niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 22

Edytuj post 12 komentarzy
   Zmarszczyłam brwi. No bo po co Niall miałby przyjeżdżam po mnie do szkoły. Obróciłam się do tyłu, ale nie widziałam nikogo oprócz kilku kujonów i wątpię, że to właśnie do nich się uśmiechał. Może wciąż czuje się odpowiedzialny za swoje przygarnięcie mnie i nie chce, żebym uciekła, bo będzie czuł się w jakiś dziwny sposób winny. Czy powinnam podejść? Tak, powinnam tak zrobić. Ruszyłam przed siebie, manewrując między innymi autami, kierując się w stronę chłopaka, kiedy jakaś brunetka, o jakby to ująć ''pełnych kształtach'', podeszła do niego. Oparła dłoń na jego ramieniu, nachylając się w jego stronę, wypinając do przodu piersi i przejechała palcem po jego prawej piersi zatrzymując się po środku klatki piersiowej, wbijając paznokieć w jego skórę. Błysnęła białymi zębami i szepnęła coś do jego ucha. Niall tylko się do niej grzecznie uśmiechnął, delikatnie odciągając jej dłoń od swojego ciała i powiedział coś do niej. Dziewczyna wyprostowała się i z lekko wydętymi policzkami wróciła do swoich znajomych. Kontynuując moją drogę do Nialla, cały czas patrzyłam na tą dziewczynę. Pamiętałam ją. Miała szafkę niedaleko mojej i zawsze stała z tym typem chłopaków, że kiedy widziałaś ich na ulicy wolałaś przejść na drugą stronę niż mijać się z nimi. Za każdym razem, kiedy ich widziałam spuszczałam głowę i przyspieszyłam kroku. Nigdy nie widziałam Bena z nimi. Nawet on trzymał się z mniej przerażającymi uczniami.  Zastanawiałam się, dlaczego ktoś taki jak ona w ogóle spojrzała na Nialla, może był dzisiaj ubrany jak niektórzy jej znajomi, ale raczej nie trudno było w nim poznać członka zespołu, który śpiewa pop. Odpowiedź była tak oczywista, że właściwie nie musiałam się nad nią zastanawiać: Niall ma pieniądze. Jak często blondyn spotykał się z takim zachowaniem?
   Przerwałam swoje przemyślenia, kiedy dotarłam do chłopaka, a on oplótł mnie ramionami. Ponad jego ramieniem spojrzałam ponownie na grupę, do której dołączyła tamta dziewczyna. Brunetka wlepiała we mnie wzrok, Uniosła brew i szturchnęła swoją koleżankę łokciem, brodą wskazując w naszą stronę.
-Jak ci minął dzień? - słowa Nialla przeleciały mi koło uszu.
Blondynka obok tamtej dziewczyny szturchnęła rudowłosą niedaleko niej i w ten sposób po chwili wszystkie dziewczyny z tamtej grupy przewiercały nasze sylwetki palącym wzrokiem.
   Nie zauważyłam, kiedy Niall odsunął nasze ciała. Dopiero kiedy dotknął delikatnie mojego policzka opuszkami swoich palców zwróciłam na niego uwagę.
-Słucham? -spytałam, kiedy zorientowałam się, że Niall przed chwilą coś do mnie mówił.
-Pytałem jak minął ci dzień. Co tak zwróciło twoją uwagę? - spytał Niall oglądając się za siebie i skanując otoczenie.
Tamte dziewczyny natychmiast odwróciły wzrok i powróciły do słuchania swoich kolegów.
-Nic, nic takiego. Zamyśliłam się. Mój dzień był w porządku. - kłamstwo - Dzięki, że pytasz. A ty robiłeś dzisiaj coś specjalnego? I dlaczego tu jesteś? - spytałam.
-Właściwie to tylko posprzątałem mieszkanie. Przyjechałam po ciebie, bo mijałem to miejsce, kiedy jechałem na próbę, a że mam jeszcze sporo wolnego czasu to pomyślałem, że mogę cię zawieźć do domu. -wytłumaczył.
-Och, dzięki, ale nie musisz. Bez sensy będziesz się cofał. Mogę się przejść. - zaprotestowałam.
Trochę się bałam, że Niall zacznie mnie traktować bardziej jak dziecko. Sama potrafię trafić do jego mieszkania.
-Ależ ja nalegam. To żaden problem.
Widziałam jak jego usta ściskają się na mój protest, więc już bez zbędnego marudzenia wsiadłam do auta, kiedy Niall otworzył mi drzwi, ale nie skorzystałam z jego dłoni, którą wyciągnął, aby mi pomóc. Drzwi zatrzasnęły się obok mnie, kiedy zapinałam pas. Chwilę potem Niall już siedział obok mnie i wyjeżdżaliśmy z parkingu.
-Zjadłaś? - spytał chłopak.
Aha, zaczyna się przesłuchanie.
-Tak.
-A ten chłopak, spotkałaś go jeszcze potem? - dopytywał.
Pokręciłam głową, ale po chwili pogratulowałam sobie głupoty, kiedy przypomniałam sobie, że chłopak prowadzi i raczej patrzy się na drogę, nie na mnie. Jakby ktoś nawet nie prowadząc chciał na mnie patrzeć.
-Nie. - nie zamierzałam kłamać, ale nie chciałam też jakoś specjalnie rozwijać tematu.
-Kim on jest?
Czy on nie może po prostu odpuścić?
-To Ben. - co niby miałam mu powiedzieć?
-To wszystko co o nim wiesz? - rzucił lekko sarkastycznie.
Właściwie to nie znałam jego nazwiska, ani nie wiedziałam gdzie mieszka.
-A co mam ci jeszcze powiedzieć? - burknęłam w odpowiedzi.
-Chłopak mruknął coś pod nosem, ale nie zdołałam rozszyfrować co.
-Długo cię męczy? Wymusił coś kiedyś od ciebie? - wiem, że chodziło mu o to, czy dotykał mnie  ''w ten sposób''
Nie podobało mi się to w każdym tego wyrażenia znaczeniu.
-Zaczepił mnie już pierwszego dnia. - poddałam się. - Ale tylko czasem mnie zaczepia jak dzisiaj i próbuje do siebie przekonać, nic poza tym.
Przed oczyma widziałam tysiące razy jak przyciska mnie do szafek, jak przyciąga swoje ciało do mojego, jak jego usta dotykają mojej skóry przy uchu, co wywołuje dreszcz obrzydzenia. Pamiętałam jak wymusił na mnie randkę, jak blisko starał się wtedy być. Niemal czułam jego oddech na moim karku. Nie mogłam tego powiedzieć Niallowi. Nie byłam w stanie.
Chłopak odwiózł mnie do mieszkania i poczekał aż wejdę do środka, po czym odjechał na próbę. Po odrobieniu zadziwiająco małej ilości pracy domowej zajęłam się robieniem obiady dla blondyna, w między czasie rozmawiając z Maddie na Skypie. Ostatnio robiłyśmy to dość często, ale i tak byłam w stanie zauważyć, że z dania na dzień jej oczy są bardziej zmęczone, cera lekko poszarzała i stała się o wiele chudsza. Nie podobało mi się to. Ale nic nie mogłam z tym zrobić. Bezradność boli.
  Niall wrócił do domu z zadziwiającą punktualnością, więc musiał zaczekać chwilę na obiad. Skorzystał z tego czasu wybierając się do pobliskiego sklepu po kilka filmów i jakieś przekąski. Po tym jak wrócił i zjadł swoja porcję (ja poskubałam trochę sałatki) usiedliśmy wygodnie na kanapie i włączyliśmy jakiś film sensacyjny. Fabuła zaczęła mnie powoli wciągać, kiedy poczułam jak ramię osoby obok mnie oplata się wokół mojej talii. Odsunęłam się nieznacznie, czując się niepewnie w tej sytuacji, ale wyglądało to jakbym po prostu zmieniała pozycję, niespecjalnie odsuwając się od chłopaka. Niall jednak był na tyle zdesperowany, że również się przesunął i już całkowicie jawnie złapał mnie w talii, przysuwając mnie gładko do jego ciała. W wyniku tych działań siedziałam teraz wlepiona w jego bok, a głowę miałam opartą na jego ramieniu. Przełknęłam ślinę, starając się walczyć ze sobą, aby nie uciec z krzykiem. Chociaż w pewnym sensie pragnęłam tego dotyku, uspokajał mnie i sprawiał, że czułam się bezpieczna. Był inny od niedelikatnego zachowania Bena, ten kontakt był pełny troski i nawet lekko pożądany z mojej strony.
-Nie uciekaj. - usłyszałam szept przy swoim uchu, kiedy pomimo wszystko próbowałam się lekko odsunąć od chłopaka.
Zostałam w tej samej pozycji, dla wygody przenosząc lewą dłoń na plecy Nialla, co przybliżyło nas jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak do końca filmu i przez sporą część kolejnego, kiedy poczułam jak delikatne opuszki palców sięgają mojego policzka i obracają moją twarz w kierunku mojego towarzysza. Niall oplatał swoją dłonią mój policzek, a ja byłam jak sparaliżowana, nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować, moje ciało przepełniło strach i obawa, nie wiedziałam co może się zaraz stać.
Wciąż czułam jego palce na swoim policzku, kiedy przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze nosy po chwili się stykały. Patrzyłam z przerażeniem w jego błękitne, cudowne tęczówki, które obserwowały czujnie moje, jakby starając się dodać mi otuchy i uspokoić.
-Pozwól mi się pocałować. - głos Nialla odbił się echem w mojej głowie.

----------------------------------------
Dzisiaj chyba nie mam nic do powiedzenia.
Jeśli miałybyście jakiekolwiek pytania (dotyczące mojej osoby, czy opowiadania) możecie mnie śmiało pytać, zawsze odpowiem.
Dziękuję za rady, które daliście mi pod ostatnim postem w sprawie mojego braku natchnienia.
Również obiecuję, że od jutra biorę się za czytanie waszych blogów.
Kamila.

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 21

Edytuj post 8 komentarzy
    Nie spałam. Po prostu leżałam w łóżku patrząc się w sufit. Bałam się. Bałam się poranka, popołudnia, wieczoru i nocy. Bała się spojrzeć w jego niebieskie oczy, widziałam w nich matkę, a mama nigdy nie kojarzyła mi się ze strachem. Nie chcę by tak było. Potrafię zauważyć skruchę w jego oczach, coś co woła o przebaczenie, o zrozumienie i drugą szansę, ale coś w środku blokuje mnie, nie pozwala spojrzeć na chłopaka przychylniej, zniechęca mnie do niego, napawa strachem i niepewnością. Wciąż mam przed oczami jego twarz wykrzywioną w złości, jego krzyk odbija mi się echem w umyśle. I to jest coś, co nie pozwala mi ponownie mu zaufać. Chociaż gdzieś we mnie wciąż tkwi coś, co mówi mi, że on jest dla mnie i zawsze tak będzie, chociaż tego nie chcę. Nie chcę się zakochać, nie chcę się przywiązać, nie chcę mieć nic wspólnego z zażyłością i zaufaniem. Pragnę od tego odejść, uciec jak najdalej i zostawić to za sobą.
    Głupia. I tak nie mam na co liczyć. Przecież on by i tak mnie nie chciał. Może mieć każdą, więc po co mu ja? Nie jestem ładna, inteligentna ani atrakcyjna. Nie ma we mnie nic co zachęcałoby chłopaków. On jest miły, bo musi być. Bo kiedy jakaś iskra litości sprawiła, że zabrał mnie ze sobą z ulicy poczuł się odpowiedzialny za ten czyn. Pomyślał, że teraz musi mnie tu trzymać tak długo jak będę tego potrzebowała, bo tak trzeba. Bo mama go nauczyła, że ludziom trzeba pomagać. To wszystko. Nic więcej. Zero uczuć wobec mnie, chyba że mówimy o litości. Nie mam na co liczyć.
   Przez okno sypialni mogłam zauważyć powoli wdzierające się światło dzienne i spojrzałam na zegarek. Była 6:00 rano, więc podniosłam się z łóżka i po wzięciu prysznica ubrałam pierwsze ciuchy, które były w szafce. Spojrzałam na walizkę w rogu pokoju i postanowiłam rozpakować ją po szkole. Kiedy nie spałam doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli będę udawała, że wszystko jest jak dawniej, więc ubrałam buty i wyszłam po cichu do sklepu obok. Kiedy wróciłam  torbą pełną bułek i dodatków zastałam Nialla nerwowo tupającego nogą, siedzącego na kanapie. Zerwał się, kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi i po chwili był w przedpokoju. Natychmiast uwiesił mi się na szyi, wciskając nos w moją szyję, dotykając czołem wilgotnych włosów.
 -Gdzie byłaś? - spytał mamrocząc w moją skórę.
Poczułam jak na miejscy, które owiał powietrzem pojawiła się gęsia skórka.
A nie powinna.
 -W sklepie, kupiłam nam śniadanie.
Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli, że kiedy mówiłam ''nam'' miałam na myśli Nialla z jedzeniem i mnie z zieloną herbatą.
 -Och, to świetnie, jestem okropnie głodny. - chłopak wciąż mnie nie puszczał.
 -To może ty idź weź prysznic, ubierz się, a ja coś przygotuję, hmmm? - czy on mółby się wreszcie odsunąć?
Blondyn pokiwał głową i powłóczył nogami do łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie przygotowałam to, co zawsze. Spojrzałam na zegrek i zauważyłam, że już 7:20. Poszłam do sypialni, wzięłam torbę  książkami, zostawiłam w kuchni talerzyk z jedzeniem i karteczką, informującą, że wychodzę i wyszłam z domu.
    Miałam wrażenie, że korytarz szkolny jest jeszcze bardziej zatłoczony niż w inne dni. Dziewczyny w skąpych spódniczkach wyjątkowo rzucały się w oczy, a chłopacy z fryzurami jak modele byli dosłownie wszędzie. Jednak najwięcej było tych zwykłych, szaruch osób, tych cierpiących na nieśmiałość i brak przebojowości. Jak to się dzieje, że pomimo o wiele licznej przewagi ludzi przeciętnych to ci piękni, z mnóstwem drogich ciuchów i inteligentni (jednak ta trzecia opcja rzadko występuje w całym zestawie) są wyżej, teoretycznie więcej warci i to oni grają tutaj pierwsze skrzypce? Dlaczego ci w zwykłych dżinsach, bluzach i nieatrakcyjnej fryzurze nie połączą swoich sił i nie zdominują tych pięknych i bogatych? Sama nie wiem.
   Ostatnio obrałam specjalną taktykę unikania Bena. Tuż przy zakręcie korytarz, na którym stoi moja szafka jest damska toaleta. Za każdym razem wchodzę tam i zza uchylonych drzwi sprawdzam czy go nie ma w pobliżu. Jeśli jest siedzę w pomieszczeniu aż sobie pójdzie, a jeśli nie najszybciej jak potrafię biegnę do swojej szafki, wyciągam rzeczy i uciekam do klasy. Tym razem musiałam poczekać aż chłopak odejdzie, a kiedy to zrobił szybko wyszłam z pomieszczenia. Nie zdążyłam nawet dojść do szafki, kiedy poczułam jak ktoś zakłada swoje przedramię przez mój brzuch i przyciąga do własnej klatki piersiowej. Poczułam ostry, nieprzyjemny zapach męskich perfum i kujący zarost przy swoim policzku.
 -Kochanie, coś mam ostatnio wrażenie, że mnie unikasz. - usłyszałam szept Bena przy swoim uchu.
 -Puść mnie. - zaczęłam się szarpać, jednak chłopak był o wiele silniejszy.
 -Dobrze. - chłopak rozluźnił ucisk, więc automatycznie odsunęłam się o krok i chciałam pobiec dalej, ale zacisnął palce wokół mojego nadgarstka.
Próbowałam wyszarpnąć swoją dłoń, ale jedyne co mi to dało, to brutalne wciśnięcie jego paznokci w moją skórę. Chciałam upaść na ziemię, zacząć walić piętami o podłogę i płakać jak małe dziecko. Chciałam zniknąć, wyparować i przenieść się w jakieś odludne miejsce, gdzie będę szczęśliwa. Chciałam, aby mnie puścił dał mi spokój. Ale to nie jest mi dane. Najwyraźniej jakiś ktosiek siedzi sobie ''u góry'' i śmieje się ze swoimi kumplami z mojej bezradności. I nic nie mogę z tym zrobić.
 Jakaś kolejna dłoń objęła mój pas i lekko pociągnęła ku sobie. Moje plecy oparły się o jakąś męską klatkę piersiową i ogarnął mnie przyjemny, świeży, znany mi zapach. Poczułam się odrobinę bezpieczniej. Strach dał się powoli opanować.
-Coś nie tak, kolego? - usłyszałam znad siebie głos Nialla.
-Wszystko było świetnie, dopóki tu nie przylazłeś. - odburknął Ben.
-Ja tak nie myślę. Mógłbyś puścić jej dłoń? - Niall wciąż przyciskał mnie do swojego ciała.
-To już nie można potrzymać własnej dziewczyny za rękę? - Ben czuł się pewniej wobec Nialla, który wygląda na słabszego.
-To raczej jest nadgarstek i użyłbym bardziej określenie ''miażdżyć'' niż trzymać. Ach, no i Lena - zwrócił się do mnie - nie wiedziałem, że jesteście razem. Dlaczego nie pochwaliłaś się tak wspaniałą nowiną, hmmm? - spytał z sarkazmem.
Mogłam poczuć jak jego serce bije szybciej i napinają się jego mięśnie pod cienką koszulką, którą miał na sobie. Oczami wyobraźni widziałam jak jego wyraz twarzy zmienia się i zarys szczęki robi się o wiele wyraźniejszy, oczy z błękitu zmieniają się na granatowy i zaciska wargi. Znowu oblało mnie przerażenie.
-Nie. My nie jesteśmy parą. - to samo wypłynęło z moich ust, potem nadal stałam sparaliżowana.
Jednak strach znowu odpłyną, kiedy blondyn stanął przede mną, tworząc tarczę między mną a brunetem własnym ciałem i jednym ruchem odciągnął dłoń Bena. Natychmiast przyłożyłam nadgarstek do ciała i zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce.
Niall powiedział coś do Bena, czego nie byłam w stanie usłyszeć, a brunet okręcił się w miejscu i ruszył w głąb korytarza. Blondyn obrócił się w moją stronę. Mogłam zauważyć, że ma na sobie zwykłe, luźne dresowe spodnie, granatowy t-shirt i rozpinaną, zieloną bluzę. Jego włosy były lekko wilgotne i roztrzepane. Chwycił moją dłoń i spojrzał na nadgarstek, na którym powoli zaczerwienienia stawały się fioletowe. Zmarszczył brwi potarł delikatnie kciukiem moje knykcie.
-Wszystko dobrze? - spytał.
-Tak, jest okej. - skłamałam.
Chłopak objął mój tył plecy i obrócił, przyciągając mnie do swojego boku. Ruszył korytarzem i ruszył korytarzem w stronę mojej szafki. Skąd wie, gdzie ona jest?
-Co tu robisz? - spytałam ciekawa.
-Zostawiłaś w domu telefon i dam sobie uciąć głowę, że nie zjadłaś śniadania. Więc wziąłem twój telefon, wsiadłem do auta, zajechałem do sklepu, gdzie kupiłem dla ciebie drożdżówkę i przyjechałem tutaj. Wtedy zorientowałem się, że nie mam pojęcia gdzie mam cię szukać. Ale na szczęście w głównym holu spotkałem Colina, który mi powiedział, gdzie masz szafkę i pierwszą lekcję. Nie było cię pod klasą, więc przyszedłem tutaj i resztę historii znasz. Co to za chłopak? - wiedziałam, że to pytanie mnie nie ominie.
-To Ben. Uczepił się mnie już pierwszego dnia. - nie chciałam o tym gadać.
Niall już tego nie skomentował, a poczułam, że jego palce zaciskają się mocniej na mojej talii.
Ktoś może mi powiedzieć dlaczego cały czas mnie obejmuje?
Podeszliśmy do mojej szafki, z której wyciągnęłam potrzebne mi podręczniki.
-Obiecaj mi, że to zjesz w przerwie na lunch. - powiedział chłopak wkładając do mojej szafki papierową torbę ze słodką bułką.
Bałam się ego zdenerwowania, więc pokiwałam głową. Niall uśmiechnął się i spojrzał na książkę od teatrologii, którą właśnie wkładałam do torby.
-Wybrałaś profil artystyczny? - zapytał.
Wyglądał na mile zaskoczonego.
-Tak, tak zrobiłam. - potwierdziłam.
Blondyn zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Objął mnie z powrotem w pasie i postanowił odprowadzić pod klasę. Nie muszę chyba nikomu mówić jak wielki fenomen wywołam członek najbradziej popularnego boysbandu w towarzystwie tej dziwnej, aspołecznej, brzydkiej anorektyczki z Polski, której nazwisko nie jest możliwe do wymówienia. Niall odprowadził mnie pod klasę i dał telefon. Przytulił mnie na pożegnanie i odszedł. Patrzyłam na jego plecy i wtedy krzyknęłam;
-Niall, czekaj!
Pobiegłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek szepcząc; ''dziękuję''. Potem weszłam do klasy i zaczęłam swój zwyczajny dzień. I był taki do czasu lunchu. Bo jedną z moich zalet, która dość często bywa dla mnie wadą jest spełnianie obietnic. Nie potrafię po prostu nie zrobić czegoś, co obiecałam. Więc moje sumienie zobowiązało mnie również do zjedzenia tej pieprzonej drożdżówki. Ale pomimo wszystko nie byłam w stanie zrobić tego na widoku. Musiałam się gdzieś ukryć, więc zamknęłam się w jednej z kabin w toalecie i wyjęłam z papierowej tory bułkę, którą uprzednio wyjęłam z szafki. I wtedy uświadomiłam sobie ile czasu minęło od mojego jakiegokolwiek posiłku. Jeśli miałam przeżyć jeszcze te kilka lat i tak musiałam coś zjeść. Na szczęście Niall pomyślał o mojej niechęci do kalorii i wybrał bułkę z minimalną ilością nadzienia. Więc zacisnęłam oczy i zjadłam to, hamując odruchy wymiotne. Mamo, możesz być dumna.
A potem reszta lekcji była taka sama jak zwykle.
Odłożyłam książki do szafki i wyszłam ze szkoły, nie spotykając nikogo, kogo bym nie chciała spotkać i wyszłam przed szkołę. Głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem i rozejrzałam się w około. Bogate dzieciaki szły w stronę parkingu, gdzie stały ich auta kupione przez tatusiów. Ale jeden wydał mi się dziwnie znajomy. Przyjrzałam mu się i nagle wyszedł z niego blondyn w okularach przeciwsłonecznych, ciemnych jeansach, białej koszulce i jeansowej kamizelce. Jego włosy były ułożone w zniewalający sposób i ten chłopak, właśnie ten, zdjął okulary, spojrzał się prosto na mnie i uśmiechnął.
Niall.
-----------------------------------------------------------------------------
OGŁOSZENIA PARAFIAAAAALNEEE!!!
Okej, więc jestem. 
Kto ma pomysł na dalszy ciąg, bo ja wcale?
Serio, niech ktoś mi pomoże. BŁAGAM!

Więc, pewna dziewczyna o nicku ''Take a smile'' (swoją drogą to: tak, pewnie, że cię kojarzę) napisała mi, że ona również pisze i czym bym mogła czasem wpaść (pewnie, że wpadnę jak znajdę czas, nie zapomniałam o tobie, spokojnie) na jej bloga. I fajnie by było gdybyście też mi dały linki do swoich blogów czy co tam innego i chętnie poczytam również wasze prace.

See you soon! (ja taka mądra, uczę się angielskiego, to musiałam zaszpanować, nie?)

Kamila.

 
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation