycji siedzącej.
-Lena?
I niby co ja mam mu powiedzieć? Że spanikowałam po jakimś gorszym śnie i przybiegłam po pocieszenie? To takie dziecinne.
-Wszystko w porządku? - usłyszałam pytanie.
Nieśmiało zrobiłam krok w przód, Mocniej rozchylając drzwi i wchodząc na próg pokoju. Zdołałam tylko pokiwać głową na nie.
-Chodź. - mruknął Niall, rozchylając kołdrę po mojej lewej stronie i poklepał to miejsce dłonią.
Dość szybkim krokiem podeszłam do łóżka i wsunęłam się pod nakrycie, układając głowę na poduszce. Materac był jak nowy, poduszka też. Wszystko sztywne i pachniało sklepem, może lekko perfumami blondyna, jakby od czasu do czasu ktoś nimi psiknął niedaleko tego. Ta część łózka wydawała się nieruszona, jakby nikt nigdy na niej nie spał. I może tak było.
Niall również się położył, uprzednio odkładając zeszyt na stolik przy łóżku. Jednak nie zgasił lampki.
-Dlaczego nie śpisz? Wyglądasz na przerażoną. Coś cię przestraszyło? - zwrócił się do mnie chłopak.
Automatycznie w moich oczach zaiskrzyły łzy i z powrotem zaczęłam się trząść. Niall natychmiast zareagował, przyciągając mnie do swojego torsu, Ufnie wtuliłam się w jego ramiona, powoli odzyskując oddech i uspokajając się.
-Śni mi się to od dziecka. Z przerwami. - zaczęłam tłumaczyć. - Ten sam dziwny korytarz, ciemne, zimne ściany, zero światła, dezorientacja i te postacie.... - moim ciałem znów wstrząsnął szloch i dreszcze.
-Ćssssiii, już dobrze, jesteś bezpieczna. - mruczał mi do ucha blondyn, mocno przyciskając moje ciało do swojego torsu.
Zaczęłam się uspokajać i ukołysana lekkim nuceniem Nialla jakiejś piosenki zasnęłam i już nie śnił mi się żaden korytarz.
   Czułam tylko czyjeś silne ramiona oplecione wokół mojej talii i równy oddech na włosach. Leżałam na czyjejś klatce piersiowej, bo opadała i wznosiła się równo z oddechem na moich włosach. Przez chwilę leżałam zdezorientowana, ale po chwili przypomniałam sobie jak się tu znalazłam. Nie powinnam tutaj być. Dlaczego dałam się ogarnąć przerażeniu? Jestem taka głupia. Lepiej byłoby gdybym została w swoim łóżku, bo teraz nic nie będzie w porządku i wszystko się posypie: i przez ten pocałunek i przez to, że przyszłam w nocy do Nialla. Miałam się od niego odizolować, uciec, zapomnieć o jego istnieniu, bo przez niego moje nogi odrywały się od ziemi, a to nie było w jakimkolwiek znaczeniu dobre. To było złe, gubiące i niechciane, moja mama by tego nie pochwalała. A zamiast tego, leżałam teraz z nim w jednym łóżku, przytulona do jego klatki piersiowej i tylko wymyślałam na siebie kolejne obelgi. Muszę się wreszcie wziąć w garść. Lekko uniosłam się do góry, ale gdy tylko się ruszyłam ramiona Nialla jeszcze mocniej mnie objęły, nie pozwalając na jakikolwiek ruch, acha, no to świetnie. Zaczęłam powoli i delikatnie wysuwać się spod jego uścisku, na swoje miejsce wciskając poduszkę, co okazało się dobrym pomysłem, bo po chwili męczenia się, siedziałam już na pościeli i wstawałam.
   Wzięłam szybki prysznic i jak miałam w zwyczaju poszłam do sklepu. Nie lubiłam sobót. Pobliski market był wtedy przepełniony i ludzie pchali się jeden przez drugiego. Spotykałam się wówczas z wieloma krzywymi spojrzeniami dotyczącymi najwyraźniej mojej prze chudzonej sylwetki, a chwilę potem szoku, kiedy orientowali się jak wysokokaloryczne produkty mam w koszyku, gdzie zaglądali z ciekawości, myśląc że zobaczą sałatę i wodę mineralną. Jednak nie wiedzieli, że nie mam zamiaru ruszyć żadnego z owych produktów, bo były one dla Nialla Horana, członka chyba najsławniejszego boysbandu na świecie. I cieszyłam się, że nie wiedzą, bo gdyby byli świadomi miałabym grupę piszczących nastolatek tuż za mną i błagających o jego autograf czy coś. Jednak tłok w sklepie nie był jedyną rzeczą jaką nienawidzę w sobocie. Musiałam wtedy znaleźć sobie jakieś inne zajęcia poza szkołą. Zazwyczaj sprzątałam mieszkanie i gotowałam coś lepszego niż w tygodniu, tylko że dzisiaj była wolna sobota Nialla, a to oznaczało, że spędzę cały dzień na unikaniu go, a to nie jest takie łatwe, kiedy mieszka się z kimś w jednym mieszkaniu. Pocieszał mnie fakt, że dziś odbędą się pierwsze lekcje w szkole artystycznej, do której mnie przyjęto i będę mogła tam posiedzieć przez 3 godziny malując coś bez ładu i składu. Lubiłam te momenty, kiedy po prostu mogłam wziąć pędzel i malować cokolwiek przyjdzie mi do głowy. Powstawały wtedy moje najlepsze prace, żywe i pełne emocji, takie, jakie lubię najbardziej. Kochałam też grać na gitarze, cicho nucąc piosenki, których tekst wymyślałam sama. To wszystko pozwalało mi na chwilę odetchnienia, zapomnienia o troskach i smutkach, odcinałam się wtedy od depresji i bezsenności, było mi tylko lepiej. Ale u Nialla nie mogłam tego robić. Co prawda, czasami malowałam, lecz pod presją czasu, tak aby wszytko schować zanim blondyn się pojawi. Wiedział, że maluję, ale nie chciałam żeby widział obrazy, które są wylewem moich emocji, nie chciałam żeby widział mnie w stanie, kiedy stoję otwarta psychicznie przed płótnem, całkiem bezbronna i podatna na wszelkie bodźce. Od kiedy u niego mieszkam nie odważyłam się grać na gitarze ani śpiewać, nie chciałam, żeby wiedział, że mamy takie same pasje. Przerażało mnie to w dziwny sposób, na prawdę nie wiem dlaczego, ale po prostu nie przeżyłabym, gdyby się dowiedział. Dlatego bałam się trzymać u niego swój instrument, żeby nigdzie go nie zauważył, ani nie miałam śmiałości wziąć jednej z jego, bo kiedy przychodził wcześniej łatwo mi było wrzucić farby, pędzle i płótno do pustej szafy, ale gdybym zatraciła się w muzyce to nie usłyszałbym dźwięku otwieranych drzwi, poza tym mógł usłyszeć dźwięki zza drzwi. A ja nie mogłam na to pozwolić.
   Do domu weszłam w tym samym momencie, w którym Niall wynurzył się ze swojej sypialni. Musiał być tuż po prysznicu, bo z jego włosów ciekły stróżki wody, nie miał na sobie koszulki i tylko szare dresy, zwisały mu nisko na biodrach. Wciąż był lekko zaspany, ale już pobudzony po kąpieli.
-Dzień dobry. - rzuciłam w jego stronę, jednocześnie ściągając buty.
Wziął torbę, którą postawiłam na półce.
-Cześć. - mruknął tuż przed tym jak skierował się w stronę kuchni.
Podążyłam za jego krokami i wraz z nim zaczęłam przygotowywać śniadanie.
-Wszystko w porządku? - wiedziałam, że pyta o wczorajsze wydarzenia.
- W jak najlepszym. - skłamałam.
Chłopak uśmiechnął się promiennie i lekko musnął ustami mój policzek, który na ten dotyk zarumienił się. Jezu, dlaczego?
   Usiedliśmy przy stole, każdy ze swoją porcją jedzenia. Oczywiście do mojej zmusił mnie Niall, ale i tak dałam się przymusić tylko do połowy bułki z ogórkiem. Powoli skubałam swoje pieczywo, podczas gdy blondyn zjadał już szóstego naleśnika i chyba nie zamierzał przestać jeść przed dwudziestym. W pewnym momencie przełknął kęs i nie zjadł kolejnego, tylko spojrzał się na mnie, przez co również przestałam przeżuwać malusieńki gryz bułki.
-Masz dzisiaj jakieś plany? - spytał nagle, wracając do pożerania swojego naleśnika.
-Myślałam, żeby tu trochę posprzątać, albo nadrobić zaległości ze szkoły, coś ugotować, a po 16 wychodzę. - tym razem nie mijałam się z prawdą.
-A nie możesz tej szkoły, sprzątania i gotowania przełożyć na jutro? - spytał z nadzieją w głosie.
-Mogę. - odpowiedziałam bez zastanowienia.
Jezu Chryste, zapomniałam o ''nie'' przed ''mogę''.

---------------------------------------------------
Jedyne co mam do powiedzenia to to, że na pewno pojawi się jeszcze jeden rozdział w okolicach przerwy świątecznej, ale na ferie prawdopodobnie nic nie będzie, bo wyjeżdżam.
Trzymajcie się, kochani.
Kamila.

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 22

Edytuj post 12 komentarzy
   Zmarszczyłam brwi. No bo po co Niall miałby przyjeżdżam po mnie do szkoły. Obróciłam się do tyłu, ale nie widziałam nikogo oprócz kilku kujonów i wątpię, że to właśnie do nich się uśmiechał. Może wciąż czuje się odpowiedzialny za swoje przygarnięcie mnie i nie chce, żebym uciekła, bo będzie czuł się w jakiś dziwny sposób winny. Czy powinnam podejść? Tak, powinnam tak zrobić. Ruszyłam przed siebie, manewrując między innymi autami, kierując się w stronę chłopaka, kiedy jakaś brunetka, o jakby to ująć ''pełnych kształtach'', podeszła do niego. Oparła dłoń na jego ramieniu, nachylając się w jego stronę, wypinając do przodu piersi i przejechała palcem po jego prawej piersi zatrzymując się po środku klatki piersiowej, wbijając paznokieć w jego skórę. Błysnęła białymi zębami i szepnęła coś do jego ucha. Niall tylko się do niej grzecznie uśmiechnął, delikatnie odciągając jej dłoń od swojego ciała i powiedział coś do niej. Dziewczyna wyprostowała się i z lekko wydętymi policzkami wróciła do swoich znajomych. Kontynuując moją drogę do Nialla, cały czas patrzyłam na tą dziewczynę. Pamiętałam ją. Miała szafkę niedaleko mojej i zawsze stała z tym typem chłopaków, że kiedy widziałaś ich na ulicy wolałaś przejść na drugą stronę niż mijać się z nimi. Za każdym razem, kiedy ich widziałam spuszczałam głowę i przyspieszyłam kroku. Nigdy nie widziałam Bena z nimi. Nawet on trzymał się z mniej przerażającymi uczniami.  Zastanawiałam się, dlaczego ktoś taki jak ona w ogóle spojrzała na Nialla, może był dzisiaj ubrany jak niektórzy jej znajomi, ale raczej nie trudno było w nim poznać członka zespołu, który śpiewa pop. Odpowiedź była tak oczywista, że właściwie nie musiałam się nad nią zastanawiać: Niall ma pieniądze. Jak często blondyn spotykał się z takim zachowaniem?
   Przerwałam swoje przemyślenia, kiedy dotarłam do chłopaka, a on oplótł mnie ramionami. Ponad jego ramieniem spojrzałam ponownie na grupę, do której dołączyła tamta dziewczyna. Brunetka wlepiała we mnie wzrok, Uniosła brew i szturchnęła swoją koleżankę łokciem, brodą wskazując w naszą stronę.
-Jak ci minął dzień? - słowa Nialla przeleciały mi koło uszu.
Blondynka obok tamtej dziewczyny szturchnęła rudowłosą niedaleko niej i w ten sposób po chwili wszystkie dziewczyny z tamtej grupy przewiercały nasze sylwetki palącym wzrokiem.
   Nie zauważyłam, kiedy Niall odsunął nasze ciała. Dopiero kiedy dotknął delikatnie mojego policzka opuszkami swoich palców zwróciłam na niego uwagę.
-Słucham? -spytałam, kiedy zorientowałam się, że Niall przed chwilą coś do mnie mówił.
-Pytałem jak minął ci dzień. Co tak zwróciło twoją uwagę? - spytał Niall oglądając się za siebie i skanując otoczenie.
Tamte dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok i powróciły do słuchania swoich kolegów.
-Nic, nic takiego. Zamyśliłam się. Mój dzień był w porządku. - kłamstwo - Dzięki, że pytasz. A ty robiłeś dzisiaj coś specjalnego? I dlaczego tu jesteś? - spytałam.
-Właściwie to tylko posprzątałem mieszkanie. Przyjechałam po ciebie, bo mijałem to miejsce, kiedy jechałem na próbę, a że mam jeszcze sporo wolnego czasu to pomyślałem, że mogę cię zawieźć do domu. -wytłumaczył.
-Och, dzięki, ale nie musisz. Bez sensy będziesz się cofał. Mogę się przejść. - zaprotestowałam.
Trochę się bałam, że Niall zacznie mnie traktować bardziej jak dziecko. Sama potrafię trafić do jego mieszkania.
-Ależ ja nalegam. To żaden problem.
Widziałam jak jego usta ściskają się na mój protest, więc już bez zbędnego marudzenia wsiadłam do auta, kiedy Niall otworzył mi drzwi, ale nie skorzystałam z jego dłoni, którą wyciągnął, aby mi pomóc. Drzwi zatrzasnęły się obok mnie, kiedy zapinałam pas. Chwilę potem Niall już siedział obok mnie i wyjeżdżaliśmy z parkingu.
-Zjadłaś? - spytał chłopak.
Aha, zaczyna się przesłuchanie.
-Tak.
-A ten chłopak, spotkałaś go jeszcze potem? - dopytywał.
Pokręciłam głową, ale po chwili pogratulowałam sobie głupoty, kiedy przypomniałam sobie, że chłopak prowadzi i raczej patrzy się na drogę, nie na mnie. Jakby ktoś nawet nie prowadząc chciał na mnie patrzeć.
-Nie. - nie zamierzałam kłamać, ale nie chciałam też jakoś specjalnie rozwijać tematu.
-Kim on jest?
Czy on nie może po prostu odpuścić?
-To Ben. - co niby miałam mu powiedzieć?
-To wszystko co o nim wiesz? - rzucił lekko sarkastycznie.
Właściwie to nie znałam jego nazwiska, ani nie wiedziałam gdzie mieszka.
-A co mam ci jeszcze powiedzieć? - burknęłam w odpowiedzi.
-Chłopak mruknął coś pod nosem, ale nie zdołałam rozszyfrować co.
-Długo cię męczy? Wymusił coś kiedyś od ciebie? - wiem, że chodziło mu o to, czy dotykał mnie  ''w ten sposób''
Nie podobało mi się to w każdym tego wyrażenia znaczeniu.
-Zaczepił mnie już pierwszego dnia. - poddałam się. - Ale tylko czasem mnie zaczepia jak dzisiaj i próbuje do siebie przekonać, nic poza tym.
Przed oczyma widziałam tysiące razy jak przyciska mnie do szafek, jak przyciąga swoje ciało do mojego, jak jego usta dotykają mojej skóry przy uchu, co wywołuje dreszcz obrzydzenia. Pamiętałam jak wymusił na mnie randkę, jak blisko starał się wtedy być. Niemal czułam jego oddech na moim karku. Nie mogłam tego powiedzieć Niallowi. Nie byłam w stanie.
Chłopak odwiózł mnie do mieszkania i poczekał aż wejdę do środka, po czym odjechał na próbę. Po odrobieniu zadziwiająco małej ilości pracy domowej zajęłam się robieniem obiady dla blondyna, w między czasie rozmawiając z Maddie na Skypie. Ostatnio robiłyśmy to dość często, ale i tak byłam w stanie zauważyć, że z dania na dzień jej oczy są bardziej zmęczone, cera lekko poszarzała i stała się o wiele chudsza. Nie podobało mi się to. Ale nic nie mogłam z tym zrobić. Bezradność boli.
  Niall wrócił do domu z zadziwiającą punktualnością, więc musiał zaczekać chwilę na obiad. Skorzystał z tego czasu wybierając się do pobliskiego sklepu po kilka filmów i jakieś przekąski. Po tym jak wrócił i zjadł swoja porcję (ja poskubałam trochę sałatki) usiedliśmy wygodnie na kanapie i włączyliśmy jakiś film sensacyjny. Fabuła zaczęła mnie powoli wciągać, kiedy poczułam jak ramię osoby obok mnie oplata się wokół mojej talii. Odsunęłam się nieznacznie, czując się niepewnie w tej sytuacji, ale wyglądało to jakbym po prostu zmieniała pozycję, niespecjalnie odsuwając się od chłopaka. Niall jednak był na tyle zdesperowany, że również się przesunął i już całkowicie jawnie złapał mnie w talii, przysuwając mnie gładko do jego ciała. W wyniku tych działań siedziałam teraz wlepiona w jego bok, a głowę miałam opartą na jego ramieniu. Przełknęłam ślinę, starając się walczyć ze sobą, aby nie uciec z krzykiem. Chociaż w pewnym sensie pragnęłam tego dotyku, uspokajał mnie i sprawiał, że czułam się bezpieczna. Był inny od niedelikatnego zachowania Bena, ten kontakt był pełny troski i nawet lekko pożądany z mojej strony.
-Nie uciekaj. - usłyszałam szept przy swoim uchu, kiedy pomimo wszystko próbowałam się lekko odsunąć od chłopaka.
Zostałam w tej samej pozycji, dla wygody przenosząc lewą dłoń na plecy Nialla, co przybliżyło nas jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak do końca filmu i przez sporą część kolejnego, kiedy poczułam jak delikatne opuszki palców sięgają mojego policzka i obracają moją twarz w kierunku mojego towarzysza. Niall oplatał swoją dłonią mój policzek, a ja byłam jak sparaliżowana, nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować, moje ciało przepełniło strach i obawa, nie wiedziałam co może się zaraz stać.
Wciąż czułam jego palce na swoim policzku, kiedy przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze nosy po chwili się stykały. Patrzyłam z przerażeniem w jego błękitne, cudowne tęczówki, które obserwowały czujnie moje, jakby starając się dodać mi otuchy i uspokoić.
-Pozwól mi się pocałować. - głos Nialla odbił się echem w mojej głowie.

----------------------------------------
Dzisiaj chyba nie mam nic do powiedzenia.
Jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania (dotyczące mojej osoby, czy opowiadania) możecie mnie śmiało pytać, zawsze odpowiem.
Dziękuję za rady, które daliście mi pod ostatnim postem w sprawie mojego braku natchnienia.
Również obiecuję, że od jutra biorę się za czytanie waszych blogów.
Kamila.

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 21

Edytuj post 8 komentarzy
    Nie spałam. Po prostu leżałam w łóżku patrząc się w sufit. Bałam się. Bałam się poranka, popołudnia, wieczoru i nocy. Bała się spojrzeć w jego niebieskie oczy, widziałam w nich matkę, a mama nigdy nie kojarzyła mi się ze strachem. Nie chcę by tak było. Potrafię zauważyć skruchę w jego oczach, coś co woła o przebaczenie, o zrozumienie i drugą szansę, ale coś w środku blokuje mnie, nie pozwala spojrzeć na chłopaka przychylniej, zniechęca mnie do niego, napawa strachem i niepewnością. Wciąż mam przed oczami jego twarz wykrzywioną w złości, jego krzyk odbija mi się echem w umyśle. I to jest coś, co nie pozwala mi ponownie mu zaufać. Chociaż gdzieś we mnie wciąż tkwi coś, co mówi mi, że on jest dla mnie i zawsze tak będzie, chociaż tego nie chcę. Nie chcę się zakochać, nie chcę się przywiązać, nie chcę mieć nic wspólnego z zażyłością i zaufaniem. Pragnę od tego odejść, uciec jak najdalej i zostawić to za sobą.
    Głupia. I tak nie mam na co liczyć. Przecież on by i tak mnie nie chciał. Może mieć każdą, więc po co mu ja? Nie jestem ładna, inteligentna ani atrakcyjna. Nie ma we mnie nic co zachęcałoby chłopaków. On jest miły, bo musi być. Bo kiedy jakaś iskra litości sprawiła, że zabrał mnie ze sobą z ulicy poczuł się odpowiedzialny za ten czyn. Pomyślał, że teraz musi mnie tu trzymać tak długo jak będę tego potrzebowała, bo tak trzeba. Bo mama go nauczyła, że ludziom trzeba pomagać. To wszystko. Nic więcej. Zero uczuć wobec mnie, chyba że mówimy o litości. Nie mam na co liczyć.
   Przez okno sypialni mogłam zauważyć powoli wdzierające się światło dzienne i spojrzałam na zegarek. Była 6:00 rano, więc podniosłam się z łóżka i po wzięciu prysznica ubrałam pierwsze ciuchy, które były w szafce. Spojrzałam na walizkę w rogu pokoju i postanowiłam rozpakować ją po szkole. Kiedy nie spałam doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli będę udawała, że wszystko jest jak dawniej, więc ubrałam buty i wyszłam po cichu do sklepu obok. Kiedy wróciłam  torbą pełną bułek i dodatków zastałam Nialla nerwowo tupającego nogą, siedzącego na kanapie. Zerwał się, kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi i po chwili był w przedpokoju. Natychmiast uwiesił mi się na szyi, wciskając nos w moją szyję, dotykając czołem wilgotnych włosów.
 -Gdzie byłaś? - spytał mamrocząc w moją skórę.
Poczułam jak na miejscy, które owiał powietrzem pojawiła się gęsia skórka.
A nie powinna.
 -W sklepie, kupiłam nam śniadanie.
Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli, że kiedy mówiłam ''nam'' miałam na myśli Nialla z jedzeniem i mnie z zieloną herbatą.
 -Och, to świetnie, jestem okropnie głodny. - chłopak wciąż mnie nie puszczał.
 -To może ty idź weź prysznic, ubierz się, a ja coś przygotuję, hmmm? - czy on mółby się wreszcie odsunąć?
Blondyn pokiwał głową i powłóczył nogami do łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie przygotowałam to, co zawsze. Spojrzałam na zegrek i zauważyłam, że już 7:20. Poszłam do sypialni, wzięłam torbę  książkami, zostawiłam w kuchni talerzyk z jedzeniem i karteczką, informującą, że wychodzę i wyszłam z domu.
    Miałam wrażenie, że korytarz szkolny jest jeszcze bardziej zatłoczony niż w inne dni. Dziewczyny w skąpych spódniczkach wyjątkowo rzucały się w oczy, a chłopacy z fryzurami jak modele byli dosłownie wszędzie. Jednak najwięcej było tych zwykłych, szaruch osób, tych cierpiących na nieśmiałość i brak przebojowości. Jak to się dzieje, że pomimo o wiele licznej przewagi ludzi przeciętnych to ci piękni, z mnóstwem drogich ciuchów i inteligentni (jednak ta trzecia opcja rzadko występuje w całym zestawie) są wyżej, teoretycznie więcej warci i to oni grają tutaj pierwsze skrzypce? Dlaczego ci w zwykłych dżinsach, bluzach i nieatrakcyjnej fryzurze nie połączą swoich sił i nie zdominują tych pięknych i bogatych? Sama nie wiem.
   Ostatnio obrałam specjalną taktykę unikania Bena. Tuż przy zakręcie korytarz, na którym stoi moja szafka jest damska toaleta. Za każdym razem wchodzę tam i zza uchylonych drzwi sprawdzam czy go nie ma w pobliżu. Jeśli jest siedzę w pomieszczeniu aż sobie pójdzie, a jeśli nie najszybciej jak potrafię biegnę do swojej szafki, wyciągam rzeczy i uciekam do klasy. Tym razem musiałam poczekać aż chłopak odejdzie, a kiedy to zrobił szybko wyszłam z pomieszczenia. Nie zdążyłam nawet dojść do szafki, kiedy poczułam jak ktoś zakłada swoje przedramię przez mój brzuch i przyciąga do własnej klatki piersiowej. Poczułam ostry, nieprzyjemny zapach męskich perfum i kujący zarost przy swoim policzku.
 -Kochanie, coś mam ostatnio wrażenie, że mnie unikasz. - usłyszałam szept Bena przy swoim uchu.
 -Puść mnie. - zaczęłam się szarpać, jednak chłopak był o wiele silniejszy.
 -Dobrze. - chłopak rozluźnił ucisk, więc automatycznie odsunęłam się o krok i chciałam pobiec dalej, ale zacisnął palce wokół mojego nadgarstka.
Próbowałam wyszarpnąć swoją dłoń, ale jedyne co mi to dało, to brutalne wciśnięcie jego paznokci w moją skórę. Chciałam upaść na ziemię, zacząć walić piętami o podłogę i płakać jak małe dziecko. Chciałam zniknąć, wyparować i przenieść się w jakieś odludne miejsce, gdzie będę szczęśliwa. Chciałam, aby mnie puścił dał mi spokój. Ale to nie jest mi dane. Najwyraźniej jakiś ktosiek siedzi sobie ''u góry'' i śmieje się ze swoimi kumplami z mojej bezradności. I nic nie mogę z tym zrobić.
 Jakaś kolejna dłoń objęła mój pas i lekko pociągnęła ku sobie. Moje plecy oparły się o jakąś męską klatkę piersiową i ogarnął mnie przyjemny, świeży, znany mi zapach. Poczułam się odrobinę bezpieczniej. Strach dał się powoli opanować.
-Coś nie tak, kolego? - usłyszałam znad siebie głos Nialla.
-Wszystko było świetnie, dopóki tu nie przylazłeś. - odburknął Ben.
-Ja tak nie myślę. Mógłbyś puścić jej dłoń? - Niall wciąż przyciskał mnie do swojego ciała.
-To już nie można potrzymać własnej dziewczyny za rękę? - Ben czuł się pewniej wobec Nialla, który wygląda na słabszego.
-To raczej jest nadgarstek i użyłbym bardziej określenie ''miażdżyć'' niż trzymać. Ach, no i Lena - zwrócił się do mnie - nie wiedziałem, że jesteście razem. Dlaczego nie pochwaliłaś się tak wspaniałą nowiną, hmmm? - spytał z sarkazmem.
Mogłam poczuć jak jego serce bije szybciej i napinają się jego mięśnie pod cienką koszulką, którą miał na sobie. Oczami wyobraźni widziałam jak jego wyraz twarzy zmienia się i zarys szczęki robi się o wiele wyraźniejszy, oczy z błękitu zmieniają się na granatowy i zaciska wargi. Znowu oblało mnie przerażenie.
-Nie. My nie jesteśmy parą. - to samo wypłynęło z moich ust, potem nadal stałam sparaliżowana.
Jednak strach znowu odpłyną, kiedy blondyn stanął przede mną, tworząc tarczę między mną a brunetem własnym ciałem i jednym ruchem odciągnął dłoń Bena. Natychmiast przyłożyłam nadgarstek do ciała i zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce.
Niall powiedział coś do Bena, czego nie byłam w stanie usłyszeć, a brunet okręcił się w miejscu i ruszył w głąb korytarza. Blondyn obrócił się w moją stronę. Mogłam zauważyć, że ma na sobie zwykłe, luźne dresowe spodnie, granatowy t-shirt i rozpinaną, zieloną bluzę. Jego włosy były lekko wilgotne i roztrzepane. Chwycił moją dłoń i spojrzał na nadgarstek, na którym powoli zaczerwienienia stawały się fioletowe. Zmarszczył brwi potarł delikatnie kciukiem moje knykcie.
-Wszystko dobrze? - spytał.
-Tak, jest okej. - skłamałam.
Chłopak objął mój tył plecy i obrócił, przyciągając mnie do swojego boku. Ruszył korytarzem i ruszył korytarzem w stronę mojej szafki. Skąd wie, gdzie ona jest?
-Co tu robisz? - spytałam ciekawa.
-Zostawiłaś w domu telefon i dam sobie uciąć głowę, że nie zjadłaś śniadania. Więc wziąłem twój telefon, wsiadłem do auta, zajechałem do sklepu, gdzie kupiłem dla ciebie drożdżówkę i przyjechałem tutaj. Wtedy zorientowałem się, że nie mam pojęcia gdzie mam cię szukać. Ale na szczęście w głównym holu spotkałem Colina, który mi powiedział, gdzie masz szafkę i pierwszą lekcję. Nie było cię pod klasą, więc przyszedłem tutaj i resztę historii znasz. Co to za chłopak? - wiedziałam, że to pytanie mnie nie ominie.
-To Ben. Uczepił się mnie już pierwszego dnia. - nie chciałam o tym gadać.
Niall już tego nie skomentował, a poczułam, że jego palce zaciskają się mocniej na mojej talii.
Ktoś może mi powiedzieć dlaczego cały czas mnie obejmuje?
Podeszliśmy do mojej szafki, z której wyciągnęłam potrzebne mi podręczniki.
-Obiecaj mi, że to zjesz w przerwie na lunch. - powiedział chłopak wkładając do mojej szafki papierową torbę ze słodką bułką.
Bałam się ego zdenerwowania, więc pokiwałam głową. Niall uśmiechnął się i spojrzał na książkę od teatrologii, którą właśnie wkładałam do torby.
-Wybrałaś profil artystyczny? - zapytał.
Wyglądał na mile zaskoczonego.
-Tak, tak zrobiłam. - potwierdziłam.
Blondyn zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Objął mnie z powrotem w pasie i postanowił odprowadzić pod klasę. Nie muszę chyba nikomu mówić jak wielki fenomen wywołam członek najbradziej popularnego boysbandu w towarzystwie tej dziwnej, aspołecznej, brzydkiej anorektyczki z Polski, której nazwisko nie jest możliwe do wymówienia. Niall odprowadził mnie pod klasę i dał telefon. Przytulił mnie na pożegnanie i odszedł. Patrzyłam na jego plecy i wtedy krzyknęłam;
-Niall, czekaj!
Pobiegłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek szepcząc; ''dziękuję''. Potem weszłam do klasy i zaczęłam swój zwyczajny dzień. I był taki do czasu lunchu. Bo jedną z moich zalet, która dość często bywa dla mnie wadą jest spełnianie obietnic. Nie potrafię po prostu nie zrobić czegoś, co obiecałam. Więc moje sumienie zobowiązało mnie również do zjedzenia tej pieprzonej drożdżówki. Ale pomimo wszystko nie byłam w stanie zrobić tego na widoku. Musiałam się gdzieś ukryć, więc zamknęłam się w jednej z kabin w toalecie i wyjęłam z papierowej tory bułkę, którą uprzednio wyjęłam z szafki. I wtedy uświadomiłam sobie ile czasu minęło od mojego jakiegokolwiek posiłku. Jeśli miałam przeżyć jeszcze te kilka lat i tak musiałam coś zjeść. Na szczęście Niall pomyślał o mojej niechęci do kalorii i wybrał bułkę z minimalną ilością nadzienia. Więc zacisnęłam oczy i zjadłam to, hamując odruchy wymiotne. Mamo, możesz być dumna.
A potem reszta lekcji była taka sama jak zwykle.
Odłożyłam książki do szafki i wyszłam ze szkoły, nie spotykając nikogo, kogo bym nie chciała spotkać i wyszłam przed szkołę. Głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem i rozejrzałam się w około. Bogate dzieciaki szły w stronę parkingu, gdzie stały ich auta kupione przez tatusiów. Ale jeden wydał mi się dziwnie znajomy. Przyjrzałam mu się i nagle wyszedł z niego blondyn w okularach przeciwsłonecznych, ciemnych jeansach, białej koszulce i jeansowej kamizelce. Jego włosy były ułożone w zniewalający sposób i ten chłopak, właśnie ten, zdjął okulary, spojrzał się prosto na mnie i uśmiechnął.
Niall.
-----------------------------------------------------------------------------
OGŁOSZENIA PARAFIAAAAALNEEE!!!
Okej, więc jestem. 
Kto ma pomysł na dalszy ciąg, bo ja wcale?
Serio, niech ktoś mi pomoże. BŁAGAM!

Więc, pewna dziewczyna o nicku ''Take a smile'' (swoją drogą to: tak, pewnie, że cię kojarzę) napisała mi, że ona również pisze i czym bym mogła czasem wpaść (pewnie, że wpadnę jak znajdę czas, nie zapomniałam o tobie, spokojnie) na jej bloga. I fajnie by było gdybyście też mi dały linki do swoich blogów czy co tam innego i chętnie poczytam również wasze prace.

See you soon! (ja taka mądra, uczę się angielskiego, to musiałam zaszpanować, nie?)

Kamila.

 
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation