niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 17

Edytuj post 16 komentarzy
 To był trzeci film z rzędu i mój tyłek powoli zaczynał mnie boleć od siedzenia.
 Niall kończył siódmą miskę popcorn, podczas gdy ja zjadłam dwa ziarenka. Jakim cudem on jest tak chudy?!
Siedzieliśmy blisko siebie, chociaż nie przytulaliśmy się, jak pewnie myślicie. Niall próbował objąć mnie ramieniem, ale po prostu nie czułam się wtedy komfortowo i wymsknęłam się spod jego ręki. Po kilku próbach chłopak się poddał. Zaczęłam się robić senna i nawet nie zauważyłam, kiedy moja głowa wylądowała na ramieniu blondyna i spokojnie odpływałam w sen.
 Obudziłam się, przecierając oczy i zorientowałam się, że leżę w wyjątkowo nieprzyjemnej pozycji, na kanapie w salonie, a obok mnie leży Niall, który chyba też zasnął. Leżałam z głową na jego kolanach, a on zasnął na siedząco, więc najwyraźniej kiedy zasnęłam ułożył mnie tak, a potem sam zasnął. Na telewizorze wciąż wyświetlało się menu filmu. Spojrzałam na zegarek. Okazało się, że jest 3 w nocy. Podniosłam się na nogi, ułożyłam blondyna tak, aby leżał w miarę prosto i nie był narażony na ból pleców z samego rana, przykryłam go kocem, wyłączyłam telewizor i wlekąc nogami doszłam do chwilowo mojej sypialni, rzucając się na łóżko i natychmiastowo zasnęłam.
Drażniący dźwięk budzika rozniósł się po pokoju i szybko wyłączyłam go, żeby nie obudzić Nialla. Ubrałam na siebie dżinsy i pierwszy lepszy sweter, przed tym korzystając z łazienki i dobroci ciepłego prysznica. Przeszłam od razu do kuchni i postanowiłam nie iść na zakupy, widząc ogrom siatek leżących w kuchni.Wszystko było zostawione na blatach, stole, krzesłach i nawet na podłodze, ponieważ Niall postanowił wczoraj ograniczyć rozpakowywanie zakupów do siatek z przekąskami i napojami. Ogarnięcie całej kuchni zajęło mi pół godziny. Westchnęłam i przeszłam do salonu. Poczułam jeszcze większe zrezygnowanie, kiedy moje oczy napotkały na papierki, chusteczki, okruszki, ziarenka popcornu i porozlewane napoje dosłownie wszędzie. Pozbierałam papierki, starłam stolik i zamiotłam, a Niall nadal spał jak zabity. Przygotowałam śniadanie i zostawiłam je na stole w kuchni.
Muszę obudzić Nialla.
Kucnęłam przy kanapie, przesuwając palcami przez blond włosy chłopaka. Niall mruknął coś niewyraźnie i tylko przesunął się na kanapie, mocniej zagłębiając twarz w skórzanym materiale.
-Ni, musisz wstawać. - powiedziałam cichym tonem, delikatnie szturchając go w ramię.
-Nie chcę. - zaprotestował blondyn, odwracając się do mnie plecami.
Usiadłam na brzegu sofy i zaczęłam trącać jego ucho palcami.
-Musisz.
Farbowany odwrócił twarz do mnie i lekko uchylił powieki, ukazując mi kawałek znanych mi, błękitnych tęczówek.
-Która godzina? - jego głos był zachrypnięty i senny i po prostu nie mogłam nie rozczulić się na ten dźwięk.
Mój dobry Boże, co się za mną dzieje.
Nie jestem jakąś dziką fanką, która zemdlałaby gdyby była na moi miejscu i nie zamierzałam nią być przez resztę mego marnego żywota. Nie powinnam odczuwać czegokolwiek słysząc jego poranny głos i widząc te zamglone tęczówki. Może jedynie obojętność.
Na ziemie sprowadziła mnie świadomość zadanego pytania.
-Jest siódma dwadzieścia, Niall. Za dziesięć minut wychodzę do szkoły i lepiej dla ciebie byłoby, gdybyś do tego czasu był już na nogach.
-Tak w ogóle, to dzień dobry-westchnął.
Z chęcią pozwoliłabym przespać mu cały dzisiejszy poranek, ale wiem, że ma dzisiaj ważną próbę z zespołem i miałby spore kłopoty gdyby z jakichś powodów ją sobie odpuścił.
Przeczesał dłonią jasne włosy i podniósł się z kanapy. Jego oczy obiegły całe pomieszczenie w kilka sekund.
-Nie musiałaś sprzątać. Większość  tego burdelu było moją zasługą. -mówi składając koc, którym go wcześniej przykryłam. -Cholera, ale boli mnie szyja -jęczy rozmasowując jednocześnie kark.
Chciałabym mu jakoś pomóc, może mogłabym to jakoś rozmasować.
Walczę z emocjami, próbuję przekonać głos w mojej głowie do współpracy na te pięć minut by móc go dotknąć bez obaw. Niestety, przykro mi. Kto normalny chciałby dotyku od takiego paskudztwa jak ja?
 Jedyne co mogę teraz zrobić, to polecieć do szafki w łazience po żel na bóle mięśni i mu ją podać.
Rzucam tubkę specyfiku w stronę Nialla, który z łatwością go łapie.
-Dzięki -mówi, a ja wychodzę jak najszybciej by nie mógł zobaczyć łez na mojej twarzy.
Tak, jestem hipokrytką, która właśnie rozpłakała się z tak idiotycznego powodu. Gratulacje, Leno.
Na odchodnym słyszę, że Niall pyta o to czy jadłam coś na śniadanie, więc trzaskam drzwiami udając, że nic a nic nie słyszałam. To chyba oczywiste, że nie ruszyłam palcem śniadania.
Jeden krok na przód, lecz dwa kroki do tyłu.
Wyciągnęłam z szafki książki potrzebne na lekcję matematyki, która, o zgrozo, czekała mnie za trzy minuty. Rozważałam nawet pójście na wagary, ale zdecydowałam, że byłoby to kompletnie bezsensowne. Przecież i tak będę siedziała z pustym wzrokiem wbitym w tablicę, więc czy ma to jakieś znaczenie? Wszyscy kochamy algebrę.
Hm, być może uda mi się przemycić słuchawki do odtwarzacza i schować je pod swetrem? Robię się coraz bardziej przebiegła.
-Jak się miewa twój chłopak? -ciarki przeleciały po moich plecach, ale starałam się zachować spokój.
Zignorowałam sylwetkę Bena Prześladowcy opierającego się od sąsiednią szafkę. Zamiast tego wrzuciłam pośpiesznie podręczniki do torby i trzasnęłam metalowymi drzwiczkami przed nosem chłopaka.
W tej samej sekundzie poczułam jego obrzydliwą dłoń na moim ramieniu.
Wzdrygnęłam się pod jego dotykiem, ale wciąż udawałam, że jest powietrzem.
-Słuch straciłaś? -warknął Ben.
Przeginasz frajerze.
Odwróciłam się gwałtownie na pięcie pod wpływem adrenaliny buzującej w moich żyłach.
-Jako, że raczej nie przeklinam muszę zadowolić cię słowem "spadaj", ale uwierz mi, że znam wiele innych synonimów, które właśnie chciałabym wypowiedzieć -wyszczebiotałam szybko w jego stronę.
Boże, Matko przenajświętsza, on nie załapał co powiedziałam.
Wywróciłam oczami i zostawiłam go samego tam, na korytarzu z własnymi myślami.
Oczywiście spóźniłam się na matematykę, a mój chytry plan dotyczący słuchania 5SOS na lekcji nie wypalił - nauczyciel zarekwirował mój odtwarzacz. Po przetrwanej pierwszej lekcji zostało mi jeszcze sześć innych. Zapowiadał się wspaniały dzień.
Zasłoniłam twarz dłońmi, gdy piłka przeleciała tuż nad moją głową. Nie byłam zbytnio zaskoczona, po jakichś pięćdziesięciu razach człowiek się po prostu przyzwyczaja.
Stałam na środku boiska ustawiona przez nauczyciela idiotę pod siatką. Owszem, grałam w siatkówkę. Moim zadaniem było wystawianie piłki graczom, którzy stali dalej, po bokach siatki. Dziewczyny po prostu mnie ignorowały. Podawały sobie piłkę tak, by mnie ominąć, a ja im na to pozwalałam. Czasem któraś z nich źle odbiła i obrywałam tak, jak teraz.
-Roztocki? -usłyszałam głos za plecami. Niska starsza pani w białym uniformie kiwała na mnie palcem.
-Tak? -odpowiedziałam uprzytamniając sobie, że chodzi jej o moją osobę.
-Zapraszam do gabinetu. -powiedziała znikając z sali.
Cholera, co ja zrobiłam? Przecież nie jestem jedną z tych dziewczyn, które palą w szkolnej toalecie. Na prawdę nie mam pojęcia o co chodzi. Powiedziałam nauczycielowi, że jestem wzywana do gabinetu i wyszłam za jego zgodą na korytarz.
Gabinet, o którym mówiła tamta kobieta... gdzie on tak w ogóle jest?
Na całe szczęście nie musiałam się długo nad tym zastanawiać, bo po skręceniu w główny korytarz spotkałam ów panią czekającą na mnie z kluczem w białych drzwiach.
Weszła do środka machając na mnie ręką bym się pospieszyła.
Nie, nie jestem w gabinecie dyrektora. To miejsce znienawidzone przeze mnie w polskiej szkole. Chodzi o gabinet pielęgniarki. Lądowałam tam wbrew własnej woli kilka razy w tygodniu po lekcji wychowania fizycznego.
Biały pokój wypełniał zapach płynu sterylizatora, który to dostrzegłam na bocznej szafce zaraz obok bandaży i opatrunków umieszczonych w szklanej gablotce. Po środku standardowo stało biurko, dalej długa kozetka, na której zostałam posadzona.
-Leno, muszę zadać ci parę pytań, w porządku? -zapytała retorycznie, ale i tak kiwnęłam głową. Kobieta nie zauważyła tego gestu, bo właśnie przeglądała jakieś papiery. Mruknęła coś pod nosem i poprawiła okulary zsuwające się z jej haczykowatego nosa.
-No tak, no tak. -mruczała sama do siebie wciąż mnie ignorując.
Odchrząknęła, wyprostowała się na krześle i dopiero spojrzała w moją stronę.
-A więc Leno, jak się czujesz w nowej szkole? -kiwnęła głową, gdy wzruszyłam ramionami.- Wiesz, chciałabym uzupełnić brakujące dane, pomogłabyś mi? -znowu wzruszenie ramion tym razem w geście przyzwolenia.
-Co chce pani widzieć? -zapytałam najgrzeczniejszym tonem jakim w tej sytuacji dysponowałam.
-Wzrost?-zapytała.
-Metr sześćdziesiąt osiem centymetrów -powiedziałam płynnie.
Zadaj to pytanie, a rozdepczę cię jak robaka starucho.
-Waga? -jej brew uniosła się nieznacznie, gdy zlustrowała mnie wzrokiem.
-Czterdzieści dziewięć kilogramów -powiedziałam bez zająknięcia.
Pielęgniarka wstała z krzesła i podeszła do szafy, z której wyciągnęła biały masywny przedmiot.
Waga.
Ostatni raz stanęłam na niej pół roku temu i wskazywała  mniej niż powiedziałam minutę temu, ale jestem pewna, że znacznie przytyłam przez pomieszkiwanie u Nialla. Obiady z nim mi nie służą.
-Chodź i zważ się, nie mamy całego dnia -powiedziała kobieta kładąc wagę obok kozetki.
Stanęłam naprzeciw urządzenia.
Jedna stopa, druga stopa i wzrok utkwiony w białej ścianie.
Teraz albo nigdy, grubasie. Spojrzyj w dół. Spojrzałam.
42,3 kg -powiedziała waga.
Zaczęło mnie mdlić i okropny smak kwasu przeżarł moje gardło. Dużo, dużo, dużo, za dużo.
Jednak teraz muszę zachować trzeźwy umysł.
Kobieta spojrzała na mnie.
-Cóż, to dość... niepokojąca waga. Będę musiała powiadomić o tym twojego opiekuna prawnego. - zawiadomiła mnie pielęgniarka.
Właściwie to spodziewałam się pouczającej gadki, dyrektora, psychologów żywieniowych, nie jest źle. tak, tylko tata raczej nie powinien się dowiedzieć. Elizabeth dostałaby szału. Jakim cudem anorektyczka może mieszkać pod jej dachem?! To niedorzeczne.
-Możesz podać mi numer do twojego ojca? - zagadnęła.
Myślałam, że mają to wszystko pozapisywane, ale najwyraźniej nie mają.
Wyjęłam telefon i włączyłam listę kontaktów.
- 754 962 734 - podyktowałam, a kobieta zapisała to na samoprzylepnej karteczce, którą doczepiła do mojej karty.
-Dziękuję, Leno. Możesz już wracać na lekcję.
-Do widzenia. - mruknęłam i wyszłam za drzwi.
Podałam jej numer Nialla.
----------------------------------------------------------
Cześć! Jak wam życie mija?
Już się nie będę tłumaczyła dlaczego tak długo nie było rozdziału, to i tak nic nie da.
Mam jednak nadzieję, że ten wam się spodobał, chociaż to takie flaki z olejem.
Podoba wam się nowy wygląd? 
UWAGA!!!
Uroczyście ogłaszam, że paring Nialla i Leny nazywa się Liall!!!
Widziałam tam też propozycje Neli, ale Liall zwyciężył. Mamy demokrację.
Czy ktoś już shipuje Lialla?
Kamila (Pointless).



Rozdział 16

Edytuj post 13 komentarzy
  Zostałam wciśnięta na miejsce pomiędzy Harrym, a Niallem i nie, nie podoba mi się to. Chłopak w kręconych włosach - którego miałam nieprzyjemność poznać bliżej u mnie w domu i przez opowieści Maddie - cały czas kręcił się na krześle i wysyłał do mnie uśmiechy i okej, może są onieśmielające, piękne i przeurocze, ale serio - one na mnie nie działają. No może jedynie sprawiają, że się go zaczynam bać. Nic więcej. Natomiast Niall ulokował sobie swoją dłoń na mojej, która leży na moim kolanie i kreśli na niej jakieś bliżej nieokreślone wzory. Nagle stuknął paznokciem w moje knykcie, więc zwróciłam uwagę na jego dotyk (o ile to jest bardziej możliwe). Swoimi delikatnymi palcami nakreślił kilka liter, które składały się w: ''kiedy nikt nie będzie patrzył przekładaj wszystko do mnie''. Odetchnęłam z ulgą i chcąc podziękować mu, okręciłam dłoń i ścisnęłam jego, lecz kiedy chciałam odłożyć dłoń na poprzednie miejsce, Niall nie pozwolił mi na to , tylko splótł nasze palce, a ja - mimo iż nie jestem fanatyczką takich rzeczy - pozwoliłam mu na to i w odpowiedzi potarłam jego kciuk swoim własnym. I teraz posłuchajcie uważnie: zakochałam się; ale klapa. W końcu podeszła do nas kelnerka i każdy zamówił, co chciał. Ja poprosiłam o najmniejszą pizzę z serem, szynką i pieczarkami, oraz wodę.
-Jak ci się podoba w Anglii? -zapytał nagle Harry.
Mieszkam w Londynie od kilku miesięcy. W jego ustach zabrzmiało to tak, jakbym była jakąś turystką właśnie wychodzącą z sali przylotów na lotnisku.
-Jest w porządku -odpowiedziałam zdawkowo na pytanie loczka. Najwyraźniej go to nie usatysfakcjonowało na tyle, aby zadawał kolejne pytania.
W krótkim odstępie czasu młoda kelnerka podała całej szóstce zamówienia. Chłopcy zaczęli pochłaniać swoje porcje (nadmienię jeszcze, że wszystko, bez względu na to jakie to danie, polane zostało tłustym sosem czosnkowym).
  Margarita leżała na moim talerzu nienaruszona. Ale, ale, głupia nie jestem. Chwyciłam sztućce w dłonie i zaczęłam kroić jeden z boków pizzy. Wszystko zainscenizowałam bardzo realistycznie. Co jakiś czas podnosiłam pusty widelec do ust i zaczynałam jakiś temat; to pytałam o wyniki ostatnich meczy, to o ich menadżera, następnie chwaliłam ten ohydny sos czosnkowy, którego nawet nie powąchałam. Popijałam wyimaginowane jedzenie wodą. Wreszcie, gdy nadarzyła się okazja przysunęłam szybko mój talerz do talerza Nialla i zręcznie zrzuciłam dwa kawałki pizzy. Chłopak jak gdyby nigdy nic, przeżuwał swój posiłek. Natomiast jego ręka błądziła po mojej. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Nie. Skreśl.
Uśmiechnęłam się do niego.
Blondyn odwzajemnił uśmiech i mocniej ścisnął moją dłoń.
Tego wieczora wykonałam jeszcze dwa takie "przekręty" i nareszcie mój talerz był pusty. Grzecznie podziękowałam za posiłek i pochwaliłam grubość ciasta i ilość sera. Opróżniłam butelkę z wodą do końca, aby kelnerka, któ-ra podeszła do stolika, mogła zebrać wszystkie śmieci i naczynia. Dziewczyna miała może z dwadzieścia parę lat. Około dwudziestu pięciu. Nie była niestety zbyt zgrabna i chyba zdawała sobie z tego sprawę, bo nie nosiła obcisłych kombinezonów popularnych w jej branży. Aby zebrać wszystko musiała wracać do naszego stolika jeszcze dwa razy. Zgarniając ostatnie trzy talerze zapytała się czy może nam jeszcze jakoś pomóc i czy chcemy już rachunek. Zgodnie zadecydowaliśmy, że jesteśmy najedzeni. Tak, nawet Niall nie chciał dokładki, a to zdziwiło i mnie, mimo iż wiedziałam o jego dodatkowej porcji.
Siłą rzeczy dziewczyna przyniosła nam małą zakładkę na pieniądze, do której Liam wcisnął kilka grubszych banknotów. Kelnerka podziękowała za tak hojny napiwek i wyszliśmy z knajpki.
Na szczęście nikt nie wpadł na żaden kolejny, genialny pomysł odwiedzenia jakiegoś pseudo miłego miejsca. Każdy zaczął się żegnać i czułam się co najmniej niezręcznie, kiedy wszytscy mnie przytulali i nie, to nie było coś, czego oczekiwałam przez całe moje życie. Harry chyba starał się przytrzymać mnie trochę dłużej niż zaplanowałam, więc niechętnie mnie puścił, kiedy zaczęłam się cofać.  Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Kiedy tylko zniknęliśmy za zakrętem Niall z powrotem splótł nasze palce, a ja znowu mu na to pozwoliłam. Nagle blondyn skręcił, a ja dosłownie poleciałam za nim, potykając się o własne nogi. Równowagę odzyskałam dopiero, kiedy chłopak zatrzymał się przy wózkach od supermarketu.
- Idziemy na zakupy. - stwierdził wesoło i machając naszymi dłońmi wszedł do wielkiego budynku, kierując się w stronę wejścia między półki.
-Ale Niall, przecież masz pełną lodówkę. - zareagowałam.
-Niby tak, ale dziś zrobimy se wieczór filmowy i ugotujemy kolację. Potrzebujemy czegoś fajnego. - zawołał wesoło.
Jak się okazało według Nialla ''coś fajnego'' to wszystko co leży na półkach danego sklepu, więc kiedy nie byliśmy nawet w połowie budynku, a wózek był już pełny, lecz chłopak nie zwracał na to większej uwagi i ładował kolejne pudełka, paczki i torby produktów.
-Niczego nie chcesz? - spytał zdziwiony.
-Yyymm... Nie, raczej nie. Myślę, że nawet jeśli coś chciałam to wrzuciłeś to do kosza, lub to zrobisz. - powiedziałam powoli oddzielając słowa.
-Och, okej. Jednak jeśli coś będziesz chciała po prostu to weź, nie ma problemu. - zmieszał się.
Blondyn przyjrzał się mi, lecz po chwili, kiedy najwyraźniej spotkał mój wzrok, powrócił do wrzucania wszystkiego co napotkał na drodze.
Zatrzymałam się na chwilę przy półkach z rzeczami takimi jak farby i płótna, kiedy Niall poszedł wybrać kilka filmów. Właśnie zapisywałam sobie w telefonie nazwę firmy, której nigdy nie widziałam i chciałam sprawdzić opinię na paru forach w internecie, kiedy poczułam jak ktoś oplata mnie rękoma w pasie i byłam pewna, że to Niall, więc po prostu zignorowałam tą osobę, kiedy usłyszałam w uchu:
-Nie przywitasz się ze mną, piękna? - usłyszałam w uchu znany, okropny głos i dreszcze odrazy przebiegły przez moje plecy.
Ben.
Natychmiast wyrwałam się z jego uścisku, co nie było takie łatwe i odeszłam kilka kroków w tył.
-Cześć Ben. - mruknęłam, nie chcąc drażnić go jeszcze bardziej, bo chyba nie był zachwycony moją reakcją na jego dotyk.
-Skoro już się spotkaliśmy, to może powiesz mi dlaczego nie było cię dzisiaj w szkole, co? - spytał robiąc krok w moją stronę.
Napięłam wszystkie mięśnie. Oby tylko Niall nas nie zobaczył.
- Rano nie czułam się najlepiej. - skłamałam jak najprościej i uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale teraz już ci lepiej, hmmm? Tak myślę, wyglądasz dobrze. - zauważył brunet i wyczułam może nawet nutę troski w jego głosie.
Jeju, zaczynam mieć złudzenia słuchowe.
-Tak, tak. Już jest okej. Wiesz muszę już iść. - zaczęłam się cofać.
Już miałam całkiem się odwrócić, kiedy chłopak zacisnął swoje duże, niedelikatne palce wokół mojego cienkiego, kruchego nadgarstka.
-Nie tak szybko, księżniczko.
Jeśli jeszcze raz tak do mnie powie, porzygam się.
-Puść mnie. - zażądałam próbując wyrwać swoją rękę.
Nic z tego, jestem za słaba.
 - Nie, dopóki...
- Powiedziała, żebyś ja puścił i radzę ci to zrobić. - usłyszałam głos za sobą.
Jeszcze tylko tutaj tego lokowatego palanta brakowało.
Ben poluzował uścisk, ale nie puścił mnie i teraz modliłam się tylko o to, żeby Harry nic nie powiedział Niallowi.
-A co możesz mi zrobić? Przywiązać do półki tą swoją śmieszną bandanką. - zadrwił brunet.
Szatyn podszedł bliżej i teraz okazało się, że Harry jest o ponad pół głowy wyższy od Bena, więc brunetowi zrzedła mina i na tyle rozluźnił uścisk, że bez problemu wyrwałam dłoń. Harry obrończo stanął przede mną i zakrył mnie swoim ciałem, więc tylko lekko wychyliłam głowę zza jego ramienia, żeby zobaczyć twarz Bena, która powoli zapełniała się strachem, jednak chłopak próbował to ukryć.
-Idź stąd. - głos mojego obrońcy stał się niski, bardziej ochrypły i groźny.
Ben tylko wypiął pierś i udając, że po prostu ustępuje głupszemu odwrócił się na pięcie.
-Do zobaczenia w szkole, Lena. - rzucił jeszcze przez ramię i zniknął między półkami.
Wtedy Harry odwrócił się w moją stronę, kładąc dłoń na moim ramieniu. Pozwoliłam mu na to, bo w końcu przed momentem mnie uratował.
-Wszystko dobrze? - spytał i teraz słyszałam w głosie czystą troskę.
Och, to miłe uczucie.
-Tak, jest dobrze. Dziękuję. - ostatnie słowo z trudem przecisnęło mi się przez gardło.
Wmusiłam nawet na usta uśmiech, niech się chłopak cieszy.
Szatyn posłał w moją stronę uroczy uśmiech, a dołeczek ukazał się w jego lewym policzku. Przełożył dłoń na mój policzek i nie, to nie było coś co mi pasowało.
-Nie masz za co. Bo wiesz Lena, ja chciałem ci powie... - zaczął loczek.
-Cześć Harry. - usłyszałam za sobą głos Nialla.
Alleluja.
Dłoń Harry'ego opadło od mojego policzka, przez ramię i w końcu wzdłuż jego ciała.
-Cześć Niall. - odpowiedział szorstko Harry.
Chłopcy przez chwilę mierzyli się chłodnymi spojrzeniami, lecz kiedy zauważyli moje zmieszanie przestali.
-Lena, wybrałaś już jakieś farby? - spytał spokojnie Niall.
-Nie, myślę, że kupię je kiedy indziej. - chciałam stamtąd jak najszybciej iść.
Blondyn pokiwał głową i wyciągnął dłoń w moją stronę, którą z niepewnością chwyciłam.
Harry ze zdziwieniem i chyba nwet z lekką zazdrością spojrzał na nasze dłonie.
-Do zobaczenia, Lena. - zwrócił się do mnie Harry.
Kiwnęłam w jego stronę głową.
-Do jutra, Niall.
-Do jutra, kolego. - mruknął w odpowiedzi blondyn.
Ja poszłam z Niallem, w stronę kas, a Harry w drugą stronę.
Moje życie to pieprzona telenowela.  


----------------
Moje drogie misiaczki!
Wybaczcie nam za tą długą przerwę. Obowiązki wzywają. 
Ale spokojnie, za niedługo wakacje i rozdziały zaczną pojawiać się częściej, regularniej. Przynajmniej mam taką nadzieję.
A jak tam u was? 
Mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział i nie będziecie na mnie źli za tyle słodkości u Nialla i Leny. Hej, a może ktoś wymyśli nazwę dla tego paringu? Będę wdzięczna.
Więc biorę się za dalsze pisanie i miłego dnia/nocy/wieczoru!
Kamila. (Pointless).

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 15

Edytuj post 13 komentarzy
Przygotowywanie śniadania dla Nialla stało się dla mnie swego rodzaju rytułałem. Każdego ranka wstawałam bardzo wcześnie i wychodziłam w piżamie do osiedlowego minimarketu po świeże bajgle, które jak mi kiedyś powiedział, po prostu kocha. Kupowałam też jogurty, muesli, płatki, owoce  i wszystko czego tylko zapragnęłam. To jeden z przywilejów posiadania karty do konta Elizabeth i taty. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam czy ma jakiś limit, ale miałam to głęboko w poważaniu.
Dzisiaj jak zwykle kupiłam uwielbiane przez Nialla bułeczki, biały ser i miód. Zapłaciłam za wszystko i wróciłam do mieszkania. Rozłożyłam zakupy na blacie kuchennym i wróciłam do korytarza by ściągnąć czarną kurtkę i tenisówki. Po drodze sprzątnęłam  kilka walających się ubrań blondyna i wrzuciłam je do kosza na brudy w toalecie. Korzystając z okazji wyszorowałam zęby i ogarnęłam ten stóg siana, który grał rolę moich włosów.
Nagle w mieszkaniu rozległ się trzask.
Grzebień wyleciał z mojej ręki, a ciało znieruchomiało.
Boże, niech to będzie zwykły złodziej. Żaden gwałciciel. Lena, spokojnie.
Opanowałam się na tyle, aby chwycić w ręce kij od mopa i wyszłam ostrożnie  z łazienki. Na palcach weszłam do korytarza. Stanęłam jak zamrożona, gdy zamiast przestępcy ujrzałam Nialla pochylonego nad rozbitym słoikiem miodu.
Podparłam ręce na biodrach i zakaszlałam by zwrócić na siebie jego uwagę.
Chłopak porządnie wystraszył się w wyniku czego odskoczył jak oparzony od miejsca zbrodni i wylądował pod szafkami. Zorientował się, że to tylko ja. Spojrzał najpierw na słoik, a później na mnie i westchnął.
-Przepraszam, chciałem tylko spróbować -powiedział ze skruchą.
Chłopaku, czy ty nie masz innych zmartwień niż rozbity słoik?
Jego oczy wędrowały po mojej twarzy. Wciąż siedział na podłodze. Był wyraźnie zawstydzony.
-Nic się nie stało -powiedziałam siląc się na miły ton -Zrobię bajgle z Nutellą, może być? -teraz na prawdę się uśmiechnęłam. Miałam nadzieję, że nie zauważył ile trudu włożyłam w ten pozornie zwyczajny gest jakim było wygięcie kącików ust.
-Wszystko, co przygotujesz będzie wyśmienite -wyszczerzył się.
Lizus. Bardzo przystojny lizus.
Pomogłam chłopakowi posprzątać, a później zrobiłam śniadanie. Wszystkie bułeczki poprzecinałam poziomo. Trzy połówki posmarowałam Nutellą, a na resztę nałożyłam biały serek. Wcześniej planowałam go delikatnie  polać miodem, ale z powodu wcześniejszych wydarzeń, użyłam syropu malinowego. Powinien smakować równie dobrze.
W czasie gdy ja przygotowywałam kanapki Niall latał po kuchni jak opętany. Włączył ekspres do kawy i poszukał ładnych talerzyków. Poukładał wszystko na stole i podszedł do blatu.
-Zapraszam panią do stołu -powiedział łapiąc mnie za rękę. Grzecznie pomaszerowałam za nim i usadowiłam się na krześle. Chłopak wrócił się jeszcze po talerz z naszym śniadaniem i położył go na stole. Wlał kawę do kubków po czym wreszcie usiadł na swoim miejscu - na przeciwko mnie.
-Smacznego -powiedziałam po polsku. Według mnie enjoy your meal i inne angielskie zwroty w tej sytuacji są po prostu głupie. Większość angielskich słów i nazw jest głupia.
Niall oczywiście zapytał co to znaczy nie wierząc, że powiedziałam coś normalnego. Posiłek nie trwał długo. Niall zjadł większą część zawartości talerzy. On chyba nie miał limitu jeżeli mowa o jedzeniu. Natomiast ja zgodziłam się na zjedzenie trzech plasterków białego sera. Pozbierałam naczynia i wsadziłam je do zmywarki.
-Pomyślałem, że może nie chce ci się iść dzisiaj do szkoły... -zaczął opierając się plecami o framugę drzwi.
Jego szara koszulku opinała się mu na ramionach, gdy krzyżował ręce na klatce piersiowej. Nie uznałabym go za kogoś bardzo umięśnionego, ale nie należał też do chucherek.
-Mi się nigdy nie chce iść do szkoły -przerwałam mu.
Zaśmiał się i podszedł bliżej mnie. - Oparł się ręką o brzeg blatu, na którym siedziałam. Na całe szczęście Niall jest porządnym chłopak
-Jasne, ale dzisiaj mamy krótki wywiad i dobrze było by gdybyś poszła ze mną do studia. Poznałabyś chłopaków -zaproponował.
Pewnie każda inna dziewczyna byłaby na moim miejscu przeszczęśliwa, ale chyba już dawno ustaliliśmy, że nie jastem jak inne dziewczyny. Jestem mną i cała ta sytuacja wydawała mi się jakimś jednym wielkim żartem.
Mieszkam sobie jak gdyby nigdy nic z członkiem najsławniejszego boysbandu na świecie. Robię mu śniadanka, sprzątam jego unorane ciuchy, które rozrzuca po całym domu i takie tam inne super sprawy. Teraz jeszcze okazuje się, że mogę poznać resztę One Direction. Tylko czy ja tego chcę?
-Niall, przepraszam, ale nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł -odparłam szczerze.
Chłopak wydawał się być zaskoczony.
-Coś powiedziałem nie tak? -zapytał urażony.
Odepchnęłam się od szafki i zaczęłam przebierać nerwowo nogami. Nie wiedziałam co powinnam była powiedzieć w takiej sytuacji.
-Nie, nie -zaprzeczyłam po chwili. To ze mną jest coś nie tak.
-To o co chodzi? -zapytał. -Lena, próbuję cię zrozumieć, ale czasem to jest trudne. Tym bardziej, gdy się nie odzywasz -posłał mi blady uśmiech.
Pokiwałam w zrozumieniu głową i usiadłam na najbliższym krześle.
-Wiem, staram się -zapewniłam.
'Nie wystarczająco'  -skarcił głos w mojej głowie. Dawno go nie słyszałam.
-To pójdziesz ze mną? -w jego głosie nie dało się nie wyczuć nadzieji.
Już nie potrafię być wredna.
-Okej, okej -powiedziałam i szybko czmychnęłam z kuchni do mojej tymczasowej sypialni.
***
W dłoniach trzymałam plastikowy kubek wypełniony wodą.
Jakaś dziewczyna, zapewne statystka, podała mi go gdy tylko weszłam. Zapytała też czy dobrze się czuję, bo jestem bardzo blada i mam sińce pod oczami.
Prawdę powiedziawszy to, nie potrafię wrócić pamięcią do czasu kiedy moje oczy były promienne, a cera nawilżona i lekko opalona. To takie nierealne. Jakbym istniała tylko od tragicznego momentu - śmierci mojej mamy.
Pochyliłam głowę, ale już po kilku sekundach uniosłam ją w kierunku małego ekraniku, który pokazywał na żywo wywiad, ponieważ usłyszałam znajomy głos. Niall odpowiadał ze śmiechem na jakieś błache pytanie prowadzącej. Miała jasne długie włosy, które opadały falami na jej dekolt. Trzepotała co jakiś czas rzęsami, które z całą pewnością nie były jej prawdziwymi. Była zgrabna, ale nie wysportowana. Wszystko mogłoby być pięknie, gdyby nie jej chichot. Jak lalka Barbie, taka z chudziutką szyją, która nie może utrzymać głowy i zaraz się odłamie. Z nieproporcjonalnie długimi nogami zakończonymi zdeformowanymi stopami. Prawie idealna.
Miałam ochotę zamurować tego pustaka.
Na całe szczęście wytrwałam grzecznie do końca programu. Chłopcy miło pożegnali ekipę, gdy wyłączono kamery i udali się do swojej garderoby. Poza Niallem.
Blondyn pomachał do mnie z uśmiechem i zniknął na parę minut.
Wrócił już z resztą zespołu.
Wszyscy miło się do mnie uśmiechali, cholera. Będę musiała być miła.
-Więc to jest Lena -powiedział Niall wskazując na mnie dłonią.
Teraz już nie ucieknę.
Wstałam z krzesełka, na którym wcześniej mnie posadzono i mimowolnie ruszyłam w kierunku chłopaków.
-Cześć -powiedziałam cicho podając rękę pierwszemu w kolejce Zaynowi. Nie chcę wyjść na rasistkę, ale mulat przypominał wychudzonego Żyda z obozu pracy. Na prawdę! Jeszcze pięć kilo mniej, a moglibyśmy wylądować na tym samym oddziale w ośrodku zaburzeń odżywiania.
-Jestem Zayn -powiedział jeszcze ciszej niż ja, ale dołączył współczujący uśmiech do swojego zestawu.
Później był Harry i Liam, którzy wydali mi się bardzo w porządku. No dobra, ten lokaty miał zawiązaną na włosach jakąś dziwną szmatę i wyglądał jak żul zza krzaka, ale nie chciałam być chamska. Ostatniego, Louisa, mogłabym nawet polubić. Był najzwyczajniej w świecie przyjaźnie nastawiony w stosunku do mojej osoby. Nie posyłał mi żadnych litościwych uśmiechów, nie patrzył na mnie z ciekawością, po prostu zachowywał się jak człowiek, który poznaje innego człowieka.
-Cześć, nazywam się Lena -powiedziałam wyciągając rękę do chłopaka.
-Louis. Tak wiem, jak masz na imię. Niall trąbi o tobie cały czas -Louis odwzajemnił gest.
Spuściłam wzrok. Nie chciałam żeby Niall im coś o mnie opowiadał.
-Kto jest za wyjściem na pizzę? -krzyknął nagle Harry. Wszyscy wydali głośne okrzyki radości. Wszyscy prócz mnie.
_________________________________
Dominika(icantbreatheicantsmile):
Przepraszamy za opóźnienia w publikacji rozdziału! :/ Ani ja, ani Kamila nie miałyśmy na to czasu. Szczerze mówiąc, to nawet teraz go nie mam; siedzę nad wypracowaniem na polski i myślę o przeczytaniu "Białej masajki" czekającej przy moim łóżku.
Mam tylko nadzieję, że ten EMOCJONUJĄCY (HAHA) rozdział Was nie zawiedzie :D
Buuziole ♡
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation